GORĄCZKA DISCO POLO NA BIELANACH

Maciek Organiściak
14 sierpnia 2013
Lato, robi się ciepło i sympatycznie. Warszawiacy zaczynają wychodzić ze swoich dusznych mieszkań, rozsuwają ciężkie zasłony, żeby wpuścić trochę słońca lub zasuwają żaluzje, żeby ich nie raziło. Dla tych mieszkających w domach zaczyna się sezon ogródkowy, dla tych posiadających działki – działkowy, a dla pozostałych będzie to czas nurzania się w miejskiej zieleni. Lato to również czas imprez plenerowych, często współorganizowane przez dzielnicowe urzędy. W tym roku bielański ratusz zaproponował nam imprezę pod jakże dźwięcznym tytułem – „Gorączka Bielańskiej Soboty”. Oprócz niewątpliwie słusznej idei promowania sportu i aktywnego stylu życia pomyślano także o części rozrywkowej. Gwiazdami wieczoru były zespoły nurtu disco polo.
Gwiazdy wieczoru
Jako pierwszy zagrał legendarny w niektórych kręgach zespół Milano. Co prawda „muzycy” nie pochodzą z malowniczej stolicy Lombardii, tylko z Polski, ale w ich twórczości wyraźne są echa italo-disco, więc tak jakby się zgadza. Czy ich swawolnego hitu “Bara Bara” podniesie przyrost naturalny w Warszawie? Podobno grają z playbacku, ale i tak trzymam kciuki!
Kolejny wystąpił gigant poetycko-sentymentalnego disco-polo – Bayer Full. Uspokoił emocje, wprowadził w nastrój zadumy, usatysfakcjonował wszystkich melomanów. Wyśpiewane aksamitnym głosem poetyckie słowa prawdziwego opus magnum zespołu – “Wszyscy Polacy to jedna rodzina” przypomniały nam o wartości wspólnoty. Chłopcy z Boys zachęcali nas wszystkich do wzmożonej aktywności fizycznej (radosnego pląsania) selekcją hitów ze swojej imponującej dyskografii (około 30 pozycji), pobudzając perystaltykę jelit gawiedzi, wypełnionej po same małżowiny uszne piwem i kiełbasą z grilla. Piwo krzepi umysł, kiełbasa syci ciało, disco-polo łechce duszę – wszystko się zgadza. Na końcu pokaz sztucznych ogni, nawet z największego twardziela wydusi romantyczne odruchy wraz z maleńką łezką zachwytu.
Warszawa to nie Berlin
Ok, Warszawa to nie kolejny Berlin. Tam i tak są sami Niemcy, Rosjanie i Turcy (tyle naszych narodowych fobii naraz!). Najwyraźniej nie chcemy kolejnego Berlina (dużego ośrodka skupiającego dużą część życia kulturalnego Niemiec) w Warszawie. Chcemy igrzysk, łatwych i tanich rozwiązań, chcemy wypełnić pustkę po prawdziwej muzyce ludowej kiełbasą przyprószoną brokatem, zgasić iskrę ciekawości litrami piwa z plastikowego kubeczka, by potem odbyć jeden dwuminutowy stosunek przerywany i uciec w sen, kojący sen, wybrukowany kostką Bauma. Gdyby tylko złote zęby mogły to zgryźć…
Banał. Kicz tak mówią o niej właśnie ci Którzy chcą z kompleksów się wyleczyć swych Jeśli więc nie chcesz słuchać naszych płyt Szanuj tych dla których być to nie jest wstyd
Niejednokrotnie słyszałem głosy że disco-polo porusza słowiańską strunę naszej duszy, że to są melodie i tematyka żywcem przeniesione z muzyki wiejskiej, że disco polo jest niejako kontynuacją muzyki ludowej. Otóż nie. Disco-polo istnieje po to, aby tę nostalgię i sentyment spieniężyć. 1 kwietnia 2013 odbył się na Bielanach “Mazurkowy Poniedziałek”. Wystąpiła tam Orkiestra Dęta ze Zdziłowic, Kapela Tarnowskich oraz Kwartet Jana Smoczyńskiego. Jedna z niewielu okazji, żeby usłyszeć w Warszawie prawdziwą kapele weselną. Podejrzewam, że nie było tam kilkunastu tysięcy osób (taka jest szacowana spodziewana ilość osób na „Gorączce Bielańskiej Nocy”), rzekomych wielbicieli polskiego folku. Disco-polo stało się więc krzywym zwierciadłem muzyki ludowej, niestabilnym amalgamatem braku wstydu i nieudolnej próby naśladowania trendów panujących w muzyce rozrywkowej obecnie na świecie.
Mało kto bez wahania przyzna że Fanem jest i polskiej muzy słuchać chce Jednak gdy na imprezie buja się Polski bit wymiata, rządzi królem jest
Za jakie grzechy?
Powiedzmy sobie kilka rzeczy szczerze. O jakości imprezy nie świadczy ilość profesorów PAN na widowni, ani hipsterów, ani jakie napoje i jedzenie jest tam serwowane. O jakości imprezy, oprócz tak oczywistych spraw jak nagłośnienie i organizacja, stanowią wykonawcy i ich poziom. Nie można winić do końca Urzędu Dzielnicy Bielany, mimo że naturalnym wydaje się że powinien pełnić rolę animatora kultury, jednak najzwyczajniej odpowiadają na zapotrzebowanie, zaspokajając je. Kogo zatem można winić? Nas. Odbiorców. Za nasze grzechy wobec kultury. Za lenistwo, brak uczestnictwa, za brak aktywności.

Gorączka Bielańskiej Soboty ma promować aktywny styl życia, czyli innymi słowy zdrowie. Gorączka to jednak zazwyczaj objaw infekcji. Jedyne co można i trzeba robić, to partycypować w wydarzeniach kulturalnych, koniec wymówek. Może ktoś zauważy, że warto w Warszawie promować rzeczy ambitniejsze. A tego samego dnia dzieje się sporo. Chociażby Piknik Naukowy Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik na Stadionie Narodowym lub Piknik Kulturalny Gazety Wyborczej. Jest z czego wybierać, więc wybierajmy, mimo że muzyka disco-polo ponoć “Zawsze wygrywa”. Bądźmy dobrej myśli, może jednak nie zawsze...
Razem Bo nasza muzyka W prostocie niezwykła Do serca przenika Wolna od nieczystych kłamstw Zawsze wygrywa Bo nasza muzyka Emocji dotyka Jej czas nie przemija Chociaż wciąż spychana w kąt Zawsze wygrywa
W artykule wykorzystano fragmenty tekstu Nasza Muzyka (sł. Agnieszka Czerwińska, muz. Jerzy Szuj)
Przeczytaj więcej:
http://kultura.bielany.waw.pl/page/index.php?str=654&id=4238 http://mrot.pl/wszystkie-aktualnosci/274-piknik-2013-goraczka-bielanskiej-soboty
aut. #maciekorganiściak
— to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021 nadal działamy w social mediach :)
indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.