<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>Pańska Skórka</title>
    <link>https://paper.wf/panskaskorka/</link>
    <description>Archiwum subiektywnego bloga o Warszawie</description>
    <pubDate>Mon, 06 Apr 2026 02:54:04 +0000</pubDate>
    <item>
      <title>BYŁ TAKI PĄCZEK, JEST TAKA CUKIERNIA</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/byl-taki-paczek-jest-taka-cukiernia</link>
      <description>&lt;![CDATA[pączek1&#xA;&#xA;Dr Kunalski&#xA;&#xA;27 lutego 2014&#xA;&#xA;Polski pączek już nie cieszy, jak kiedyś. Nawet nadzienie było banalne i nie kręciło mnie.  Może jestem nienormalny? Za dużo pysznych pączków jadłem w czasach dzieciństwa. Może dziś w tłusty czwartek jakiś cukiernik pysznego pączka sprzeda mi?&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Mój pączkowy rekord ustanowiony jeszcze za czasów liceum to 8 sztuk. Od tego czasu minęło ok. 10 lat, a parę tłustych czwartków przeszło bez echa. Dawnej rozkoszy pączków rozpływających się w ustach, z cudownym nadzieniem lub bez, szukałem już wszędzie. Były pączki z supermarketów, od Bliklego, z ulicy, z podziemi za 50 gr. przy pl. na Rozdrożu, z nieistniejącego już Dunkin’ Donuts na Kruczej 51 (obecnie chyba Kebab Sahara czy inne uliczne jedzenie) i nic. Dziś postanowiłem poświęcić się dla dobra tłustego czwartku oraz Pańskiej Skórki.&#xA;&#xA;Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3&#xA;&#xA;Udałem się w podróż sentymentalną w poszukiwaniu straconego smaku mitycznego pączka. Najpierw szybkim krokiem dotarłem do Cukierni Hoża 3.&#xA;&#xA;Wyroby cukiernicze sprzedawane są tutaj od 1947 roku. Cukiernię założył Kazimierz i Teodora Zawiślak, a ich motto żywieniowe jest podobnie do mojego: „tam gdzie pojawia się chemia, kończy się dobre jedzenie”. Z tym miejscem łączy mnie masa wspomnień, gdyż umiejscowione jest na spacerowej trasie pokonywanej przeze mnie setki razy z mojego rodzinnego mieszkania do mieszkania mojej babci i z powrotem. Od 1947 roku pączki kupowała tu moja babcia, później moja mama i ja. Pewnie zaglądał tu również Tyrmand, który mieszkał nieopodal.&#xA;&#xA;Gdy w drodze do Zawiślaków szedłem przez podwórka między Wspólną a Hożą obok MIRu we wspomnieniach przed oczami mignął mi dawny neon tymczasowej siedziby kina Iluzjon, które czasowo mieściło się dawnym Kinie Śląsk. Przez chwilę poczułem się, jakbym przeniósł się w czasie i znów był dzieckiem. Kolejka na szczęście nie była zbyt duża, dzięki czemu stosunkowo szybko kupiłem tradycyjne pączki z różą za 2,90 zł sztuka, ale niestety nie było moich ulubionych małych pączków na wagę, gdyż teraz wypiekane są wyłącznie na zamówienie. Pierwszy kęs i czar prysł. Pączek był zbyt słodki, za dużo lukru zmieszanego z mieniącymi się kryształkami w kolorze nadzienia, przez co nie byłem w stanie ocenić smaku ciasta, który został przytłoczony ociekającym cukrem zmieszanym z wodą. Moja mama miała rację. Odkąd firmę przejął syn, wyroby cukiernicze Jerzego Zawiślaka wciąż są znacznie lepsze niż te sieciowe, ale już nie są tak dobre, jak jego rodziców, którzy osobiście robili swoje wypieki. Być może przepis jest ten sam, ale smak już nie. Duży minus również za brak małych pączków.&#xA;&#xA;Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3 |Pańska Skórka&#xA;Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3 |Pańska Skórka&#xA;&#xA;Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9&#xA;&#xA;Niezniechęcony przygodą w kultowej dla mnie cukierni Państwa Zawiślaków udałem się z placu Trzech Krzyży, wzdłuż Mokotowskiej do Cukierni W. Gieryszewski na Pięknej 7/9. Miejsce istnieje tam od ponad 50 lat, więc również jest znane w mojej rodzinie od trzech pokoleń. Cukiernia rozrosła się na całą Warszawę i posiada kilka swoich pracowni oraz współpracuje z różnymi większymi sklepami. W mojej świadomości zawsze funkcjonowała jako ta, która ma najlepsze pączki z ajerkoniakiem, którymi zajadałem się, gdy wiele lat temu byłem zaciągany obietnicą wstąpienia na „ajerpączka” w drodze powrotnej do domu z przychodni przy ulicy Pięknej 21. Był to również stały punkt spacerów po Alei Róż, Mokotowskiej czy Dolince Szwajcarskiej. Niestety dziś obszedłem się jedynie smakiem tych wspomnień, gdyż w południe kolejka wychodziła poza lokal i łącznie z klientami w środku liczyła ok.30 osób. Mimo że dziś nie było mi dane zweryfikować tego, czy w tajemniczych recepturach zaszły jakieś zmiany, to pogoda w ostatnich dniach oraz wspomnienia zachęcają do powrotu w bliskie mi strony miasta i odwiedziny dawnych powojennych cukierni, które w dzieciństwie były dla mnie niczym gra w słoneczko dla dzisiejszej gimbazy.&#xA;&#xA;Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9 |Pańska Skórka&#xA;Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9 |Pańska Skórka&#xA;&#xA;A co o pączkach sądzi reszta z nas?&#xA;&#xA;Franciszek Szprot: Kiedyś moje ulubione pączki sprzedawała cukiernia na Przemysłowej, robione na miejscu, więc zawsze ciepłe. Ulubione bo chrupiące, nierówne i rumiane, solidne pączki dla klasy pracującej. Teraz natykam się głównie na pączki napompowane spulchniaczami, bez chrupiącej skórki, dlatego jadam je niestety, z rzadka. Mimo to, jak co roku, zapewne dam porwać się rozpasanemu obżarstwu tłustego czwartku. Smacznego!&#xA;&#xA;Adam Barański: Blikle, Górczewska, Lukullus – każdy ma swoją ulubioną cukiernię, w której serwują najlepsze pączki. Ocena najczęściej polega na walorach smakowych – który pączek ma więcej lukru, bardziej chrupiącą skórkę i lepsze nadzienie. Być może to zabrzmi pretensjonalnie, ale ja zamiast tego uwielbiam dwie cukiernie, które poza tym że serwują fenomenalne słodkości po prostu przywodzą mi na myśl wspomnienia z dzieciństwa.&#xA;&#xA;Pierwsza cukiernia to mały punkt na Przemysłowej, o którym wspomina Franciszek Szprot. Nieopodal chodziliśmy obaj do przedszkola. Kiedy babcia odbierała mnie z niego często zabierała mnie właśnie tam i mogłem wybierać i przebierać w ciastkach.&#xA;&#xA;Druga cukiernia również jest związana z moją babcią. Mieści się wciąż w al. Niepodległości niedaleko skrzyżowania w Racławickiej. Jadłem tam ciastka jak miałem kilka lat. Kiedy moja babcia zmarła nie zapuszczałem się w tamte okolice przez kilkanaście lat. Aż wreszcie wróciłem, w cukierni zamówiłem wszystkie możliwe ciastka, w tym pączki. I to był właśnie ten nieuchwytny smak dzieciństwa.&#xA;&#xA;Andrzej Jędrzejczak: Dyskusja “gdzie są najlepsze pączki” jest z gruntu jałowa, tak samo jak dyskusja „która rzeka w Azji jest najdłuższa”, czy który szczyt w Europie najwyższy. Z pewnymi faktami się nie dyskutuje. Odpowiedź może być tylko jedna: Pracownia Cukiernicza przy ul. Górczewskiej.&#xA;&#xA;Nie będę to przekonywał do walorów smakowych, świeżości, tradycyjności receptury. Zwrócę uwagę tylko na jeden fakt. Właściciele to mistrzowie cukierniczy, którzy SIĘ SZANUJĄ. Po pierwsze mają jedną lokalizację. Z taki produktem spokojnie mogliby zalać Warszawę i całą Polskę, puszczając z torbami Bliklego, Sowę a nawet biedronkę (w tym roku pączki w Biedrze po 0,79pln). Po drugie robią tylko pączki, demonstracyjnie olewając inne wynalazki typu kremówka papieska czy zygmuntówka (ktoś to w ogóle jada?). Po trzecie robią tych pączków powiedzmy 1000. I jak ten tysiąc sprzedadzą to… zamykają interes! I nie ważne, że jest godzina 15.30 albo 13.15. Pączki były, ale się skończyły. Żegnamy. I ja to rozumiem. Więc jak chcecie szamać #elegancko, to proponuję wstać rano i się grzecznie w kolejce ustawić na Górczewskiej. Ale jak wolicie ten przemysłowy szitex od Bliklego, co go znów Wyborcza okrzyknie pączkiem roku, to zapraszam na Nowy Świat. I najlepiej jeszcze popijcie imitacją kawy ze starbuksa.&#xA;&#xA;Joanna Tołanda Paluch: Jeszcze ciepły, chrupiący z zewnątrz i mięciutki w środku, obsypany cukrem pudrem. Taki właśnie był mój dzisiejszy, pachnący drożdżami, wegański pączek ze śródmiejskiego baru Vega. Trudno byłoby go nazwać imitacją „prawdziwego” pączka. Zgadzał się smak, struktura i konsystencja oraz oczywiście obowiązkowa tłustość. Do ulokowanego na uboczu baru, konsumenci stawili się tłumnie, niezrażeni zdecydowanie słoną ceną (4,50) i ograniczoną ilością wypieków. Warto było po raz kolejny przekonać się, że nie należy obawiać się wegańskich słodyczy, należy je zjadać.&#xA;&#xA;Pączki wegańskie | Pańska Skórka&#xA;Pączki wegańskie | Pańska Skórka&#xA;&#xA;Natalia Grądzka: Nie jem pączków. Podobnież faworków. Ale jeśli jadłabym to nie cukierniowe lecz tylko babcine.&#xA;&#xA;featured image: Piotr W. Bartoszek&#xA;&#xA;#elegancko #śródmieście&#xA;&#xA;aut. #drkunalski&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/3Kzt8eg1LpeQ/KsEyRntAal2RVfXsvvNMou8hUQkXPMlP6TNDjBc0.jpg" alt="pączek1"></p>

<p>Dr Kunalski</p>

<p>27 lutego 2014</p>

<p>Polski pączek już nie cieszy, jak kiedyś. Nawet nadzienie było banalne i nie kręciło mnie.  Może jestem nienormalny? Za dużo pysznych pączków jadłem w czasach dzieciństwa. Może dziś w tłusty czwartek jakiś cukiernik pysznego pączka sprzeda mi?</p>



<p>Mój pączkowy rekord ustanowiony jeszcze za czasów liceum to 8 sztuk. Od tego czasu minęło ok. 10 lat, a parę tłustych czwartków przeszło bez echa. Dawnej rozkoszy pączków rozpływających się w ustach, z cudownym nadzieniem lub bez, szukałem już wszędzie. Były pączki z supermarketów, od Bliklego, z ulicy, z podziemi za 50 gr. przy pl. na Rozdrożu, z nieistniejącego już Dunkin’ Donuts na Kruczej 51 (obecnie chyba Kebab Sahara czy inne uliczne jedzenie) i nic. Dziś postanowiłem poświęcić się dla dobra tłustego czwartku oraz Pańskiej Skórki.</p>

<p><strong>Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3</strong></p>

<p>Udałem się w podróż sentymentalną w poszukiwaniu straconego smaku mitycznego pączka. Najpierw szybkim krokiem dotarłem do Cukierni Hoża 3.</p>

<p>Wyroby cukiernicze sprzedawane są tutaj od 1947 roku. Cukiernię założył Kazimierz i Teodora Zawiślak, a ich motto żywieniowe jest podobnie do mojego: <strong>„tam gdzie pojawia się chemia, kończy się dobre jedzenie”</strong>. Z tym miejscem łączy mnie masa wspomnień, gdyż umiejscowione jest na spacerowej trasie pokonywanej przeze mnie setki razy z mojego rodzinnego mieszkania do mieszkania mojej babci i z powrotem. Od 1947 roku pączki kupowała tu moja babcia, później moja mama i ja. Pewnie zaglądał tu również Tyrmand, który mieszkał nieopodal.</p>

<p>Gdy w drodze do Zawiślaków szedłem przez podwórka między Wspólną a Hożą obok MIRu we wspomnieniach przed oczami mignął mi dawny neon tymczasowej siedziby kina Iluzjon, które czasowo mieściło się dawnym Kinie Śląsk. Przez chwilę poczułem się, jakbym przeniósł się w czasie i znów był dzieckiem. Kolejka na szczęście nie była zbyt duża, dzięki czemu stosunkowo szybko kupiłem tradycyjne pączki z różą za 2,90 zł sztuka, ale niestety nie było moich ulubionych małych pączków na wagę, gdyż teraz wypiekane są wyłącznie na zamówienie. Pierwszy kęs i czar prysł. Pączek był zbyt słodki, za dużo lukru zmieszanego z mieniącymi się kryształkami w kolorze nadzienia, przez co nie byłem w stanie ocenić smaku ciasta, który został przytłoczony ociekającym cukrem zmieszanym z wodą. Moja mama miała rację. Odkąd firmę przejął syn, wyroby cukiernicze Jerzego Zawiślaka wciąż są znacznie lepsze niż te sieciowe, ale już nie są tak dobre, jak jego rodziców, którzy osobiście robili swoje wypieki. Być może przepis jest ten sam, ale smak już nie. Duży minus również za brak małych pączków.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/mopc2FmSMNfu/tVp7nzSryV1TplfojC8lMYzrMD82mCC5r5RemkCA.webp" alt="Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3 |Pańska Skórka">
<em>Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3 |Pańska Skórka</em></p>

<p><strong>Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9</strong></p>

<p>Niezniechęcony przygodą w kultowej dla mnie cukierni Państwa Zawiślaków udałem się z placu Trzech Krzyży, wzdłuż Mokotowskiej do Cukierni W. Gieryszewski na Pięknej 7/9. Miejsce istnieje tam od ponad 50 lat, więc również jest znane w mojej rodzinie od trzech pokoleń. Cukiernia rozrosła się na całą Warszawę i posiada kilka swoich pracowni oraz współpracuje z różnymi większymi sklepami. W mojej świadomości zawsze funkcjonowała jako ta, która ma najlepsze pączki z ajerkoniakiem, którymi zajadałem się, gdy wiele lat temu byłem zaciągany obietnicą wstąpienia na „ajerpączka” w drodze powrotnej do domu z przychodni przy ulicy Pięknej 21. Był to również stały punkt spacerów po Alei Róż, Mokotowskiej czy Dolince Szwajcarskiej. Niestety dziś obszedłem się jedynie smakiem tych wspomnień, gdyż w południe kolejka wychodziła poza lokal i łącznie z klientami w środku liczyła ok.30 osób. Mimo że dziś nie było mi dane zweryfikować tego, czy w tajemniczych recepturach zaszły jakieś zmiany, to pogoda w ostatnich dniach oraz wspomnienia zachęcają do powrotu w bliskie mi strony miasta i odwiedziny dawnych powojennych cukierni, które w dzieciństwie były dla mnie niczym gra w słoneczko dla dzisiejszej gimbazy.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/ySxswrYTIsrX/yEq8RpVQ2Wnqg5pGNugH2kytw1keTJl07nK9XGlW.webp" alt="Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9 |Pańska Skórka">
<em>Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9 |Pańska Skórka</em></p>

<p><strong>A co o pączkach sądzi reszta z nas?</strong></p>

<p><strong>Franciszek Szprot:</strong> Kiedyś moje ulubione pączki sprzedawała cukiernia na Przemysłowej, robione na miejscu, więc zawsze ciepłe. Ulubione bo chrupiące, nierówne i rumiane, solidne pączki dla klasy pracującej. Teraz natykam się głównie na pączki napompowane spulchniaczami, bez chrupiącej skórki, dlatego jadam je niestety, z rzadka. Mimo to, jak co roku, zapewne dam porwać się rozpasanemu obżarstwu tłustego czwartku. Smacznego!</p>

<p><strong>Adam Barański:</strong> Blikle, Górczewska, Lukullus – każdy ma swoją ulubioną cukiernię, w której serwują najlepsze pączki. Ocena najczęściej polega na walorach smakowych – który pączek ma więcej lukru, bardziej chrupiącą skórkę i lepsze nadzienie. Być może to zabrzmi pretensjonalnie, ale ja zamiast tego uwielbiam dwie cukiernie, które poza tym że serwują fenomenalne słodkości po prostu przywodzą mi na myśl wspomnienia z dzieciństwa.</p>

<p>Pierwsza cukiernia to mały punkt na Przemysłowej, o którym wspomina Franciszek Szprot. Nieopodal chodziliśmy obaj do przedszkola. Kiedy babcia odbierała mnie z niego często zabierała mnie właśnie tam i mogłem wybierać i przebierać w ciastkach.</p>

<p>Druga cukiernia również jest związana z moją babcią. Mieści się wciąż w al. Niepodległości niedaleko skrzyżowania w Racławickiej. Jadłem tam ciastka jak miałem kilka lat. Kiedy moja babcia zmarła nie zapuszczałem się w tamte okolice przez kilkanaście lat. Aż wreszcie wróciłem, w cukierni zamówiłem wszystkie możliwe ciastka, w tym pączki. I to był właśnie ten nieuchwytny smak dzieciństwa.</p>

<p><strong>Andrzej Jędrzejczak:</strong> Dyskusja “gdzie są najlepsze pączki” jest z gruntu jałowa, tak samo jak dyskusja „która rzeka w Azji jest najdłuższa”, czy który szczyt w Europie najwyższy. Z pewnymi faktami się nie dyskutuje. Odpowiedź może być tylko jedna: Pracownia Cukiernicza przy ul. Górczewskiej.</p>

<p>Nie będę to przekonywał do walorów smakowych, świeżości, tradycyjności receptury. Zwrócę uwagę tylko na jeden fakt. Właściciele to mistrzowie cukierniczy, którzy SIĘ SZANUJĄ. Po pierwsze mają jedną lokalizację. Z taki produktem spokojnie mogliby zalać Warszawę i całą Polskę, puszczając z torbami Bliklego, Sowę a nawet biedronkę (w tym roku pączki w Biedrze po 0,79pln). Po drugie robią tylko pączki, demonstracyjnie olewając inne wynalazki typu kremówka papieska czy zygmuntówka (ktoś to w ogóle jada?). Po trzecie robią tych pączków powiedzmy 1000. I jak ten tysiąc sprzedadzą to… zamykają interes! I nie ważne, że jest godzina 15.30 albo 13.15. Pączki były, ale się skończyły. Żegnamy. I ja to rozumiem. Więc jak chcecie szamać <a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a>, to proponuję wstać rano i się grzecznie w kolejce ustawić na Górczewskiej. Ale jak wolicie ten przemysłowy szitex od Bliklego, co go znów Wyborcza okrzyknie pączkiem roku, to zapraszam na Nowy Świat. I najlepiej jeszcze popijcie imitacją kawy ze starbuksa.</p>

<p><strong>Joanna Tołanda Paluch:</strong> Jeszcze ciepły, chrupiący z zewnątrz i mięciutki w środku, obsypany cukrem pudrem. Taki właśnie był mój dzisiejszy, pachnący drożdżami, wegański pączek ze śródmiejskiego baru Vega. Trudno byłoby go nazwać imitacją „prawdziwego” pączka. Zgadzał się smak, struktura i konsystencja oraz oczywiście obowiązkowa tłustość. Do ulokowanego na uboczu baru, konsumenci stawili się tłumnie, niezrażeni zdecydowanie słoną ceną (4,50) i ograniczoną ilością wypieków. Warto było po raz kolejny przekonać się, że nie należy obawiać się wegańskich słodyczy, należy je zjadać.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/VavR8uG7EdEY/pgjSDAOt7NJQtW8gYCo6pI1IN9iRJVUql4SJvSq0.webp" alt="Pączki wegańskie | Pańska Skórka">
<em>Pączki wegańskie | Pańska Skórka</em></p>

<p><strong>Natalia Grądzka:</strong> Nie jem pączków. Podobnież faworków. Ale jeśli jadłabym to nie cukierniowe lecz tylko babcine.</p>

<p>featured image: Piotr W. Bartoszek</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a> <a href="/panskaskorka/tag:%C5%9Br%C3%B3dmie%C5%9Bcie" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">śródmieście</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:drkunalski" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">drkunalski</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/byl-taki-paczek-jest-taka-cukiernia</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 12:40:31 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>ROZMOWY O LEGII - CZĘŚĆ DRUGA</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/rozmowy-o-legii-czesc-druga</link>
      <description>&lt;![CDATA[legia2&#xA;&#xA;Andrzej Jędrzejczak&#xA;&#xA;20 lutego 2014&#xA;&#xA;O tym, czy miasto powinno inwestować w Pepsi Arenę, i czy Legia jest dobrą wizytówką Warszawy. O stratyfikacji i gentryfikacji trybun. O pikolach, Januszach, grupach kibicowskich, Powstaniu Warszawskim i nacjonalizmie. Wszystko to w drugiej i ostatniej części rozmowy z Redaktorem, Prawnikiem i Inżynierem.&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Jak wam się podoba nazwa Pepsi Arena?&#xA;&#xA;Wszyscy: To nie ma znaczenia.&#xA;&#xA;Czy prywatny klub powinien dostać od miasta 400 mln złotych na nowy stadion?&#xA;&#xA;Inżynier: Chwileczkę, ale stadion jest miejski.&#xA;&#xA;Redaktor: Każdy klub sportowy z jakąś tam renomą, a Legia jest takim klubem, jest wizytówką miasta. I nie widzę problemu w tym, że z pieniędzy podatników Warszawskich, z miejskiego budżetu został wybudowany stadion. Kartę kibica Legii ma pewnie około 300 000 osób.&#xA;&#xA;A ile chodzi na mecze?&#xA;&#xA;Redaktor: ok. 20 000&#xA;&#xA;W Warszawie zameldowanych jest ponad 1,7 mln osób, mieszka koło 2,1 mln. Czyli przy ostrożnych szacunkach mamy 1,1 % mieszkańców korzystających regularnie ze stadionu. To chyba nie była najpotrzebniejsza miejska inwestycja?&#xA;&#xA;Redaktor:V Tak, jak znam tę tezę. Dogadała się HGW z TVN. Bzdura. Dobra, nawet jeśli to nie jest bzdura, to stadion jest ciągle miejski. ITI jest dzierżawcą na 20 lat.&#xA;&#xA;To może ustalmy jak wygląda to rozliczenie.&#xA;&#xA;Prawnik: Miasto wyłożyło ok. 340, 350 mln netto. Co roku za dzierżawę miasto dostaje 4 mln. Czyli po 10 latach ponad 10% się zwróci, tylko z tytułem dzierżawy. I oczywiście miasto ma prawo do kilkukrotnego roku  skorzystania ze stadionu.&#xA;&#xA;Inżynier: Lech płaci bodajże 0,5 mln za większy stadion..&#xA;&#xA;Czy dla miasta to był dobry interes, finansowanie budowy tego stadionu?&#xA;&#xA;Redaktor:* Tego nie można rozpatrywać w kwestiach czysto biznesowych, bo nie o to chodzi. Miasto od 20 lat się dynamicznie rozwija. Jednym z pól, które wymagały poprawy, była infrastruktura sportowa i szerzej widowiskowa. Jesteśmy ponad dwumilionową europejską stolicą. Powinniśmy mieć taki stadion i nie widzę problemu w tym, że miasto się do niego dołożyło. Na nowym stadionie na meczu było już 350 000 osób. Na stadionie odbywa się Orange Festiwal, firmy wynajmują stadion na różnego rodzaju imprezy. W końcu w Warszawie jest takie miejsce, a trzeba powiedzieć, że Warszawa jest pod tym względem strasznie uboga. Stadion służy mieszkańcom tak samo jak nowy tramwaj.&#xA;&#xA;Legia | Pańska Skórka&#xA;Legia | Pańska Skórka*&#xA;&#xA;A za jaką kwotę ITI sprzedało prawo do nazwy tego „miejskiego” stadionu Pepsi?&#xA;&#xA;Redaktor: Koło 5 milionów, rocznie.&#xA;&#xA;Czyli to jest 5 mln straty dla miasta?&#xA;&#xA;Redaktor: Dlaczego?&#xA;&#xA;Skoro na prawach do nazwy miejskiego stadionu zarabia prywatna spółka?&#xA;&#xA;Prawnik: A czy wolałbyś, żeby Legią zarządzała miejska spółka, i miasto dokładało do utrzymania klubu? Wiesz ile kosztuje utrzymanie Legii? Obecnie zadłużenie Legii jest na poziomie ok. 180 mln złotych. ITI dokładało rok rocznie kilka mln złotych. Chyba lepiej, żeby te pieniądze wykładała prywatna spółka, a nie miasto.&#xA;&#xA;Koszt utrzymania klubu to był problem ITI, teraz nowych właścicieli, a nie miejskiego podatnika.&#xA;&#xA;Redaktor: HGW miałaby dużo większe problemy, gdyby Legia była miejska i padała, i miasto musiałoby do tego dokładać. Tak jak we Wrocławiu.&#xA;&#xA;Inżynier: We Wrocławiu, gdzie właścicielem Śląska jest miasto. Tam są teraz olbrzymie problemy finansowe, a jest to klub z czołówki ligi.&#xA;&#xA;Czy Legia jest dobrą wizytówką miasta, sposobem na jego promocję?&#xA;&#xA;Inżynier: Oczywiście.&#xA;&#xA;Czy dobrą? Czy te hordy kibiców dobrze promują miasto? Czy demolowanie Wilna zachęci jego mieszkańców do odwiedzenia Warszawy?&#xA;&#xA;Redaktor: Chyba musimy się chwile zadumać nad tym pytaniem, bo mam wątpliwości, przyznaję. Wizytówka jest na pewno, i dzięki Legii rozpoznawalność Warszawy w Europie na pewno wzrasta, tu nie mam wątpliwości. Czy to jest dobra wizytówka, hmmm…&#xA;&#xA;Inżynier: To jest kwestia obrazu piłki nożnej w Polsce, jaki kreują media. W uproszczeniu, sama piłka nożna to słaba jakość, a kibice to bandyci.&#xA;&#xA;Redaktor: Ja się pewnie nie zgodzę, żebyś to puścił, ale wiesz jaki jest obraz kibiców Legii w Europie? Jeszcze w Rzymie [wyjazdowy mecz z Lazio -AJ], przerzucałem europejskie fora kibicowskie. I my jesteśmy słynni wśród kibiców. Że jesteśmy najtwardsi z najtwardszych. I że zawsze race będziemy odpalać, bo pierdolimy UEFA … Cóż, ja bym nie chciał, żeby to w takiej formie poszło, ale faktycznie to jest niewygodne pytanie. Ale też faktem jest, że w mediach jest przerysowany wizerunek kibiców, szczególnie teraz w Polsce. Żeby była jasność, to nie są aniołki.&#xA;&#xA;Ale jeśli jedzie  tysiąc osób do Wilna i podpalają miasto…&#xA;&#xA;Redaktor: Nie tysiąc a jakieś 3-4 tysiące, i nikt nie podpalił miasta… Oczywiście, tam się dużo złych rzeczy działo, ale wizerunek w mediach jest przesadzony.&#xA;&#xA;Prawnik: To jest tak, jak media przedstawiają cztery pory roku w Polsce. Jesień to zatrucia grzybami, zima to zamarznięcia, wiosna to powodzie, a lato to utonięcia. I tak jest z kibicami. Jeśli się ich pokazuje, to znaczy, że była jakaś zadyma. W Wilnie było jak był, jasne, było skandalicznie. Mówimy o sytuacji z przed 7 lat. Ostatnio zadymę na Legii to widziałem z GKSem, chyba w [19]94. Następna była z Polonią chyba w [19]96.&#xA;&#xA;Inżynier: Potem też kilka zadymek było, widzieliśmy palenie stadionu, widzieliśmy na Wiśle jakieś palenie krzesełek…&#xA;&#xA;Redaktor: I niestety wszyscy wiedzieliśmy Bydgoszcz [Podczas finału Pucharu Polski w Bydgoszczy na murawę stadionu wtargnęli kibice Legii, m.in. Staruch, który miał wówczas tzw. zakaz stadionowy – AJ]&#xA;&#xA;Prawnik: Ale mówimy o wydarzeniach naprawdę marginalnych w odniesieniu do ogromu różnych imprez sportowych w Polsce, przy innych okazjach też się dzieją różne rzeczy. Nie można parzyć na kilka wydarzeń sprzed kilkunastu lat i uogólniać.&#xA;&#xA;Inżynier: A ja dam świeży przykład. Wszyscy byliśmy w Lizbonie. Było nas dwa tysiące. I jedyne doniesienie medialne dotyczyło 10 kibiców, którzy chcieli ukraść coś w sklepie i zostało zatrzymanych. Ponad dwa tysiące kibiców Legii przyjechało do Lizbony, wszyscy z emblematami Legii, i nic się nie działo, nie było żadnej zadymy, ludzie byli zadowoleni, przybijali z nami piątki, było naprawdę pozytywnie.&#xA;&#xA;Redaktor: [śmiech] trochę przesadzasz.&#xA;&#xA;Inżynier: I jaki obraz był tego w mediach? Nie było mowy o tych pozytywnych obrazkach.&#xA;&#xA;Prawnik: W Wilnie policja litewska była kompletnie zszokowana i nieprzygotowana na przyjęcie takiej liczby ludzi. Tam ludzie wchodzili na murawę boiska i robili sobie zdjęcia z policjantami. Jak im na to pozwolono, to sobie zaczęli pozwalać na więcej.&#xA;&#xA;Redaktor: Ale to nie jest wytłumaczenie.&#xA;&#xA;Czyli było tak, że barbarzyńcy przyjechali do cywilizowanego miasta, gdzie policja nawet się nie spodziewała, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. Zrobili rozróbę i jeszcze sobie robili zdjęcia.&#xA;&#xA;Inżynier: Barbarzyńcy przyjechali do cywilizowanego miasta, Lizbony, i nic się nie stało.&#xA;&#xA;Prawnik: Wystarczyło, żeby była normalna ochrona.&#xA;&#xA;Redaktor: Dobra, panowie… to ja mówiłem, że lubię rywalizację, i tej Polonii na drugim miejscu wcale chętnie bym nie widział, ale kurwa, nie udawajmy. W Wilnie był skandal. Prawniku, przecież byliśmy tam, bydło zjechało w tysiącach, bo było blisko, i było ich na to stać.  Na Lizbonę nie było ich stać, dlatego pojechali ludzie troszeczkę inni.&#xA;&#xA;Inżynier: Ale to jest zupełnie co innego. Ja mówiłem o przekazie…&#xA;&#xA;A wiecie, jak to przekazują zagraniczne media?&#xA;&#xA;Redaktor: Jasne, są przedruki. Hunowie. Nie będę bronił Wilna.&#xA;&#xA;Inżynier: Nie wiem, czy te pozytywne obrazki, jak te z Lizbony są pokazywane w zagranicznych mediach, ale może ludzie to pamiętają. Jak wracaliśmy z Rzymu, pan z obsługi lotniska, który był na meczu jako kibic Lazio, klepał nas po plecach wychwalając za fantastyczny doping.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/pQ1sImxLUfI&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Jaki jest wasz stosunek do zmian na Legii od czasu ITI. I szerzej do zjawiska modern football? [W uproszczeniu, chodzi o komercjalizację futbolu, przekształcanie klubów w spółki sportowe, odchodzenie od robotniczych korzeni futbolu i zwracanie się do zamożniejszej klasy średniej, skłonnej więcej wydawać na bilety, koszulki, szaliki i kiełbaski na stadionie. Zwykle taka komercjalizacja podnosi poziom widowiska sportowego, bo umożliwia zakup lepszych piłkarzy. Z drugiej strony, zatraca lokalny charakter drużyny. Jest też odwróceniem się od tego tradycyjnego zaplecza kibicowskiego, którego już nie stać na drogie karnety.]&#xA;&#xA;Redaktor: To co się dzieje na Legii obecnie, to nie do końca modern futbol. Najwyżej namiastka.&#xA;&#xA;Ale wpisuje się w to zjawisko, powiedzmy w taki nasz polski sposób?&#xA;&#xA;Redaktor: I tak, i nie. Pomysł klubu i zarządu na pewno tak, choć nie w tak skrajnej formie jak w przypadku brytyjskich klubów, czy Austrii/ Redbull Salzburg. U nich to poszło do ściany. Ja mam wrażenie, że u nas nie, choć i tak Legia jest pewnie prekursorem tego typu zmian. Powstał nowy stadion z trzydziestoma lożami biznesowymi i trybuną zachodnią, nazwijmy to biznesową. Stadion stał się miejscem modnym na spotkania biznesowe. Tam przychodzi kupa ludzi, którzy nie kibicują Legii, żeby była jasność, ale tam się warto pokazać.&#xA;&#xA;Jeśli spojrzeć na trybunę, na której my siedzimy, to też się zmieniło. Bilety kosztują sporo, moim zdaniem za dużo.  I to był pewnie zamysł klubu, aby cenzus finansowy decydował kto tam siedzi. Natomiast mam wrażenie, że to uwypukliło to, co dzieje się na Żylecie. Te słynne race odpalane z pełną świadomością, że będą za to kary. To też jest bronienie się rękami i nogami przed zmianami, o których mówimy, przed tym brytyjskim modelem… W Wielkiej Brytanie był ogromny problem z kibolstwem, które jest teraz poza stadionem. Albo dostali bany (zakazy stadionowe) albo ich nie stać.&#xA;&#xA;Inżynier: w Anglii to było bardziej systemowe, tam rząd zaangażował się w walkę z chuligaństwem stadionowym. Oni zostali wypchnięci ze stadionów, ale nie zniknęli. Siedzą w pubach i tam się napieprzają.&#xA;&#xA;A na Legii? Czy udało sie wypchnąć biedny, niedochodowy plebs ze stadionu i wprowadzić skorą do konsumpcji, kupowania gadżetów i kiełbasek klasę średnią?&#xA;&#xA;Redaktor: Nie. Są jedni i drudzy.&#xA;&#xA;Prawnik: Wszędzie w Europie jest trochę inaczej. Inaczej jest w Anglii, gdzie futbol wyrasta z tradycji robotniczej, tam każda przemysłowa dziura lub najmniejsza dzielnica Londynu miała swoją drużynę. Inne jest kibicowanie włoskie, takie rozgadane, wielopokoleniowe. Inne jest kibicowanie hiszpańskie, czy niemieckie, usystematyzowane, mocno związane z władzami klubu. I na tym tle kibicowanie polskie, czy też legijne, jest dziwaczne. Z jednej strony mamy Żyletę, na którą bilety są w miarę tanie.  Zresztą bardzo fajnie. Ludzie z Żylety o te bilety walczyli. I oni robią show. Z drugiej strony masz mega drogą trybunę zachodnią, stricte biznesową. I ci ludzie tak naprawdę chcą, żeby ta Żyleta była, te oprawy, ten kocioł…&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/NpVmTkVk1Ow&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Mają posmak przygody?&#xA;&#xA;Prawnik: Tak.&#xA;&#xA;Redaktor: Do tego dochodzą dwie trybuny klasy średniej, czyli nas. Wszyscy są na tym stadionie.&#xA;&#xA;Prawnik: To, co się widzi na trybunach odzwierciedla to, co się dzieje w Polsce. Czyli powstawanie klasy średniej i zmieniającą się stratyfikację społeczną. Zresztą sama Żyleta się zmienia. Dzisiejsza Żyleta przy tej sprzed piętnastu lat, to aniołki.&#xA;&#xA;A jaki model jest wam bliższy. Wolelibyście, żeby na Legię przychodzili fanatycy, ludzie, którzy się podniecają i chodzą na stadion od lat, czy ta zamożniejsza klasa średnia, gwarantująca klubowi wyższy dochód, ale tak naprawdę Legią średnio zainteresowana, przypadkowa, traktująca mecz jak każde inne widowisko? Wolicie fanatyzm czy pikników?&#xA;&#xA;Redaktor: Ja bym szukał równowagi między dochodowością, a za tym wysokim poziomem sportowym, a żywiołowością trybun. Nie zazdroszczę anglikom tego, co się u nich dzieje w tym momencie. Oni mieli trybuny bardzo żywiołowe, blisko murawy, kibice śpiewali, dopingowali. Teraz jest cisza i co najwyżej oklaski po dobrych zagraniach. Jak mówiłem, ja teatru nie szukam na trybunach. Nie idę na Legie po to by w marynarce rozkoszować się świetną gra piłkarzy i bić im brawo. Dlatego nie wyrzucałbym Żylety. Wyrzucenie Żylety ze stadionu, ponieważ przynosi mniejsze dochody? W życiu nie. Ja się w wielu sprawach z nimi nie zgadzam, ale chciałbym, żeby byli.&#xA;&#xA;Inżynier: Żyleta buduje atmosferę.&#xA;&#xA;Redaktor: Jeśli spytałbyś, czy zgodzilibyśmy się na zmianę nazwy na Redbull Warszawa [Klub Austria Salzburg zmienił nazwę na Redbull Salzburg po wykupieniu przez wiadomego producenta napojów energetyzujących – AJ], w zamian za udział w półfinale Ligi Mistrzów, moja odpowiedź jest nie.&#xA;&#xA;Inżynier: Oczywiście, że nie.&#xA;&#xA;Co to są pikniki/ pikole&#xA;&#xA;Prawnik: Ktoś, kto jest takim „niedzielnym kibicem” , kto raz od wielkiego dzwonu idzie na stadion, i ogląda sobie mecz.&#xA;&#xA;Inżynier: Dla gości Żylety to my jesteśmy piknikami.&#xA;&#xA;Redaktor: Ktoś, kto nie jeździ na wyjazdy i się nie napierdala. I nie siedzi na Żylecie.&#xA;&#xA;Inżynier: Myślę, że kwestia identyfikacji w konflikcie z ITI jest też ważna. Na zasadzie: kto nie jest przeciw ITI ten pikol.&#xA;&#xA;Kim są Andrzeje i Janusze?&#xA;&#xA;Inżynier: Andrzeje? To w Poznaniu chyba?&#xA;&#xA;Redaktor: Janusze to są na kadrze. Taki starszy facet, czapka wariatka, wóda, wąs i najebany idzie na mecz.&#xA;&#xA;Kim są Teddy Boys?&#xA;&#xA;Redaktor: To jest stara ekipa, która obecnie siedzi w więzieniu w większości. Grupa ludzi z miasta, gangsterka warszawska. Wymuszenia, rozboje, dragi.&#xA;&#xA;Prawni: Teddy boys’i, to jest nabojka. To jest grupa bandytów, którzy terroryzują całą Żyletą. Oni nie są żadną grupą kibicowską, nie zajmują się prowadzeniem ani organizowaniem dopingu.&#xA;&#xA;Kto rządzi Żyletą?&#xA;&#xA;Inżynier: Nie wiem, nie pytaj mnie.&#xA;&#xA;Prawnik: To nie są ludzie, którzy by byli na świeczniku.&#xA;&#xA;Redaktor: Na pewno nie Staruch.&#xA;&#xA;Inżynier: Ale tymi nastolatkami na Żylecie faktycznie rządzi Staruch.&#xA;&#xA;Redaktor: Tak, dla nich Staruch jest bogiem. I on dobry jest w tym.&#xA;&#xA;Inżynier: Staruch to jest zwyczajny zapiewajło. Prowadzi doping.&#xA;&#xA;Redaktor: Co innego jest gimbaza na Żylecie, a co innego są wyjazdy. To nie są chłopcy co się jeszcze nie golą, tylko tacy co mają nadmiar umięśnienia. Myślisz, że taki Staruch może im coś powiedzieć? Oni mają go w dupie. Nimi nie rządzi nikt. Jak byliśmy w Rzymie, i byliśmy zamknięci z nimi w kotle, to ja nigdy w życiu nie widziałem takiego nagromadzenia mięśni. Tam na ponad dwa tysiące osób ludzi wyglądających normalnie było może 200, 300. Dwa tysiące napompowanych debili. Czy myślicie, ze taki Staruch może im coś powiedzieć, coś im kazać? W dupie go mają.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/AmGksj9GHBQ&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Chciałem zapytać jeszcze o dwa zjawiska, które ja lokuję w pojęciu „prawicowości”. Pierwsze to rasizm, antysemityzm, nacjonalizm – w przekazie medialnym bardzo widoczne. Obrażanie czarnoskórych piłkarzy, antysemickie przyśpiewki, homofoniczna (zakaz pedałowania) czy neofaszystowska symbolika... (SS, krzyże celtyckie, flaga white legion).&#xA;&#xA;Redaktor: To jest problem ogólnoeuropejski. Polska piłka jest na tym tle wręcz umiarkowana (zwłaszcza ekstraklasa), a Legia w szczególności. Ostatni raz antysemickie przyśpiewki na Ł3 słyszałem podczas niechlubnego meczu w Widzewem, będzie z 12 lat temu. Lata 90 były pod tym względem w ogóle znacznie gorsze, nie tylko na trybunach. Pamiętasz juwenalia czy jakieś koncerty? Bandy łysych polujące na anarchistów i na odwrót. Cała żyleta chodziła wtedy w odwróconych flyersach, na trybunach było sporo łysych. Większość to chciała być skinheadami, zwykle to byli dresiarze. Ale od lat 2000 na trybunach naprawdę tego nie ma.&#xA;&#xA;Inżynier: W Legii grało i gra mnóstwo obcokrajowców, również czarnych, i nigdy nie mieli żadnych problemów. Ba, byli/są nawet bardzo lubiani (skandowanie nazwiska przez Żyletę etc.). Od wielu lat nie został zaatakowany słownie żaden „kolorowy” piłkarz rywali.&#xA;&#xA;Redaktor: Wspomniane flagi są obecne od wielu lat. To są grupy (White Legion, Teddy Boys 95), które powstały już w latach 90. To są skrajne przypadki, a grupy niezbyt liczne, mocne głównie na polu chuligańskim. Czy mają poglądy nacjonalistyczne? Mają. Neofaszystowskie? Może jednostki. Śmiem twierdzić, że za swastykę na Legii można by dostać niezły łomot. Czy „najważniejsi” kibice na Żylecie mają poglądy, delikatnie mówiąc, konserwatywno-narodowe? Pewnie tak, wystarczy poczytać jaką delegację wystawia „Legia” na Marsz Niepodległości. Czy ma to realny wpływ na to co się dzieje na trybunach? Nie ma. Trybuny Legii przyciągają bardzo różnych ludzi, o bardzo różnych poglądach, od lewa do prawa. Tzw. ekipa Legii jest oczywiście nastawiona mocno prawicowo, ale akurat na trybunach specjalnie tego nie manifestuje. A poza Żyletą to już w ogóle możesz spotkać najróżniejsze wynalazki, hipsterkę etc.&#xA;&#xA;Prawnik: Przede wszystkim rozróżnijmy dwie rzeczy: ekstremę i bieżącą politykę. Ekstrema ideologiczne są obecnie praktycznie nieobecne. Naprawdę, przez te 20 lat dokonał się przewrót niemalże kopernikański pod tym względem! Podobnie, o czym wspomniał Redaktor, jak na ulicach Warszawy. To co dzieje się na mieście ma po prostu odzwierciedlenie na stadionie. Natomiast co do bieżącej polityki… ja bym nie nazwał tego „prawicowością”. Puszczający oko do kiboli PiS nie jest wcale partią prawicową. Jak  niewielki wpływ na politykę mają kibice pokazała akcja z „Tóskobusem” i hasłem „Tusku matole, twój rząd obalą kibole”. Gówno obalili. Kompromitacja, która obnażyła kompletną ignorancję organizatorów i brak wyczucia nastrojów społecznych. Jednym słowem, nie widzę spójnego przekazu ideologicznego, raczej bieżącą politykę i to na poziomie wymachiwania drewnianą szabelką. Inna sprawa, że nie wyobrażam sobie na Legii takiego transparentu jak na Lechii (wiszący na drzewie m.in. Mazowiecki). U nas by to nie przeszło absolutnie.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/B-ttzk96PSs&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Drugie zjawisko to specyficznie pojęty „patriotyzm kibicowski”. Odwoływanie się do tradycji żołnierzy wyklętych, Powstania Warszawskiego, wręcz swego rodzaju uzurpacja tej tradycji, porównywanie się do powstańców, obrońców ojczyzny.&#xA;&#xA;Kibice robią również wiele innych rzeczy, ale o tych już się nie pisze. Akcje charytatywne, pomoc przedszkolom, schroniskom dla zwierząt etc. Robią to na pokaz? Może, acz nie mamy prawa tego oceniać. A dla ludzi i zwierząt, którym pomogli, nie ma to chyba najmniejszego znaczenia.&#xA;&#xA;Ad rem. Odwoływanie się do tradycji patriotycznych, o ile ma się takie poglądy, nie jest niczym złym. Znam(y) osobiście chłopaków z Legii, z Żylety, o poglądach mocno konserwatywnych (broń boże nie nacjonalistycznych), którzy są wręcz współorganizatorami tych obchodów (m.in. rocznic Powstania Warszawskiego). Dla mnie to jest w porządku . Nie jest w porządku kiedy podpinają się pod to bandy szczurków, którzy chcą być dzięki temu szanowani w swoich środowiskach, a którzy faktycznie robią to kompletnie bezideowo. Pójdzie taki pod kopiec PW, odpali racę, potem się najebie, rozwali przystanek i taki z niego wielki patriota (lokalny, polski, nieważne jaki).&#xA;&#xA;Prawnik: A mnie akurat mierzi ten cały przemysł stworzony wokół Powstania. Ale znów: to co dzieje się na stadionie jest tylko emanacją rzeczywistości warszawskich ulic, gdzie PW jest obecne teraz na każdym kroku. Koncerty, rekonstrukcje, płyty, książki. Tego nie wymyślili i nie zawłaszczyli kibole tylko politycy. Poza tym myślę, że jest to tylko powierzchowna fascynacja historią dziarskich chłopaków biegających po lasach czy po mieście z karabinami.&#xA;&#xA;Redaktor: Podsumowując – to jest ogólny problem z oceną wszystkiego co mówimy o trybunach/kibicach. Bardzo upraszczając: na Żylecie siedzi ok. 7 tys. osób. 90 procent z nich to licealiści, studenci etc. Pozostali to tzw. ekipa. I to ci ludzie decydują, co śpiewa cały stadion. Pozostałe trybuny mogą śpiewać lub nie, na Żylecie demokracji nie ma he he. Jeżeli przykładowy Staruch jest nacjonalistą i zaśpiewa jakąś głupią piosenkę, a te pelikany/lemingi to automatycznie podchwytują i też śpiewają, to są nacjonalistami czy nie? I czy to oznacza, że KIBICE LEGII są nacjonalistami, czy nie? Dlatego przeokrutnie wkurwia mnie generalizowanie i wrzucanie wszystkich do jednego worka, co notorycznie robią media (kibole Legii to faszyści, dealerzy i bóg wie co jeszcze). Oczywiście na Legii możesz spotkać skończonych idiotów o poglądach wręcz neofaszystowskich (jednostki), ale jeżeli mówimy o kibicach Legii (powiedzmy nawet tylko o tych 250 tys. osób, które wyrobiły sobie KK), to daję sobie palec uciąć że ZDECYDOWANA większość ma poglądy umiarkowane (prawicowe, centrowe, lewicowe), takie jak ja, Inżynier, Ty, czy Prawnik.&#xA;&#xA;—&#xA;&#xA;Źródła zdjęć: Wikipedia.org&#xA;&#xA;#elegancko #śródmieście&#xA;&#xA;aut. #andrzejjędrzejczak&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/iVdWWrYT3gnJ/AVANCywmBwaONF2DUM362SEqz1QRp0sCBbIbv0vf.jpg" alt="legia2"></p>

<p>Andrzej Jędrzejczak</p>

<p>20 lutego 2014</p>

<p>O tym, czy miasto powinno inwestować w Pepsi Arenę, i czy Legia jest dobrą wizytówką Warszawy. O stratyfikacji i gentryfikacji trybun. O pikolach, Januszach, grupach kibicowskich, Powstaniu Warszawskim i nacjonalizmie. Wszystko to w drugiej i ostatniej części rozmowy z Redaktorem, Prawnikiem i Inżynierem.</p>



<p><strong>Jak wam się podoba nazwa Pepsi Arena?</strong></p>

<p><strong>Wszyscy:</strong> To nie ma znaczenia.</p>

<p><strong>Czy prywatny klub powinien dostać od miasta 400 mln złotych na nowy stadion?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Chwileczkę, ale stadion jest miejski.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Każdy klub sportowy z jakąś tam renomą, a Legia jest takim klubem, jest wizytówką miasta. I nie widzę problemu w tym, że z pieniędzy podatników Warszawskich, z miejskiego budżetu został wybudowany stadion. Kartę kibica Legii ma pewnie około 300 000 osób.</p>

<p><strong>A ile chodzi na mecze?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> ok. 20 000</p>

<p><strong>W Warszawie zameldowanych jest ponad 1,7 mln osób, mieszka koło 2,1 mln. Czyli przy ostrożnych szacunkach mamy 1,1 % mieszkańców korzystających regularnie ze stadionu. To chyba nie była najpotrzebniejsza miejska inwestycja?</strong></p>

<p>**Redaktor:V Tak, jak znam tę tezę. Dogadała się HGW z TVN. Bzdura. Dobra, nawet jeśli to nie jest bzdura, to stadion jest ciągle miejski. ITI jest dzierżawcą na 20 lat.</p>

<p><strong>To może ustalmy jak wygląda to rozliczenie.</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Miasto wyłożyło ok. 340, 350 mln netto. Co roku za dzierżawę miasto dostaje 4 mln. Czyli po 10 latach ponad 10% się zwróci, tylko z tytułem dzierżawy. I oczywiście miasto ma prawo do kilkukrotnego roku  skorzystania ze stadionu.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Lech płaci bodajże 0,5 mln za większy stadion..</p>

<p><strong>Czy dla miasta to był dobry interes, finansowanie budowy tego stadionu?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Tego nie można rozpatrywać w kwestiach czysto biznesowych, bo nie o to chodzi. Miasto od 20 lat się dynamicznie rozwija. Jednym z pól, które wymagały poprawy, była infrastruktura sportowa i szerzej widowiskowa. Jesteśmy ponad dwumilionową europejską stolicą. Powinniśmy mieć taki stadion i nie widzę problemu w tym, że miasto się do niego dołożyło. Na nowym stadionie na meczu było już 350 000 osób. Na stadionie odbywa się Orange Festiwal, firmy wynajmują stadion na różnego rodzaju imprezy. W końcu w Warszawie jest takie miejsce, a trzeba powiedzieć, że Warszawa jest pod tym względem strasznie uboga. Stadion służy mieszkańcom tak samo jak nowy tramwaj.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/iVdWWrYT3gnJ/AVANCywmBwaONF2DUM362SEqz1QRp0sCBbIbv0vf.jpg" alt="Legia | Pańska Skórka">
<em>Legia | Pańska Skórka</em></p>

<p><strong>A za jaką kwotę ITI sprzedało prawo do nazwy tego „miejskiego” stadionu Pepsi?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Koło 5 milionów, rocznie.</p>

<p><strong>Czyli to jest 5 mln straty dla miasta?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Dlaczego?</p>

<p><strong>Skoro na prawach do nazwy miejskiego stadionu zarabia prywatna spółka?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> A czy wolałbyś, żeby Legią zarządzała miejska spółka, i miasto dokładało do utrzymania klubu? Wiesz ile kosztuje utrzymanie Legii? Obecnie zadłużenie Legii jest na poziomie ok. 180 mln złotych. ITI dokładało rok rocznie kilka mln złotych. Chyba lepiej, żeby te pieniądze wykładała prywatna spółka, a nie miasto.</p>

<p><strong>Koszt utrzymania klubu to był problem ITI, teraz nowych właścicieli, a nie miejskiego podatnika.</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> HGW miałaby dużo większe problemy, gdyby Legia była miejska i padała, i miasto musiałoby do tego dokładać. Tak jak we Wrocławiu.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> We Wrocławiu, gdzie właścicielem Śląska jest miasto. Tam są teraz olbrzymie problemy finansowe, a jest to klub z czołówki ligi.</p>

<p><strong>Czy Legia jest dobrą wizytówką miasta, sposobem na jego promocję?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Oczywiście.</p>

<p><strong>Czy dobrą? Czy te hordy kibiców dobrze promują miasto? Czy demolowanie Wilna zachęci jego mieszkańców do odwiedzenia Warszawy?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Chyba musimy się chwile zadumać nad tym pytaniem, bo mam wątpliwości, przyznaję. Wizytówka jest na pewno, i dzięki Legii rozpoznawalność Warszawy w Europie na pewno wzrasta, tu nie mam wątpliwości. Czy to jest dobra wizytówka, hmmm…</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> To jest kwestia obrazu piłki nożnej w Polsce, jaki kreują media. W uproszczeniu, sama piłka nożna to słaba jakość, a kibice to bandyci.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ja się pewnie nie zgodzę, żebyś to puścił, ale wiesz jaki jest obraz kibiców Legii w Europie? Jeszcze w Rzymie [wyjazdowy mecz z Lazio -AJ], przerzucałem europejskie fora kibicowskie. I my jesteśmy słynni wśród kibiców. Że jesteśmy najtwardsi z najtwardszych. I że zawsze race będziemy odpalać, bo pierdolimy UEFA … Cóż, ja bym nie chciał, żeby to w takiej formie poszło, ale faktycznie to jest niewygodne pytanie. Ale też faktem jest, że w mediach jest przerysowany wizerunek kibiców, szczególnie teraz w Polsce. Żeby była jasność, to nie są aniołki.</p>

<p><strong>Ale jeśli jedzie  tysiąc osób do Wilna i podpalają miasto…</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Nie tysiąc a jakieś 3-4 tysiące, i nikt nie podpalił miasta… Oczywiście, tam się dużo złych rzeczy działo, ale wizerunek w mediach jest przesadzony.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> To jest tak, jak media przedstawiają cztery pory roku w Polsce. Jesień to zatrucia grzybami, zima to zamarznięcia, wiosna to powodzie, a lato to utonięcia. I tak jest z kibicami. Jeśli się ich pokazuje, to znaczy, że była jakaś zadyma. W Wilnie było jak był, jasne, było skandalicznie. Mówimy o sytuacji z przed 7 lat. Ostatnio zadymę na Legii to widziałem z GKSem, chyba w [19]94. Następna była z Polonią chyba w [19]96.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Potem też kilka zadymek było, widzieliśmy palenie stadionu, widzieliśmy na Wiśle jakieś palenie krzesełek…</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> I niestety wszyscy wiedzieliśmy Bydgoszcz [Podczas finału Pucharu Polski w Bydgoszczy na murawę stadionu wtargnęli kibice Legii, m.in. Staruch, który miał wówczas tzw. zakaz stadionowy – AJ]</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Ale mówimy o wydarzeniach naprawdę marginalnych w odniesieniu do ogromu różnych imprez sportowych w Polsce, przy innych okazjach też się dzieją różne rzeczy. Nie można parzyć na kilka wydarzeń sprzed kilkunastu lat i uogólniać.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> A ja dam świeży przykład. Wszyscy byliśmy w Lizbonie. Było nas dwa tysiące. I jedyne doniesienie medialne dotyczyło 10 kibiców, którzy chcieli ukraść coś w sklepie i zostało zatrzymanych. Ponad dwa tysiące kibiców Legii przyjechało do Lizbony, wszyscy z emblematami Legii, i nic się nie działo, nie było żadnej zadymy, ludzie byli zadowoleni, przybijali z nami piątki, było naprawdę pozytywnie.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> [śmiech] trochę przesadzasz.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> I jaki obraz był tego w mediach? Nie było mowy o tych pozytywnych obrazkach.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> W Wilnie policja litewska była kompletnie zszokowana i nieprzygotowana na przyjęcie takiej liczby ludzi. Tam ludzie wchodzili na murawę boiska i robili sobie zdjęcia z policjantami. Jak im na to pozwolono, to sobie zaczęli pozwalać na więcej.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ale to nie jest wytłumaczenie.</p>

<p><strong>Czyli było tak, że barbarzyńcy przyjechali do cywilizowanego miasta, gdzie policja nawet się nie spodziewała, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. Zrobili rozróbę i jeszcze sobie robili zdjęcia.</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Barbarzyńcy przyjechali do cywilizowanego miasta, Lizbony, i nic się nie stało.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Wystarczyło, żeby była normalna ochrona.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Dobra, panowie… to ja mówiłem, że lubię rywalizację, i tej Polonii na drugim miejscu wcale chętnie bym nie widział, ale kurwa, nie udawajmy. W Wilnie był skandal. Prawniku, przecież byliśmy tam, bydło zjechało w tysiącach, bo było blisko, i było ich na to stać.  Na Lizbonę nie było ich stać, dlatego pojechali ludzie troszeczkę inni.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ale to jest zupełnie co innego. Ja mówiłem o przekazie…</p>

<p><strong>A wiecie, jak to przekazują zagraniczne media?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Jasne, są przedruki. Hunowie. Nie będę bronił Wilna.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Nie wiem, czy te pozytywne obrazki, jak te z Lizbony są pokazywane w zagranicznych mediach, ale może ludzie to pamiętają. Jak wracaliśmy z Rzymu, pan z obsługi lotniska, który był na meczu jako kibic Lazio, klepał nas po plecach wychwalając za fantastyczny doping.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/pQ1sImxLUfI" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Jaki jest wasz stosunek do zmian na Legii od czasu ITI. I szerzej do zjawiska modern football? [W uproszczeniu, chodzi o komercjalizację futbolu, przekształcanie klubów w spółki sportowe, odchodzenie od robotniczych korzeni futbolu i zwracanie się do zamożniejszej klasy średniej, skłonnej więcej wydawać na bilety, koszulki, szaliki i kiełbaski na stadionie. Zwykle taka komercjalizacja podnosi poziom widowiska sportowego, bo umożliwia zakup lepszych piłkarzy. Z drugiej strony, zatraca lokalny charakter drużyny. Jest też odwróceniem się od tego tradycyjnego zaplecza kibicowskiego, którego już nie stać na drogie karnety.]</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> To co się dzieje na Legii obecnie, to nie do końca modern futbol. Najwyżej namiastka.</p>

<p><strong>Ale wpisuje się w to zjawisko, powiedzmy w taki nasz polski sposób?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> I tak, i nie. Pomysł klubu i zarządu na pewno tak, choć nie w tak skrajnej formie jak w przypadku brytyjskich klubów, czy Austrii/ Redbull Salzburg. U nich to poszło do ściany. Ja mam wrażenie, że u nas nie, choć i tak Legia jest pewnie prekursorem tego typu zmian. Powstał nowy stadion z trzydziestoma lożami biznesowymi i trybuną zachodnią, nazwijmy to biznesową. Stadion stał się miejscem modnym na spotkania biznesowe. Tam przychodzi kupa ludzi, którzy nie kibicują Legii, żeby była jasność, ale tam się warto pokazać.</p>

<p><strong>Jeśli spojrzeć na trybunę, na której my siedzimy, to też się zmieniło. Bilety kosztują sporo, moim zdaniem za dużo.  I to był pewnie zamysł klubu, aby cenzus finansowy decydował kto tam siedzi. Natomiast mam wrażenie, że to uwypukliło to, co dzieje się na Żylecie. Te słynne race odpalane z pełną świadomością, że będą za to kary. To też jest bronienie się rękami i nogami przed zmianami, o których mówimy, przed tym brytyjskim modelem… W Wielkiej Brytanie był ogromny problem z kibolstwem, które jest teraz poza stadionem. Albo dostali bany (zakazy stadionowe) albo ich nie stać.</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> w Anglii to było bardziej systemowe, tam rząd zaangażował się w walkę z chuligaństwem stadionowym. Oni zostali wypchnięci ze stadionów, ale nie zniknęli. Siedzą w pubach i tam się napieprzają.</p>

<p><strong>A na Legii? Czy udało sie wypchnąć biedny, niedochodowy plebs ze stadionu i wprowadzić skorą do konsumpcji, kupowania gadżetów i kiełbasek klasę średnią?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Nie. Są jedni i drudzy.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Wszędzie w Europie jest trochę inaczej. Inaczej jest w Anglii, gdzie futbol wyrasta z tradycji robotniczej, tam każda przemysłowa dziura lub najmniejsza dzielnica Londynu miała swoją drużynę. Inne jest kibicowanie włoskie, takie rozgadane, wielopokoleniowe. Inne jest kibicowanie hiszpańskie, czy niemieckie, usystematyzowane, mocno związane z władzami klubu. I na tym tle kibicowanie polskie, czy też legijne, jest dziwaczne. Z jednej strony mamy Żyletę, na którą bilety są w miarę tanie.  Zresztą bardzo fajnie. Ludzie z Żylety o te bilety walczyli. I oni robią show. Z drugiej strony masz mega drogą trybunę zachodnią, stricte biznesową. I ci ludzie tak naprawdę chcą, żeby ta Żyleta była, te oprawy, ten kocioł…</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/NpVmTkVk1Ow" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Mają posmak przygody?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Tak.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Do tego dochodzą dwie trybuny klasy średniej, czyli nas. Wszyscy są na tym stadionie.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> To, co się widzi na trybunach odzwierciedla to, co się dzieje w Polsce. Czyli powstawanie klasy średniej i zmieniającą się stratyfikację społeczną. Zresztą sama Żyleta się zmienia. Dzisiejsza Żyleta przy tej sprzed piętnastu lat, to aniołki.</p>

<p><strong>A jaki model jest wam bliższy. Wolelibyście, żeby na Legię przychodzili fanatycy, ludzie, którzy się podniecają i chodzą na stadion od lat, czy ta zamożniejsza klasa średnia, gwarantująca klubowi wyższy dochód, ale tak naprawdę Legią średnio zainteresowana, przypadkowa, traktująca mecz jak każde inne widowisko? Wolicie fanatyzm czy pikników?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ja bym szukał równowagi między dochodowością, a za tym wysokim poziomem sportowym, a żywiołowością trybun. Nie zazdroszczę anglikom tego, co się u nich dzieje w tym momencie. Oni mieli trybuny bardzo żywiołowe, blisko murawy, kibice śpiewali, dopingowali. Teraz jest cisza i co najwyżej oklaski po dobrych zagraniach. Jak mówiłem, ja teatru nie szukam na trybunach. Nie idę na Legie po to by w marynarce rozkoszować się świetną gra piłkarzy i bić im brawo. Dlatego nie wyrzucałbym Żylety. Wyrzucenie Żylety ze stadionu, ponieważ przynosi mniejsze dochody? W życiu nie. Ja się w wielu sprawach z nimi nie zgadzam, ale chciałbym, żeby byli.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Żyleta buduje atmosferę.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Jeśli spytałbyś, czy zgodzilibyśmy się na zmianę nazwy na Redbull Warszawa [Klub Austria Salzburg zmienił nazwę na Redbull Salzburg po wykupieniu przez wiadomego producenta napojów energetyzujących – AJ], w zamian za udział w półfinale Ligi Mistrzów, moja odpowiedź jest nie.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Oczywiście, że nie.</p>

<p><strong>Co to są pikniki/ pikole</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Ktoś, kto jest takim „niedzielnym kibicem” , kto raz od wielkiego dzwonu idzie na stadion, i ogląda sobie mecz.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Dla gości Żylety to my jesteśmy piknikami.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ktoś, kto nie jeździ na wyjazdy i się nie napierdala. I nie siedzi na Żylecie.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Myślę, że kwestia identyfikacji w konflikcie z ITI jest też ważna. Na zasadzie: kto nie jest przeciw ITI ten pikol.</p>

<p><strong>Kim są Andrzeje i Janusze?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Andrzeje? To w Poznaniu chyba?</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Janusze to są na kadrze. Taki starszy facet, czapka wariatka, wóda, wąs i najebany idzie na mecz.</p>

<p><strong>Kim są Teddy Boys?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> To jest stara ekipa, która obecnie siedzi w więzieniu w większości. Grupa ludzi z miasta, gangsterka warszawska. Wymuszenia, rozboje, dragi.</p>

<p><strong>Prawni:</strong> Teddy boys’i, to jest nabojka. To jest grupa bandytów, którzy terroryzują całą Żyletą. Oni nie są żadną grupą kibicowską, nie zajmują się prowadzeniem ani organizowaniem dopingu.</p>

<p><strong>Kto rządzi Żyletą?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Nie wiem, nie pytaj mnie.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> To nie są ludzie, którzy by byli na świeczniku.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Na pewno nie Staruch.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ale tymi nastolatkami na Żylecie faktycznie rządzi Staruch.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Tak, dla nich Staruch jest bogiem. I on dobry jest w tym.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Staruch to jest zwyczajny zapiewajło. Prowadzi doping.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Co innego jest gimbaza na Żylecie, a co innego są wyjazdy. To nie są chłopcy co się jeszcze nie golą, tylko tacy co mają nadmiar umięśnienia. Myślisz, że taki Staruch może im coś powiedzieć? Oni mają go w dupie. Nimi nie rządzi nikt. Jak byliśmy w Rzymie, i byliśmy zamknięci z nimi w kotle, to ja nigdy w życiu nie widziałem takiego nagromadzenia mięśni. Tam na ponad dwa tysiące osób ludzi wyglądających normalnie było może 200, 300. Dwa tysiące napompowanych debili. Czy myślicie, ze taki Staruch może im coś powiedzieć, coś im kazać? W dupie go mają.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/AmGksj9GHBQ" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Chciałem zapytać jeszcze o dwa zjawiska, które ja lokuję w pojęciu „prawicowości”. Pierwsze to rasizm, antysemityzm, nacjonalizm – w przekazie medialnym bardzo widoczne. Obrażanie czarnoskórych piłkarzy, antysemickie przyśpiewki, homofoniczna (zakaz pedałowania) czy neofaszystowska symbolika... (SS, krzyże celtyckie, flaga white legion).</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> To jest problem ogólnoeuropejski. Polska piłka jest na tym tle wręcz umiarkowana (zwłaszcza ekstraklasa), a Legia w szczególności. Ostatni raz antysemickie przyśpiewki na Ł3 słyszałem podczas niechlubnego meczu w Widzewem, będzie z 12 lat temu. Lata 90 były pod tym względem w ogóle znacznie gorsze, nie tylko na trybunach. Pamiętasz juwenalia czy jakieś koncerty? Bandy łysych polujące na anarchistów i na odwrót. Cała żyleta chodziła wtedy w odwróconych flyersach, na trybunach było sporo łysych. Większość to chciała być skinheadami, zwykle to byli dresiarze. Ale od lat 2000 na trybunach naprawdę tego nie ma.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> W Legii grało i gra mnóstwo obcokrajowców, również czarnych, i nigdy nie mieli żadnych problemów. Ba, byli/są nawet bardzo lubiani (skandowanie nazwiska przez Żyletę etc.). Od wielu lat nie został zaatakowany słownie żaden „kolorowy” piłkarz rywali.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Wspomniane flagi są obecne od wielu lat. To są grupy (White Legion, Teddy Boys 95), które powstały już w latach 90. To są skrajne przypadki, a grupy niezbyt liczne, mocne głównie na polu chuligańskim. Czy mają poglądy nacjonalistyczne? Mają. Neofaszystowskie? Może jednostki. Śmiem twierdzić, że za swastykę na Legii można by dostać niezły łomot. Czy „najważniejsi” kibice na Żylecie mają poglądy, delikatnie mówiąc, konserwatywno-narodowe? Pewnie tak, wystarczy poczytać jaką delegację wystawia „Legia” na Marsz Niepodległości. Czy ma to realny wpływ na to co się dzieje na trybunach? Nie ma. Trybuny Legii przyciągają bardzo różnych ludzi, o bardzo różnych poglądach, od lewa do prawa. Tzw. ekipa Legii jest oczywiście nastawiona mocno prawicowo, ale akurat na trybunach specjalnie tego nie manifestuje. A poza Żyletą to już w ogóle możesz spotkać najróżniejsze wynalazki, hipsterkę etc.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Przede wszystkim rozróżnijmy dwie rzeczy: ekstremę i bieżącą politykę. Ekstrema ideologiczne są obecnie praktycznie nieobecne. Naprawdę, przez te 20 lat dokonał się przewrót niemalże kopernikański pod tym względem! Podobnie, o czym wspomniał Redaktor, jak na ulicach Warszawy. To co dzieje się na mieście ma po prostu odzwierciedlenie na stadionie. Natomiast co do bieżącej polityki… ja bym nie nazwał tego „prawicowością”. Puszczający oko do kiboli PiS nie jest wcale partią prawicową. Jak  niewielki wpływ na politykę mają kibice pokazała akcja z „Tóskobusem” i hasłem „Tusku matole, twój rząd obalą kibole”. Gówno obalili. Kompromitacja, która obnażyła kompletną ignorancję organizatorów i brak wyczucia nastrojów społecznych. Jednym słowem, nie widzę spójnego przekazu ideologicznego, raczej bieżącą politykę i to na poziomie wymachiwania drewnianą szabelką. Inna sprawa, że nie wyobrażam sobie na Legii takiego transparentu jak na Lechii (wiszący na drzewie m.in. Mazowiecki). U nas by to nie przeszło absolutnie.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/B-ttzk96PSs" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Drugie zjawisko to specyficznie pojęty „patriotyzm kibicowski”. Odwoływanie się do tradycji żołnierzy wyklętych, Powstania Warszawskiego, wręcz swego rodzaju uzurpacja tej tradycji, porównywanie się do powstańców, obrońców ojczyzny.</strong></p>

<p>Kibice robią również wiele innych rzeczy, ale o tych już się nie pisze. Akcje charytatywne, pomoc przedszkolom, schroniskom dla zwierząt etc. Robią to na pokaz? Może, acz nie mamy prawa tego oceniać. A dla ludzi i zwierząt, którym pomogli, nie ma to chyba najmniejszego znaczenia.</p>

<p>Ad rem. Odwoływanie się do tradycji patriotycznych, o ile ma się takie poglądy, nie jest niczym złym. Znam(y) osobiście chłopaków z Legii, z Żylety, o poglądach mocno konserwatywnych (broń boże nie nacjonalistycznych), którzy są wręcz współorganizatorami tych obchodów (m.in. rocznic Powstania Warszawskiego). Dla mnie to jest w porządku . Nie jest w porządku kiedy podpinają się pod to bandy szczurków, którzy chcą być dzięki temu szanowani w swoich środowiskach, a którzy faktycznie robią to kompletnie bezideowo. Pójdzie taki pod kopiec PW, odpali racę, potem się najebie, rozwali przystanek i taki z niego wielki patriota (lokalny, polski, nieważne jaki).</p>

<p><strong>Prawnik: A mnie akurat mierzi ten cały przemysł stworzony wokół Powstania. Ale znów: to co dzieje się na stadionie jest tylko emanacją rzeczywistości warszawskich ulic, gdzie PW jest obecne teraz na każdym kroku. Koncerty, rekonstrukcje, płyty, książki. Tego nie wymyślili i nie zawłaszczyli kibole tylko politycy. Poza tym myślę, że jest to tylko powierzchowna fascynacja historią dziarskich chłopaków biegających po lasach czy po mieście z karabinami.</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Podsumowując – to jest ogólny problem z oceną wszystkiego co mówimy o trybunach/kibicach. Bardzo upraszczając: na Żylecie siedzi ok. 7 tys. osób. 90 procent z nich to licealiści, studenci etc. Pozostali to tzw. ekipa. I to ci ludzie decydują, co śpiewa cały stadion. Pozostałe trybuny mogą śpiewać lub nie, na Żylecie demokracji nie ma he he. Jeżeli przykładowy Staruch jest nacjonalistą i zaśpiewa jakąś głupią piosenkę, a te pelikany/lemingi to automatycznie podchwytują i też śpiewają, to są nacjonalistami czy nie? I czy to oznacza, że KIBICE LEGII są nacjonalistami, czy nie? Dlatego przeokrutnie wkurwia mnie generalizowanie i wrzucanie wszystkich do jednego worka, co notorycznie robią media (kibole Legii to faszyści, dealerzy i bóg wie co jeszcze). Oczywiście na Legii możesz spotkać skończonych idiotów o poglądach wręcz neofaszystowskich (jednostki), ale jeżeli mówimy o kibicach Legii (powiedzmy nawet tylko o tych 250 tys. osób, które wyrobiły sobie KK), to daję sobie palec uciąć że ZDECYDOWANA większość ma poglądy umiarkowane (prawicowe, centrowe, lewicowe), takie jak ja, Inżynier, Ty, czy Prawnik.</p>

<p>—</p>

<p>Źródła zdjęć: Wikipedia.org</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a> <a href="/panskaskorka/tag:%C5%9Br%C3%B3dmie%C5%9Bcie" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">śródmieście</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:andrzejj%C4%99drzejczak" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">andrzejjędrzejczak</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/rozmowy-o-legii-czesc-druga</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 12:35:03 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>ROZMOWY O LEGII - CZĘŚĆ PIERWSZA</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/rozmowy-o-legii-czesc-pierwsza</link>
      <description>&lt;![CDATA[legia1&#xA;&#xA;Andrzej Jędrzejczak&#xA;&#xA;7 lutego 2014&#xA;&#xA;Spotykamy się w mieszkaniu na ostatnim piętrze punktowca na Powiślu. Widok z balkonu wybitnie wielkomiejski – światła ulic, linia średnicowa, rozświetlony Stadion Narodowy. Rozmawiamy na temat arcywarszawski – o Legii Warszawa. O tym, jak zostaje się kibicem i czy Polonia powinna być zawsze druga. O fanatykach i chuliganach. O warszawskości, grzybobraniu i niekibicowaniu piłkarzom. Moimi rozmówcami są inżynier, redaktor oraz prawnik prowadzący własne przedsiębiorstwo.  Ludzie światli, wykształceni i w świecie bywali.&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Co to jest grzybobranie?&#xA;&#xA;Prawnik: Żeby nie wyszło, że jesteśmy specjalistami w tym zakresie, bo jesteśmy z dala od tych klimatów.&#xA;&#xA;Redaktor: To jest ustawka w lesie. Tak jest to nazywane na forach internetowych.&#xA;&#xA;Przed tym wywiadem padało takie hasło: jesteśmy fanatykami.&#xA;&#xA;Redaktor: Ja się czuję fanatykiem. Nieważne co piszą gazety, jak opisują „fanatyków”. Nieważne, że fanatykami nazywają się chłopcy z Żylety, którzy jeżdżą na wszystkie wyjazdy i piorą się po mordach…&#xA;&#xA;Inżynier: Z perspektywy chłopców z Żylety to my nie jesteśmy żadnymi fanatykami, tylko popcornami. [Popcorn, pikol, piknik – kibic niedzielny, nie darzony specjalnym szacunkiem- AJ] Gdy nasi znajomi, którzy nie mają kompletnie nic wspólnego z Legią, usłyszą że chodzę na każdy mecz, i jeszcze zabieram syna, to już to dla nich jest dziwne i fanatyczne. Fanatyzm chyba zależy od tego, ile jesteś w stanie poświęcić, żeby na meczu się pojawić.&#xA;&#xA;Jak zostaje się kibicem Legii?&#xA;&#xA;Prawnik: Pamiętam jak byłem na stadionie z ojcem w [19]95 roku, czyli niedługo minie dwadzieścia lat. To było coś nieuchronnego, prędzej czy później to się musiało stać. Nie znam nikogo, kto by ot tak przyszedł na Łazienkowską, bo nagle poczuł sam z siebie wielką potrzebę zobaczenia meczu Legii. Dla młodych chłopaków, 13-sto, 14-stoletnich to była swego rodzaju presja środowiska. I tak było w moim przypadku. Oczywiście wiedziałem wcześniej co to jest Legia, wszyscy na podwórku o tym mówili, tylko to były dla mnie jakieś opowieści z dalekich krajów, Karol May po prostu.&#xA;&#xA;Redaktor: Ja bardzo źle trafiłem. Pierwszy mecz, porażka, pamiętam do dzisiaj, sezon 91/92 albo 93, mecz ze Śląskiem Wrocław, przegraliśmy 0:2. Wszystko to co mówi Prawnik jest prawdą, ale jednak ten pierwszy przebłysk był przed telewizorem. Słynne mecze z Samptodorią i z Manchesterem, ostatnie wielkie podrygi Legii w Pucharach. Wtedy padło hasło do ojca: zabierz mnie na mecz! Pierwsze dwa, trzy mecze na stadionie widziałem z ojcem. Dość szybko rodzice pozwolili mi chodzić z kolegami. Mama się oczywiście bała, natomiast tata jest z Mokotowa, z Czerniakowa, wychowany na Legii, czuł klimat.&#xA;&#xA;Inżynier: Mój Tata nie interesował się piłką. Mecze z Sampdorią i Manchesterem oglądałem na małym czarno-białym telewizorku turystycznym… tak naprawdę jako dzieciak zaczynając „przygodę z Legią”, miałem przede wszystkim przygodę z piłką nożną, w podstawówce głównie w nią grałem…&#xA;&#xA;Podobno byłeś wschodzącą gwiazdą Poloneza Warszawa…&#xA;&#xA;Inżynier: Podobno… niestety, kontuzja przerwała tę wspaniale zapowiadającą się karierę (śmiech)… ale Legia zawsze była gdzieś blisko, a na mecze zacząłem chodzić w liceum.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/vfjhhPT2Uq8&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;480&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Podsumowując, 1993 – 95 rok, chodzicie na Legię koło 20 lat.&#xA;&#xA;Redaktor: I to bardzo regularnie&#xA;&#xA;Prawnik: Widzieliśmy prawie wszystko na Legii. I to najlepsze i to najgorsze. Choć nie jesteśmy wyjazdowcami.&#xA;&#xA;Ale byliście w Wilnie, Bukareszcie, w Rzymie…&#xA;&#xA;Redaktor: To są raczej takie wycieczki. Nie jeździmy za Legią na mecze do Wodzisławia, ani nawet do Łodzi.&#xA;&#xA;Jesteście warszawiakami. Na ile jest to element waszej tożsamości?&#xA;&#xA;Prawnik: Każdy z nas jest warszawiakiem. Jako ludzie dorośli, wykształceni i w cudzysłowie „oświeceni” interesujemy się miejscem, w którym mieszkamy. W sensie bardzo małej społeczności i trochę większej. Warszawa mnie ukształtowała.&#xA;&#xA;Redaktor: W momentach, kiedy coś się dzieje w Polsce w sensie społecznym, politycznym, co mi bardzo nie odpowiada, chciałbym mówić, że jestem warszawiakiem i europejczykiem. Nawet omijając polskość w swoim o sobie myśleniu. Bardziej czuję się związany z małą ojczyzną niż z całym narodem.&#xA;&#xA;Inżynier: Ja urodziłem się w Warszawie, mam korzenie rodzinne w Warszawie. Podpisuję się pod tym, co powiedział Prawnik.&#xA;&#xA;Czy kibicowanie Legii kojarzycie z warszawskością? Piłka piłką, ale Legia to jest klub warszawski…&#xA;&#xA;Inżynier: Ja zawsze kojarzyłem klub z miejscem zamieszkania i miejscem urodzenia. Warszawa – Legia to było jednoznaczne.&#xA;&#xA;Prawnik: Moi rodzice nie pochodzą z Warszawy, są z kresów, nie mieli nigdy z Warszawą związków. I ja, przynajmniej na początku, nie postrzegałem tej warszawskości. Teraz dopiero bardzo mocno się podkreśla identyfikację Legii z Warszawą, z etosem Powstania Warszawskiego, ten cały smrodek został doklejony. Kiedyś nie śpiewało się „Snu o Warszawie”. Nie wiązało się tak mocno klubu z miastem, Legia zawsze była trochę obok.&#xA;&#xA;legia2&#xA;&#xA;Redaktor: Ja mam jednak wrażenie, że nie możemy tego jednoznacznie stwierdzić w tym momencie. Nie wiem, czy jako 12sto-, 13stolatki mieliśmy tego świadomość. Ja jako warszawiak zawsze się identyfikowałem.&#xA;&#xA;Prawnik: U mnie byli np. kibice Widzewa na podwórku, i z tego co wiem na Ursynowie nie było to odosobnione. Jasne, ja nie mam takiego stosunku do kibicowania jak mój brat, który kibicuje Barcelonie… On się interesuje Barceloną, bo Barcelona fajnie gra. Dla mnie nie ma znaczenia jak Legia akurat gra, czy gra piach, czy spadnie do piątej ligi, bo i tak będę jej kibicem. Piłka nie stanowi dla mnie clue.&#xA;&#xA;Redaktor: Zwróć uwagę, że Legia jest być może najpopularniejszym klubem w Polsce. Mówimy o utożsamianiu Legii z Warszawą, a jest kupa ludzi, którzy przyjeżdżają na mecz powiedzmy 400 km z jakiegoś Kołobrzegu. Zobacz ile jest flag na trybunach, fanklubów, ile jest ludzi z różnych stron Polski na forach. My oczywiście utożsamiamy Legię z Warszawą, tu się wychowaliśmy, wśród ludzi, którzy też są stąd. Natomiast nie chciałbym tego tak ograniczać, bo szanuję ludzi, którzy przyjeżdżają z wielu zakątków kraju i też się pewnie czują zaangażowanymi kibicami Legii. I ja bym im tego w życiu nie odbierał.&#xA;&#xA;Prawnik: Pytanie, czy Legia zawsze była frontem do Warszawy? Czy przez to, że była klubem wojskowym, i klubem „centralnym”, czy siłą rzeczy nie była klubem wrogim dla całego społeczeństwa?&#xA;&#xA;Inżynier: Z tego też wynika nienawiść do Legii w całej Polsce. I ludzie z poza Warszawy ziejący nienawiścią do Legii często używają tego argumentu, że Legia za komuny ściągała piłkarzy z innych klubów wcielając ich do wojska.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/-HVwsHDFRCo&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Czy stojąc na trybunie i śpiewając Niemena macie takie poczucie, że „to jest Warszawa!”?&#xA;&#xA;Prawnik: Wydaje mi się, że na takie sentymenty raczej młodsi ludzie są podatni. Mi to już wywietrzało trochę. Ale pamiętam, że jak zaczynałem chodzić na Legię to na mnie to bardzo działało. Jak byłem szczeniakiem to mnie podniecało to, że wchodzę ten dziki świat, podniecała mnie dzikość&#xA;&#xA;Żylety. Bo na początku chodziliśmy na Żyletę…&#xA;&#xA;Redaktor: I to wiele lat! Oczywiście jak byliśmy dzieciakami to bardziej chłonęliśmy klimaty, których teraz byśmy się nawet wstydzili. Nie mówię o zadymach, bo w nich nie uczestniczyliśmy, ale te różne przyśpiewki… ja mam wrażenie, że za dziesięć lat 90 procent tych ludzi, którzy uważają się teraz za wielkich, ostrych fanatyków, dojrzeje. Pojawią się rodziny, zaczną pracować, coś im się w głowach pozmienia. Mi marzy się taki włoski styl kibicowania, gdzie wszyscy się po prostu interesują, rozmawiają o swojej drużynie, omawiają skład w pracy. Gdzie dziadek lat siedemdziesiąt pójdzie ze swoim kumplem w niedzielę na piwko a potem na mecz. Żeby to nie było tak jednoznacznie kojarzone z tymi małolatami, którzy machają szalikami i odpalają race, a potem zakładają rodzinę i koniec kibicowania. Dla mnie to nie jest żaden fanatyzm. Dla mnie fanatyzm to jest to, że przez życie z tą drużyną idziesz.&#xA;&#xA;No to teraz podchwytliwe pytanie prowadzącego: ilu jest piłkarzy z Warszawy w Legii?&#xA;&#xA;Inżynier: Słabe. Przygotowałeś się, ale słabo.&#xA;&#xA;Prawnik: To nie jest jakaś specjalność warszawska. W większości klubów piłkarze są skądś…&#xA;&#xA;Inżynier: To jest trend ogólnoświatowy. I nie dotyczy to tylko miast, ale i reprezentacji narodowych.&#xA;&#xA;No właśnie, czy możecie to wyjaśnić. Jak można kibicować drużynie, którą uważa się za warszawską, i tę warszawskość ceni, jako tę małą ojczyznę, być może istotniejszą niż wspólnotę narodową, kiedy tak naprawdę jest to zbieranina piłkarzy, którzy z Warszawą nie mają nic wspólnego. Ciężko jest powiedzieć o nich „nasi chłopcy”?&#xA;&#xA;Inżynier: Ale my się nie wiążemy i nie identyfikujemy z piłkarzami! My nie kibicujemy piłkarzom!&#xA;&#xA;Prawnik: Moim zdaniem w Legii i w innych klubach panuje trójpodział. Tak jak w państwie masz władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.&#xA;&#xA;Kibice Legii dopingują swoją drużynę, w centrum flaga Żylety.&#xA;&#xA;Redaktor: Prawnik mówi!&#xA;&#xA;Prawnik: … Masz zarząd klubu, piłkarzy i kibiców. I wszyscy działają trochę obok siebie. Wszyscy są od siebie zależni i nawzajem się kontrolują. Tak jak w państwie. I trudno powiedzieć, że kibicujemy drużynie. Kibic kibicuje abstraktowi, czemuś idealnemu i wyobrażonemu. Klubowi z jego historią, z tym wszystkim, czym chciałby, aby ten klub był. Stąd przyśpiewka „Chuj z piłkarzami, hej Legia jesteśmy z wami”.&#xA;&#xA;Inżynier: „Chuj z wynikami…”&#xA;&#xA;Redaktor: Z piłkarzami też bywało, hehehe.&#xA;&#xA;Inżynier: „Legia to my”, tu mi bardziej pasuje.&#xA;&#xA;Prawnik: To jest wszystko taka gra pozorów. Niby piłkarze pokazują „elki” [ułożenie palców dłoni  w literę L – AJ], całują herb… ale mogliby grać gdzie indziej. Tak samo działacze, menadżerowie. To są ludzie najęci. A kibice też są trochę obok, chociaż mają wpływ na losy klubu, zdarzało się, że doprowadzali do zmian. Piłkarze w tym wszystkim to w sumie mają najmniej do powiedzenia. Legia, której my kibicujemy, to jest taki byt niematerialny, amalgamat historii, znaczeń, wydarzeń, przeżyć i emocji, i tego, co my niesiemy ze sobą, co zapisujemy na tej karcie od piętnastu lat. A piłkarze byli, są teraz tacy, potem będą inni… Jest takie powiedzenie: jakbym się interesował piłką nożną, to bym został piłkarzem, hahaha.&#xA;&#xA;Redaktor: [śmiech] ale to takie chuligańskie powiedzenie….&#xA;&#xA;A dlaczego Legia a nie Polonia?&#xA;&#xA;Redaktor: Wypluj to słowo!&#xA;&#xA;Wyplułem. Widzę, że się Inżynier krzywi, ale to jednak ciekawe.&#xA;&#xA;Inżynier: Może dla części fanatyków to jest nie do przyjęcia, ale to komu kibicujemy jest trochę kwestią przypadku. Zaczęliśmy rozmowę od tego, że pierwszy raz na Legię poszliśmy albo z ojcami, albo z kumplami. Jesteśmy w Warszawie, a tu Legia jest w zdecydowanej większości…&#xA;&#xA;Redaktor: Wychowałem się na Muranowie [niedaleko Konwiktorskiej]. Gdybym chodził do podstawówki 500 metrów dalej to niewykluczone, że nie byłbym kibicem Legii… kurwa, ja to autoryzuję! [śmiech]&#xA;&#xA;Prawnik: Nie to, że Legia jest w większości i poszliśmy na łatwiznę. W wieku 10 lat to nikt o tym po prostu nie myśli. Pójście na Legię było w pewien sposób naturalne.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/Yo7kHyjgWiw&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;A czy Polonia wam przeszkadza?&#xA;&#xA;Inżynier: Mi nie przeszkadza.&#xA;&#xA;Prawnik: Dla mnie to nawet mogłaby być zgoda z Polonią.&#xA;&#xA;Nienawiść kibiców klubów z jednego miasta jest wszędzie. To co dzieje się np. w Krakowie to jest skandaliczne. Ja tego nie rozumiem. Czy możecie mi to jak laikowi wytłumaczyć?&#xA;&#xA;Inżynier: Wydaje mi się, ze nie jesteśmy tego w stanie wytłumaczyć… Akurat w Warszawie struktura kibicowska jest specyficzna, bo Polonia prawie nie istnieje… W większości miast tzw. derbowych, przykładowo w Krakowie w Łodzi czy w Rzymie, jest bardziej równomierny podział wśród kibiców poszczególnych drużyn, tam jest rywalizacja. U nas tak naprawdę tego nie ma…&#xA;&#xA;No dobra, ale jest wojna, czy nie? Napierdalają się, czy nie?&#xA;&#xA;Redaktor: Napierdalają się.&#xA;&#xA;Czy wy, jako inteligenci, nie macie jakiegoś tu dysonansu… Że uczestniczycie w czymś, co u każdego z nas jak tu siedzimy powoduje pewien zgrzyt? Mamy dwa kluby warszawskie. Jednemu kibicujesz, jesteś z nim związany. Drugiemu nie kibicujesz, i niby ok. Ale jednak wojna jest, i że „Polonia to kurwa” można przeczytać na każdym murze… Czy nie razi was taka prymitywna, plemienna wojna?&#xA;&#xA;Prawnik: Ja mam dysonans ogromny.&#xA;&#xA;Redaktor: Wracając na chwile do wcześniejszego pytania – słowo „przeszkadza” może nie jest tu najtrafniejsze. Tu mógłbym przytoczyć to banalne może powiedzenie, że stadion to nie teatr i ja nie widzę powodów, żeby oklaskiwać przeciwników Legii. Jest w tym pewna magia, i trzeba znać granice, i te granice każdy stawia sobie niestety sam… w życiu bym nie powiedział, że nienawidzę Polonii, czy nie daj boże nie chciałbym, by ktoś kibiców Polonii bił. Natomiast taka rywalizacja, również ze złośliwościami , i również z pewnym poziomem agresji, dotyczącej i boiska, i trybun, mi nie przeszkadza. I wcale bym nie chciał, żeby Polonia była nawet druga.&#xA;&#xA;Inżynier: Rywalizacja, złośliwość… to jednak jest coś innego.&#xA;&#xA;Prawnik: Ja kibicuję Legii, a Polonia to jest dla mnie takie samo towarzystwo sportowe jak i Legia. Dla mnie Polonia może być i przed Legią, i może wygrać z nią dziesięć kolejnych meczów. Jaki ja mam stosunek do Polonii?? Żaden! Ja nie mogę jej ani nienawidzić, ani kochać. Czy jak Górnik Zabrze będzie przed Legią, to jest inaczej, niż jak Polonia będzie przed Legią?&#xA;&#xA;Inżynier: Oczywiście, że tak!&#xA;&#xA;Prawnik: Oczywiście, że nie!&#xA;&#xA;Inżynier: Mówisz, że Polonia mogłaby być przed Legią? No nie, bo dla Ciebie, jako kibica Legii, Legia powinna być zawsze na pierwszym miejscu!&#xA;&#xA;Jak rozumiem dla Prawnika nie ma różnicy między Górnikiem a Polonią, bo to jest po prostu inny klub, nie-Legia.&#xA;&#xA;Prawnik: Tak. Jeszcze do kwestii tego dysonansu wrócę. To się u nas wszystko bardzo zmieniło. Jak zacząłem chodzić na Legię, chodziliśmy na Żyletę… Nie pamiętam do końca co myśmy tam śpiewali, czy syczeli, ale to były straszne rzeczy. Ziałem nienawiścią, byłem młody głupi, i strasznie się tego wstydzę. To mi oczywiście wywietrzało z głowy. Być może trzeba to było przeżyć, żeby człowiek wiedział jaki był za młodu głupi, spojrzeć z perspektywy czasu i coś zrozumieć. Ja uważam, że to co robiliśmy było czasami haniebne. I teraz wiem, że to co kiedyś mówiłem na inne kluby nie ma żadnego sensu.&#xA;&#xA;Redaktor: Wydaje mi się, że zbyt dużą wagę przywiązujecie do tego co się dzieje na trybunach… ja nie mówię nawet o katowaniu ludzi na mieście, bo kibicują komuś innemu. To jest bandytyzm.&#xA;&#xA;Ale to się dzieje, i to ma podłoże kibicowskie.&#xA;&#xA;Zdjęcie kibiców Legii Warszawa dopingujących swój klub na stadionie przy Łazienkowskiej 3.&#xA;&#xA;Inżynier: Ale to też nie jest tak powszechne.&#xA;&#xA;Redaktor: Ale to jest norma, niestety. Tak, to prawda, to jest bandytyzm, i ludzie powinni za to do więzienia iść…&#xA;&#xA;Prawnik: Ale też ta drobna chuliganka, takie zaczepianie na mieście, takie wypisywanie tych głupot, te przyśpiewki…&#xA;&#xA;Redaktor: Tak, i też trzeba wspomnieć o tym najsłynniejszym antysemickim wybryku. Ja mam nadzieję, że już wtedy byliśmy na tyle dorośli, że tego nie krzyczeliśmy. To było syczenie, udawanie wpuszczanego gazu na meczu z Widzewem, przy wielkim transparencie „arbeit mach frei”. Natomiast ja pamiętam też bójki na podwórku. Pięciu stoi, kumple tego silniejszego, silniejszy katuje kolegę, wszyscy stoją zachwyceni. To nie jest tak, że te dzieciaki na stadionie zachowują się dużo gorzej niż poza stadionem. I nie chodzi o mecz czy kibicowanie, tylko zwyczajnie 7b bije się z 7c.&#xA;&#xA;Czyli uważasz, że fakt kibicowania jakiejś drużynie jest tylko pretekstem dla przemocy, która i tak by się wydarzyła?&#xA;&#xA;Redaktor: Nie chciałbym po prostu, aby te chamskie okrzyki, które nie mają najmniejszego znaczenia, kształtowały obraz kibiców i kibicowania.&#xA;&#xA;Prawnik: Tak, bo to odwraca Warszawę od Legii. Ten wylewający się prymitywizm, takie wylewające się prostactwo, niestety z większości kiboli…&#xA;&#xA;Inżynier: Ludzie z naszego środowiska dziwią się dlaczego chodzimy na Legię. Ale to też jest kwestia przekazu mediów. Przekaz jest taki, że kibic to jest bandyta.&#xA;&#xA;Redaktor: Ale też przyznajmy, że jest mega chamstwo. Choć dużo mniejsze niż było. Nas to bardziej razi teraz, bo jesteśmy starsi i bardziej dojrzali, a mimo to chodzimy. O tym też rozmawialiśmy ze sobą niejednokrotnie, jeszcze za czasów protestu, że temu chamstwu trzeba się przeciwstawiać.  Tu też warto przytoczyć akcję, jak Prawnik wisiał na płocie.&#xA;&#xA;O co chodziło w tym proteście?&#xA;&#xA;Prawnik: To było na początku obecności ITI, kiedy klub nie chciał się zgodzić na warunki stawiane przez grupy kibiców. My nawet nie wiemy do końca jakie były przyczyny i jakie to były żądania. Do nas docierały tylko takie oficjalne formułki, że klub nie chce działać z kibicami. Generalnie Żyleta za tzw. ochronę meczy oczekiwała konkretnych korzyści, swobodnego przemieszczania się po stadionie, pomieszczeń do przechowywania opraw, darmowych wejściówek i czego tam jeszcze, zresztą nie wiem tego dokładnie. Wraz z wejściem ITI zakończyło się to zblatowanie władz klubu i piłkarzy z wierchuszką stadionową. I to się wierchuszce nie podobało.&#xA;&#xA;A o co chodziło z płotem?&#xA;&#xA;Prawnik: Zaraz po śmierci Wejcherta, po „minucie ciszy” na stadionie Staruch zaintonował słynne: „Jeszcze jeden!” [w ówczesnym kontekście było to życzenie śmierci drugiej najważniejszej figurze w ITI, czyli Mariuszowi Walterowi – AJ]. Wyraziłem wówczas swoją dezaprobatę w kierunku Żylety, kierując ostre słowa w ich stronę, hehe.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/2UpycvTebSY&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;480&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Inżynier: Prawnik to dość skromnie przedstawia. A wyglądało to tak, że rzucił się na płot i nieźle tym baranom nawrzucał. Wtedy akurat był remont stadionu, i wszyscy, łącznie z Żyletą, upchnięci byli na jednej trybunie. Zresztą koło nas też siedzieli goście z „ITI spierdalaj” na ustach.&#xA;&#xA;Redaktor: Warto pokazać, że na mecze chodzą tacy też ludzie jak my. Dlatego właśnie ja chodzę po mieście w szaliku Legii. Jeżeli my odpuścimy, i odpuszczą tacy jak my, to ten stadion jeszcze bardziej schamieje. A mam wrażenie, że na nowym stadionie, na naszej trybunie są ludzie, za których nie muszę się wstydzić.&#xA;&#xA;Inżynier: Ale my chodzimy na inną trybunę i za inne pieniądze.&#xA;&#xA;Redaktor: Niby tak, ale czy mogę wbić szpilę Lechowi? Byliśmy na podobnej trybunie na Lechu w Poznaniu, jak grał z Widzewem Łódź, dwa, trzy lata temu. I te chłopki za nami przecież wyli o Żydach. Trzy lata temu, na bogatej trybunie! U nas coś takiego jednak jest nie do pomyślenia!&#xA;&#xA;CDN! Już niebawem na naszych łamach druga część wywiadu. A w niej m.in. o nowym stadionie, promocji miasta przez klub, modern football,  gentryfikacji i stratyfikacji trybun, zadymach, Żylecie, wizerunku kibiców, patriotyzmie i nacjonalizmie.&#xA;&#xA;Wszystkie zdjęcia w tej publikacji pochodzą z legia.com i zostały wykorzystane za zgodą klubu.&#xA;&#xA;#elegancko #śródmieście&#xA;&#xA;aut. #andrzejjędrzejczak&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/cHNPuiemCK1R/NZ82eyYaGZHYzw3wUCatYdSjuC7q9JfwT06h3qO9.jpg" alt="legia1"></p>

<p>Andrzej Jędrzejczak</p>

<p>7 lutego 2014</p>

<p>Spotykamy się w mieszkaniu na ostatnim piętrze punktowca na Powiślu. Widok z balkonu wybitnie wielkomiejski – światła ulic, linia średnicowa, rozświetlony Stadion Narodowy. Rozmawiamy na temat arcywarszawski – o Legii Warszawa. O tym, jak zostaje się kibicem i czy Polonia powinna być zawsze druga. O fanatykach i chuliganach. O warszawskości, grzybobraniu i niekibicowaniu piłkarzom. Moimi rozmówcami są inżynier, redaktor oraz prawnik prowadzący własne przedsiębiorstwo.  Ludzie światli, wykształceni i w świecie bywali.</p>



<p><strong>Co to jest grzybobranie?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Żeby nie wyszło, że jesteśmy specjalistami w tym zakresie, bo jesteśmy z dala od tych klimatów.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> To jest ustawka w lesie. Tak jest to nazywane na forach internetowych.</p>

<p><strong>Przed tym wywiadem padało takie hasło: jesteśmy fanatykami.</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ja się czuję fanatykiem. Nieważne co piszą gazety, jak opisują „fanatyków”. Nieważne, że fanatykami nazywają się chłopcy z Żylety, którzy jeżdżą na wszystkie wyjazdy i piorą się po mordach…</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Z perspektywy chłopców z Żylety to my nie jesteśmy żadnymi fanatykami, tylko popcornami. [Popcorn, pikol, piknik – kibic niedzielny, nie darzony specjalnym szacunkiem- AJ] Gdy nasi znajomi, którzy nie mają kompletnie nic wspólnego z Legią, usłyszą że chodzę na każdy mecz, i jeszcze zabieram syna, to już to dla nich jest dziwne i fanatyczne. Fanatyzm chyba zależy od tego, ile jesteś w stanie poświęcić, żeby na meczu się pojawić.</p>

<p><strong>Jak zostaje się kibicem Legii?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Pamiętam jak byłem na stadionie z ojcem w [19]95 roku, czyli niedługo minie dwadzieścia lat. To było coś nieuchronnego, prędzej czy później to się musiało stać. Nie znam nikogo, kto by ot tak przyszedł na Łazienkowską, bo nagle poczuł sam z siebie wielką potrzebę zobaczenia meczu Legii. Dla młodych chłopaków, 13-sto, 14-stoletnich to była swego rodzaju presja środowiska. I tak było w moim przypadku. Oczywiście wiedziałem wcześniej co to jest Legia, wszyscy na podwórku o tym mówili, tylko to były dla mnie jakieś opowieści z dalekich krajów, Karol May po prostu.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ja bardzo źle trafiłem. Pierwszy mecz, porażka, pamiętam do dzisiaj, sezon 91/92 albo 93, mecz ze Śląskiem Wrocław, przegraliśmy 0:2. Wszystko to co mówi Prawnik jest prawdą, ale jednak ten pierwszy przebłysk był przed telewizorem. Słynne mecze z Samptodorią i z Manchesterem, ostatnie wielkie podrygi Legii w Pucharach. Wtedy padło hasło do ojca: zabierz mnie na mecz! Pierwsze dwa, trzy mecze na stadionie widziałem z ojcem. Dość szybko rodzice pozwolili mi chodzić z kolegami. Mama się oczywiście bała, natomiast tata jest z Mokotowa, z Czerniakowa, wychowany na Legii, czuł klimat.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Mój Tata nie interesował się piłką. Mecze z Sampdorią i Manchesterem oglądałem na małym czarno-białym telewizorku turystycznym… tak naprawdę jako dzieciak zaczynając „przygodę z Legią”, miałem przede wszystkim przygodę z piłką nożną, w podstawówce głównie w nią grałem…</p>

<p><strong>Podobno byłeś wschodzącą gwiazdą Poloneza Warszawa…</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Podobno… niestety, kontuzja przerwała tę wspaniale zapowiadającą się karierę (śmiech)… ale Legia zawsze była gdzieś blisko, a na mecze zacząłem chodzić w liceum.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/vfjhhPT2Uq8" width="640" height="480" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Podsumowując, 1993 – 95 rok, chodzicie na Legię koło 20 lat.</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> I to bardzo regularnie</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Widzieliśmy prawie wszystko na Legii. I to najlepsze i to najgorsze. Choć nie jesteśmy wyjazdowcami.</p>

<p><strong>Ale byliście w Wilnie, Bukareszcie, w Rzymie…</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> To są raczej takie wycieczki. Nie jeździmy za Legią na mecze do Wodzisławia, ani nawet do Łodzi.</p>

<p><strong>Jesteście warszawiakami. Na ile jest to element waszej tożsamości?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Każdy z nas jest warszawiakiem. Jako ludzie dorośli, wykształceni i w cudzysłowie „oświeceni” interesujemy się miejscem, w którym mieszkamy. W sensie bardzo małej społeczności i trochę większej. Warszawa mnie ukształtowała.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> W momentach, kiedy coś się dzieje w Polsce w sensie społecznym, politycznym, co mi bardzo nie odpowiada, chciałbym mówić, że jestem warszawiakiem i europejczykiem. Nawet omijając polskość w swoim o sobie myśleniu. Bardziej czuję się związany z małą ojczyzną niż z całym narodem.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ja urodziłem się w Warszawie, mam korzenie rodzinne w Warszawie. Podpisuję się pod tym, co powiedział Prawnik.</p>

<p><strong>Czy kibicowanie Legii kojarzycie z warszawskością? Piłka piłką, ale Legia to jest klub warszawski…</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ja zawsze kojarzyłem klub z miejscem zamieszkania i miejscem urodzenia. Warszawa – Legia to było jednoznaczne.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Moi rodzice nie pochodzą z Warszawy, są z kresów, nie mieli nigdy z Warszawą związków. I ja, przynajmniej na początku, nie postrzegałem tej warszawskości. Teraz dopiero bardzo mocno się podkreśla identyfikację Legii z Warszawą, z etosem Powstania Warszawskiego, ten cały smrodek został doklejony. Kiedyś nie śpiewało się „Snu o Warszawie”. Nie wiązało się tak mocno klubu z miastem, Legia zawsze była trochę obok.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/8xdoicPWCHwm/CSkCDOLrWBnhot5dC7Q6gjzWPc0bbg6mu1sSttnX.webp" alt="legia2"></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ja mam jednak wrażenie, że nie możemy tego jednoznacznie stwierdzić w tym momencie. Nie wiem, czy jako 12sto-, 13stolatki mieliśmy tego świadomość. Ja jako warszawiak zawsze się identyfikowałem.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> U mnie byli np. kibice Widzewa na podwórku, i z tego co wiem na Ursynowie nie było to odosobnione. Jasne, ja nie mam takiego stosunku do kibicowania jak mój brat, który kibicuje Barcelonie… On się interesuje Barceloną, bo Barcelona fajnie gra. Dla mnie nie ma znaczenia jak Legia akurat gra, czy gra piach, czy spadnie do piątej ligi, bo i tak będę jej kibicem. Piłka nie stanowi dla mnie clue.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Zwróć uwagę, że Legia jest być może najpopularniejszym klubem w Polsce. Mówimy o utożsamianiu Legii z Warszawą, a jest kupa ludzi, którzy przyjeżdżają na mecz powiedzmy 400 km z jakiegoś Kołobrzegu. Zobacz ile jest flag na trybunach, fanklubów, ile jest ludzi z różnych stron Polski na forach. My oczywiście utożsamiamy Legię z Warszawą, tu się wychowaliśmy, wśród ludzi, którzy też są stąd. Natomiast nie chciałbym tego tak ograniczać, bo szanuję ludzi, którzy przyjeżdżają z wielu zakątków kraju i też się pewnie czują zaangażowanymi kibicami Legii. I ja bym im tego w życiu nie odbierał.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Pytanie, czy Legia zawsze była frontem do Warszawy? Czy przez to, że była klubem wojskowym, i klubem „centralnym”, czy siłą rzeczy nie była klubem wrogim dla całego społeczeństwa?</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Z tego też wynika nienawiść do Legii w całej Polsce. I ludzie z poza Warszawy ziejący nienawiścią do Legii często używają tego argumentu, że Legia za komuny ściągała piłkarzy z innych klubów wcielając ich do wojska.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/-HVwsHDFRCo" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Czy stojąc na trybunie i śpiewając Niemena macie takie poczucie, że „to jest Warszawa!”?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Wydaje mi się, że na takie sentymenty raczej młodsi ludzie są podatni. Mi to już wywietrzało trochę. Ale pamiętam, że jak zaczynałem chodzić na Legię to na mnie to bardzo działało. Jak byłem szczeniakiem to mnie podniecało to, że wchodzę ten dziki świat, podniecała mnie dzikość</p>

<p><strong>Żylety. Bo na początku chodziliśmy na Żyletę…</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> I to wiele lat! Oczywiście jak byliśmy dzieciakami to bardziej chłonęliśmy klimaty, których teraz byśmy się nawet wstydzili. Nie mówię o zadymach, bo w nich nie uczestniczyliśmy, ale te różne przyśpiewki… ja mam wrażenie, że za dziesięć lat 90 procent tych ludzi, którzy uważają się teraz za wielkich, ostrych fanatyków, dojrzeje. Pojawią się rodziny, zaczną pracować, coś im się w głowach pozmienia. Mi marzy się taki włoski styl kibicowania, gdzie wszyscy się po prostu interesują, rozmawiają o swojej drużynie, omawiają skład w pracy. Gdzie dziadek lat siedemdziesiąt pójdzie ze swoim kumplem w niedzielę na piwko a potem na mecz. Żeby to nie było tak jednoznacznie kojarzone z tymi małolatami, którzy machają szalikami i odpalają race, a potem zakładają rodzinę i koniec kibicowania. Dla mnie to nie jest żaden fanatyzm. Dla mnie fanatyzm to jest to, że przez życie z tą drużyną idziesz.</p>

<p><strong>No to teraz podchwytliwe pytanie prowadzącego: ilu jest piłkarzy z Warszawy w Legii?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Słabe. Przygotowałeś się, ale słabo.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> To nie jest jakaś specjalność warszawska. W większości klubów piłkarze są skądś…</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> To jest trend ogólnoświatowy. I nie dotyczy to tylko miast, ale i reprezentacji narodowych.</p>

<p><strong>No właśnie, czy możecie to wyjaśnić. Jak można kibicować drużynie, którą uważa się za warszawską, i tę warszawskość ceni, jako tę małą ojczyznę, być może istotniejszą niż wspólnotę narodową, kiedy tak naprawdę jest to zbieranina piłkarzy, którzy z Warszawą nie mają nic wspólnego. Ciężko jest powiedzieć o nich „nasi chłopcy”?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ale my się nie wiążemy i nie identyfikujemy z piłkarzami! My nie kibicujemy piłkarzom!</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Moim zdaniem w Legii i w innych klubach panuje trójpodział. Tak jak w państwie masz władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/yqgNJIbthFFo/OvI9NHITmt5YuiZJGyX0Oz3GXoFoGqE7gRu6Ce88.webp" alt="Kibice Legii dopingują swoją drużynę, w centrum flaga Żylety."></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Prawnik mówi!</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> … Masz zarząd klubu, piłkarzy i kibiców. I wszyscy działają trochę obok siebie. Wszyscy są od siebie zależni i nawzajem się kontrolują. Tak jak w państwie. I trudno powiedzieć, że kibicujemy drużynie. Kibic kibicuje abstraktowi, czemuś idealnemu i wyobrażonemu. Klubowi z jego historią, z tym wszystkim, czym chciałby, aby ten klub był. Stąd przyśpiewka „Chuj z piłkarzami, hej Legia jesteśmy z wami”.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> „Chuj z wynikami…”</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Z piłkarzami też bywało, hehehe.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> „Legia to my”, tu mi bardziej pasuje.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> To jest wszystko taka gra pozorów. Niby piłkarze pokazują „elki” [ułożenie palców dłoni  w literę L – AJ], całują herb… ale mogliby grać gdzie indziej. Tak samo działacze, menadżerowie. To są ludzie najęci. A kibice też są trochę obok, chociaż mają wpływ na losy klubu, zdarzało się, że doprowadzali do zmian. Piłkarze w tym wszystkim to w sumie mają najmniej do powiedzenia. Legia, której my kibicujemy, to jest taki byt niematerialny, amalgamat historii, znaczeń, wydarzeń, przeżyć i emocji, i tego, co my niesiemy ze sobą, co zapisujemy na tej karcie od piętnastu lat. A piłkarze byli, są teraz tacy, potem będą inni… Jest takie powiedzenie: jakbym się interesował piłką nożną, to bym został piłkarzem, hahaha.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> [śmiech] ale to takie chuligańskie powiedzenie….</p>

<p><strong>A dlaczego Legia a nie Polonia?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Wypluj to słowo!</p>

<p><strong>Wyplułem. Widzę, że się Inżynier krzywi, ale to jednak ciekawe.</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Może dla części fanatyków to jest nie do przyjęcia, ale to komu kibicujemy jest trochę kwestią przypadku. Zaczęliśmy rozmowę od tego, że pierwszy raz na Legię poszliśmy albo z ojcami, albo z kumplami. Jesteśmy w Warszawie, a tu Legia jest w zdecydowanej większości…</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Wychowałem się na Muranowie [niedaleko Konwiktorskiej]. Gdybym chodził do podstawówki 500 metrów dalej to niewykluczone, że nie byłbym kibicem Legii… kurwa, ja to autoryzuję! [śmiech]</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Nie to, że Legia jest w większości i poszliśmy na łatwiznę. W wieku 10 lat to nikt o tym po prostu nie myśli. Pójście na Legię było w pewien sposób naturalne.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/Yo7kHyjgWiw" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>A czy Polonia wam przeszkadza?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Mi nie przeszkadza.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Dla mnie to nawet mogłaby być zgoda z Polonią.</p>

<p><strong>Nienawiść kibiców klubów z jednego miasta jest wszędzie. To co dzieje się np. w Krakowie to jest skandaliczne. Ja tego nie rozumiem. Czy możecie mi to jak laikowi wytłumaczyć?</strong></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Wydaje mi się, ze nie jesteśmy tego w stanie wytłumaczyć… Akurat w Warszawie struktura kibicowska jest specyficzna, bo Polonia prawie nie istnieje… W większości miast tzw. derbowych, przykładowo w Krakowie w Łodzi czy w Rzymie, jest bardziej równomierny podział wśród kibiców poszczególnych drużyn, tam jest rywalizacja. U nas tak naprawdę tego nie ma…</p>

<p><strong>No dobra, ale jest wojna, czy nie? Napierdalają się, czy nie?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Napierdalają się.</p>

<p><strong>Czy wy, jako inteligenci, nie macie jakiegoś tu dysonansu… Że uczestniczycie w czymś, co u każdego z nas jak tu siedzimy powoduje pewien zgrzyt? Mamy dwa kluby warszawskie. Jednemu kibicujesz, jesteś z nim związany. Drugiemu nie kibicujesz, i niby ok. Ale jednak wojna jest, i że „Polonia to kurwa” można przeczytać na każdym murze… Czy nie razi was taka prymitywna, plemienna wojna?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Ja mam dysonans ogromny.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Wracając na chwile do wcześniejszego pytania – słowo „przeszkadza” może nie jest tu najtrafniejsze. Tu mógłbym przytoczyć to banalne może powiedzenie, że stadion to nie teatr i ja nie widzę powodów, żeby oklaskiwać przeciwników Legii. Jest w tym pewna magia, i trzeba znać granice, i te granice każdy stawia sobie niestety sam… w życiu bym nie powiedział, że nienawidzę Polonii, czy nie daj boże nie chciałbym, by ktoś kibiców Polonii bił. Natomiast taka rywalizacja, również ze złośliwościami , i również z pewnym poziomem agresji, dotyczącej i boiska, i trybun, mi nie przeszkadza. I wcale bym nie chciał, żeby Polonia była nawet druga.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Rywalizacja, złośliwość… to jednak jest coś innego.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Ja kibicuję Legii, a Polonia to jest dla mnie takie samo towarzystwo sportowe jak i Legia. Dla mnie Polonia może być i przed Legią, i może wygrać z nią dziesięć kolejnych meczów. Jaki ja mam stosunek do Polonii?? Żaden! Ja nie mogę jej ani nienawidzić, ani kochać. Czy jak Górnik Zabrze będzie przed Legią, to jest inaczej, niż jak Polonia będzie przed Legią?</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Oczywiście, że tak!</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Oczywiście, że nie!</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Mówisz, że Polonia mogłaby być przed Legią? No nie, bo dla Ciebie, jako kibica Legii, Legia powinna być zawsze na pierwszym miejscu!</p>

<p><strong>Jak rozumiem dla Prawnika nie ma różnicy między Górnikiem a Polonią, bo to jest po prostu inny klub, nie-Legia.</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Tak. Jeszcze do kwestii tego dysonansu wrócę. To się u nas wszystko bardzo zmieniło. Jak zacząłem chodzić na Legię, chodziliśmy na Żyletę… Nie pamiętam do końca co myśmy tam śpiewali, czy syczeli, ale to były straszne rzeczy. Ziałem nienawiścią, byłem młody głupi, i strasznie się tego wstydzę. To mi oczywiście wywietrzało z głowy. Być może trzeba to było przeżyć, żeby człowiek wiedział jaki był za młodu głupi, spojrzeć z perspektywy czasu i coś zrozumieć. Ja uważam, że to co robiliśmy było czasami haniebne. I teraz wiem, że to co kiedyś mówiłem na inne kluby nie ma żadnego sensu.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Wydaje mi się, że zbyt dużą wagę przywiązujecie do tego co się dzieje na trybunach… ja nie mówię nawet o katowaniu ludzi na mieście, bo kibicują komuś innemu. To jest bandytyzm.</p>

<p><strong>Ale to się dzieje, i to ma podłoże kibicowskie.</strong></p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/edEB1Fii2Shj/X6rwO7lkwbzAcTYxBgrQ4jZs6j9hTBFi0Axu6SIV.webp" alt="Zdjęcie kibiców Legii Warszawa dopingujących swój klub na stadionie przy Łazienkowskiej 3."></p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ale to też nie jest tak powszechne.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ale to jest norma, niestety. Tak, to prawda, to jest bandytyzm, i ludzie powinni za to do więzienia iść…</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Ale też ta drobna chuliganka, takie zaczepianie na mieście, takie wypisywanie tych głupot, te przyśpiewki…</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Tak, i też trzeba wspomnieć o tym najsłynniejszym antysemickim wybryku. Ja mam nadzieję, że już wtedy byliśmy na tyle dorośli, że tego nie krzyczeliśmy. To było syczenie, udawanie wpuszczanego gazu na meczu z Widzewem, przy wielkim transparencie „arbeit mach frei”. Natomiast ja pamiętam też bójki na podwórku. Pięciu stoi, kumple tego silniejszego, silniejszy katuje kolegę, wszyscy stoją zachwyceni. To nie jest tak, że te dzieciaki na stadionie zachowują się dużo gorzej niż poza stadionem. I nie chodzi o mecz czy kibicowanie, tylko zwyczajnie 7b bije się z 7c.</p>

<p><strong>Czyli uważasz, że fakt kibicowania jakiejś drużynie jest tylko pretekstem dla przemocy, która i tak by się wydarzyła?</strong></p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Nie chciałbym po prostu, aby te chamskie okrzyki, które nie mają najmniejszego znaczenia, kształtowały obraz kibiców i kibicowania.</p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Tak, bo to odwraca Warszawę od Legii. Ten wylewający się prymitywizm, takie wylewające się prostactwo, niestety z większości kiboli…</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ludzie z naszego środowiska dziwią się dlaczego chodzimy na Legię. Ale to też jest kwestia przekazu mediów. Przekaz jest taki, że kibic to jest bandyta.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Ale też przyznajmy, że jest mega chamstwo. Choć dużo mniejsze niż było. Nas to bardziej razi teraz, bo jesteśmy starsi i bardziej dojrzali, a mimo to chodzimy. O tym też rozmawialiśmy ze sobą niejednokrotnie, jeszcze za czasów protestu, że temu chamstwu trzeba się przeciwstawiać.  Tu też warto przytoczyć akcję, jak Prawnik wisiał na płocie.</p>

<p><strong>O co chodziło w tym proteście?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> To było na początku obecności ITI, kiedy klub nie chciał się zgodzić na warunki stawiane przez grupy kibiców. My nawet nie wiemy do końca jakie były przyczyny i jakie to były żądania. Do nas docierały tylko takie oficjalne formułki, że klub nie chce działać z kibicami. Generalnie Żyleta za tzw. ochronę meczy oczekiwała konkretnych korzyści, swobodnego przemieszczania się po stadionie, pomieszczeń do przechowywania opraw, darmowych wejściówek i czego tam jeszcze, zresztą nie wiem tego dokładnie. Wraz z wejściem ITI zakończyło się to zblatowanie władz klubu i piłkarzy z wierchuszką stadionową. I to się wierchuszce nie podobało.</p>

<p><strong>A o co chodziło z płotem?</strong></p>

<p><strong>Prawnik:</strong> Zaraz po śmierci Wejcherta, po „minucie ciszy” na stadionie Staruch zaintonował słynne: „Jeszcze jeden!” [w ówczesnym kontekście było to życzenie śmierci drugiej najważniejszej figurze w ITI, czyli Mariuszowi Walterowi – AJ]. Wyraziłem wówczas swoją dezaprobatę w kierunku Żylety, kierując ostre słowa w ich stronę, hehe.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/2UpycvTebSY" width="640" height="480" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>Inżynier:</strong> Prawnik to dość skromnie przedstawia. A wyglądało to tak, że rzucił się na płot i nieźle tym baranom nawrzucał. Wtedy akurat był remont stadionu, i wszyscy, łącznie z Żyletą, upchnięci byli na jednej trybunie. Zresztą koło nas też siedzieli goście z „ITI spierdalaj” na ustach.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Warto pokazać, że na mecze chodzą tacy też ludzie jak my. Dlatego właśnie ja chodzę po mieście w szaliku Legii. Jeżeli my odpuścimy, i odpuszczą tacy jak my, to ten stadion jeszcze bardziej schamieje. A mam wrażenie, że na nowym stadionie, na naszej trybunie są ludzie, za których nie muszę się wstydzić.</p>

<p><strong>Inżynier:</strong> Ale my chodzimy na inną trybunę i za inne pieniądze.</p>

<p><strong>Redaktor:</strong> Niby tak, ale czy mogę wbić szpilę Lechowi? Byliśmy na podobnej trybunie na Lechu w Poznaniu, jak grał z Widzewem Łódź, dwa, trzy lata temu. I te chłopki za nami przecież wyli o Żydach. Trzy lata temu, na bogatej trybunie! U nas coś takiego jednak jest nie do pomyślenia!</p>

<p>CDN! Już niebawem na naszych łamach druga część wywiadu. A w niej m.in. o nowym stadionie, promocji miasta przez klub, modern football,  gentryfikacji i stratyfikacji trybun, zadymach, Żylecie, wizerunku kibiców, patriotyzmie i nacjonalizmie.</p>

<p>Wszystkie zdjęcia w tej publikacji pochodzą z legia.com i zostały wykorzystane za zgodą klubu.</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a> <a href="/panskaskorka/tag:%C5%9Br%C3%B3dmie%C5%9Bcie" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">śródmieście</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:andrzejj%C4%99drzejczak" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">andrzejjędrzejczak</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/rozmowy-o-legii-czesc-pierwsza</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:59:48 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>DRESARIUSZ WARSZAWSKI</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/dresariusz-warszawski</link>
      <description>&lt;![CDATA[dresariusz&#xA;&#xA;Maciek Organiściak&#xA;&#xA;4 lutego 2014&#xA;&#xA;Po krótkim opisie Warszawskich Jaćwingów, zdecydowałem się sięgnąć po kolejną ważną dla tożsamości Stolicy grupę. Dresiarzy. Kim jest dresiarz? Czy tylko miłośnikiem tzw. szelestu? Konsumpcjonistą idealnym (wyznawcą największych marek tekstylnych)? Bandziorem? Sportowcem? Jedno jest pewne, dresiarska brać to nie monolit jak mogłoby się wydawać. Od jakiego dresa dostaniesz w nos, który Cię okradnie, a który postawi Ci taniego browarka – w tym rozróżnieniu ten artykuł, drogi czytelniku, może Ci pomóc.&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;dres&#xA;&#xA;1. Dres oldskulowy&#xA;Poznasz go po grzywce na czubku wygolonej głowy, złotym łancuchu na nadgarstku i oczywiście oldskulowym dresie – który dla niego samego oldskulowym nie jest, tylko właśnie tym właściwym. Gatunek w zasadzie już nie spotykany, kiedyś często widywany na zakupach w okolicach stadionu X-lecia, albo bardziej swojsko “Jarmarku Europa”. To oni najprawdopodobniej wylansowali klapki Kubota noszone z beżowymi skarpetami frotte. Bądźmy im za to wdzięczni. Oldskulowy dres słucha disco-polo, tego najbardziej progresywnego, o mocnym zabarwieniu erotycznym (disco-polo truskulowego?).&#xA; &#xA;2. Dres hiphopowy&#xA;Niby ziomal, a jednak nie do końca, niby spodnie luźne, ale dresy. Pod koniec lat 90tych nadeszły czasy, w których dresiarze oldskulowi przestali gnębić ludzi z “krokiem w kolanach”. Nadszedł rozejm. Owocem tego rozejmu jest hybryda hiphopowca z dresem. Hybryda ta nosi luźne dresy, czapki z daszkiem, czasami buty na deskorolkę. Z biegiem lat styl dresa hiphopowego upodobnił się trochę do tego z paryskich banlieux (być może na fali kolaboracji polskich ulicznych raperów z francuskimi). Niestety, ten gatunek także często pokątnie słucha disco-polo.&#xA; &#xA;3. Dres młody&#xA;To ten dres, od którego dostaniesz z tzw. liścia pod sklepem nocnym. To ten dres, który zachowuje się głośno i agresywnie. To ten dres, który wyzywa starsze panie. To ten dres, któremu masz ochotę przywalić i nie byłoby to zbyt niebezpieczne, ponieważ zazwyczaj to młody, bardzo chudy osobnik, który nadrabia brak tężyzny fizycznej agresją i butą. Uczestnik zarówno Marszu Wyzwolenia Konopi jak i Marszu Niepodległości. Wyżywa się na drzewkach. Nie ma hamulców, ideałów, śmierdzi potem i słucha hiphopu (lub hardbassu) z komórki w autobusie.&#xA; &#xA;4. Złota dresiara&#xA;Podobno nie wszystko złoto, co się świeci, ale z drugiej strony czystego złota rdza się nie ima. W ciągu dnia złota dresiara misternie klei tipsy. W nocy przeistacza się w imprezową bestię, skąpaną w złocie. Jej pikowana kurtka odsłaniająca pępek, z futerkiem okalającym kaptur, zawstydziła by samego króla Midasa. Kiedyś tleniła włosy na blond, od kilku lat farbuje na kruczoczarny. Szpachluje samoopalaczem areały gdzie promienie solarium działają słabiej. Kiedyś nosiła białe kozaki, teraz rzadziej, bo w internecie się z niej wyśmiewali. Czasami nosi małego, białego pieska w torebce Lois Viton. Chciałaby być w następnej edycji Warsaw Shore.&#xA;&#xA;dres&#xA;&#xA;5. Dres półmenel&#xA;Po strzępkach dresu widać dawny splendor. Raczej gawędziarz niż agresor. Poprosi cię szczerze o dorzucenie się do browara. Uspokoi ewentualnych młodych dresów, w razie sytuacji zapalnej. Pomoże starszej pani przejść przez ulicę. Opowie historię lub dowcip. Zdolny do udzielenia fangi w nos w wypadku niekulturalnego zachowania. Jest nostalgiczny. Niezbyt wybredny w kwestii muzyki.&#xA; &#xA;6. Dres przyjacielski&#xA;Dres przyjacielski to sympatyczny, często pulchny człowiek, o twarzy dziecka. Wychował się w okolicy gdzie byli tylko dresiarze; musiał się dostosować. Pomaga mamie w pracach domowych, marzy o swojej rodzinie. Czasami występuje w wersji bardzo muskularnej i wielkogabarytowej (wtedy zazwyczaj zdrabnia twoje imię). Poczciwy, choć czasem stara się utrzymać pozory rozrabiaki.&#xA; &#xA;7. Dres hipster&#xA;Masz vintage bluzę z trzema paskami, albo dzikim kotem? Słuchasz Fisza? Masz czapkę truckerkę? Z pewnością jesteś dresem-hipsterem. Pijesz czeskie piwo i masz brodę a la Abraham Lincoln, jeśli jesteś kolesiem. Jeśli jesteś kolesiówą to zapewne nosisz kolczyki “duże koła”, twoją soulową siostrą jest Erykah Badu i nosisz superstary. Gatunek ostatnio rzadko spotykany, ale to może się zmienić, welurowe dresy ponoć wracają. Missy Elliot.&#xA;&#xA;dres&#xA;&#xA;8. Dres metroseksualny&#xA;Kto powiedział, że dresiarz ma być niezadbany? Żeby być dresiarzem, nie musisz być lujem rodem z książek Witkowskiego. Dres metroseksualny ma wyregulowane brwi, cerę śniadą niczym saracen (chociaż z solarium) i fryzurę na “wyspę”. Nosi opięte kurtki, dresy wpuszczone w nienagannie białe podciągnięte skarpetki wystające z czystych sportowych butów do biegania (zazwyczaj z jakimś mocnym akcentem, np. srebrnymi fragmentami). Jest wysportowany, ale nie napakowany, robi “na rzeźbę”. Styl ubierania podgapiał na saksach w Londynie. Słucha popu, lajtowego techno i Skrillexa.&#xA; &#xA;9. Dresiara hardkorowa&#xA;W Europie od dłuższego czasu obserwuje się wzrastającą agresję wśród kobiet, a my, Polacy jak to my, depczemy reszcie Europy po piętach. Dresiara hardkorowa, to przeciwieństwo dresa metroseksualnego pod względem ubioru. Da Ci w zęby przy najbliższej okazji. Mimo że często nie jest młoda, agresją dorównuje młodemu dresiarzowi. Potrąca ludzi z bara. Ma podkrążone oczy bo pali za dużo papierosów.&#xA; &#xA;10. Dres elegant&#xA;Elegancja wiele ma imion. Dresa eleganta zobaczysz w klubie Capitol, gdzie nie będzie miał na sobie dresu. Zazwyczaj ma krótkie włosy postawione na żel, koszulę w prążki rozpiętą do czwartego guzika, “wycierane” dżinsowe spodnie i skórzane buty z pokaźnym czubem. Jest zazwyczaj słusznej postury bo pije dużo browarów i zjada dużo kebabów. Jeśli jesteś innej płci niż on, będzie Cię nachalnie podrywał i stawiał Ci drinki. Udaje przedsiębiorcę. Oprócz niezdrowo wysokiego libido, sprośnych żartów i frykcyjnych ruchów na parkiecie, to czasami sympatyczny typ.&#xA;Które typy dresiarzy są wam znajome? Które ulubione? Może o jakimś zapomniałem?&#xA;&#xA;#elegancko #frajersko&#xA;&#xA;aut. #maciekorganiściak&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/h2QtkgSRtIVk/TANmhKyxYIFvTyDdFXKuQol1hP42qY45qswIv87W.png" alt="dresariusz"></p>

<p>Maciek Organiściak</p>

<p>4 lutego 2014</p>

<p>Po krótkim opisie Warszawskich Jaćwingów, zdecydowałem się sięgnąć po kolejną ważną dla tożsamości Stolicy grupę. Dresiarzy. Kim jest dresiarz? Czy tylko miłośnikiem tzw. szelestu? Konsumpcjonistą idealnym (wyznawcą największych marek tekstylnych)? Bandziorem? Sportowcem? Jedno jest pewne, dresiarska brać to nie monolit jak mogłoby się wydawać. Od jakiego dresa dostaniesz w nos, który Cię okradnie, a który postawi Ci taniego browarka – w tym rozróżnieniu ten artykuł, drogi czytelniku, może Ci pomóc.</p>



<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/7Q2071FE5gM3/rL0RcKpKJHB7KZGn1BDZn90fPfRCo1afwWTuBiyz.webp" alt="dres"></p>

<p><strong>1. Dres oldskulowy</strong>
Poznasz go po grzywce na czubku wygolonej głowy, złotym łancuchu na nadgarstku i oczywiście oldskulowym dresie – który dla niego samego oldskulowym nie jest, tylko właśnie tym właściwym. Gatunek w zasadzie już nie spotykany, kiedyś często widywany na zakupach w okolicach stadionu X-lecia, albo bardziej swojsko “Jarmarku Europa”. To oni najprawdopodobniej wylansowali klapki Kubota noszone z beżowymi skarpetami frotte. Bądźmy im za to wdzięczni. Oldskulowy dres słucha disco-polo, tego najbardziej progresywnego, o mocnym zabarwieniu erotycznym (disco-polo truskulowego?).</p>

<p><strong>2. Dres hiphopowy</strong>
Niby ziomal, a jednak nie do końca, niby spodnie luźne, ale dresy. Pod koniec lat 90tych nadeszły czasy, w których dresiarze oldskulowi przestali gnębić ludzi z “krokiem w kolanach”. Nadszedł rozejm. Owocem tego rozejmu jest hybryda hiphopowca z dresem. Hybryda ta nosi luźne dresy, czapki z daszkiem, czasami buty na deskorolkę. Z biegiem lat styl dresa hiphopowego upodobnił się trochę do tego z paryskich banlieux (być może na fali kolaboracji polskich ulicznych raperów z francuskimi). Niestety, ten gatunek także często pokątnie słucha disco-polo.</p>

<p><strong>3. Dres młody</strong>
To ten dres, od którego dostaniesz z tzw. liścia pod sklepem nocnym. To ten dres, który zachowuje się głośno i agresywnie. To ten dres, który wyzywa starsze panie. To ten dres, któremu masz ochotę przywalić i nie byłoby to zbyt niebezpieczne, ponieważ zazwyczaj to młody, bardzo chudy osobnik, który nadrabia brak tężyzny fizycznej agresją i butą. Uczestnik zarówno Marszu Wyzwolenia Konopi jak i Marszu Niepodległości. Wyżywa się na drzewkach. Nie ma hamulców, ideałów, śmierdzi potem i słucha hiphopu (lub hardbassu) z komórki w autobusie.</p>

<p><strong>4. Złota dresiara</strong>
Podobno nie wszystko złoto, co się świeci, ale z drugiej strony czystego złota rdza się nie ima. W ciągu dnia złota dresiara misternie klei tipsy. W nocy przeistacza się w imprezową bestię, skąpaną w złocie. Jej pikowana kurtka odsłaniająca pępek, z futerkiem okalającym kaptur, zawstydziła by samego króla Midasa. Kiedyś tleniła włosy na blond, od kilku lat farbuje na kruczoczarny. Szpachluje samoopalaczem areały gdzie promienie solarium działają słabiej. Kiedyś nosiła białe kozaki, teraz rzadziej, bo w internecie się z niej wyśmiewali. Czasami nosi małego, białego pieska w torebce Lois Viton. Chciałaby być w następnej edycji Warsaw Shore.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/llZTmnEgixaY/lRsXm41hryl1xKxkzh5ptz0F478vw7Wee66Vy5TA.webp" alt="dres"></p>

<p><strong>5. Dres półmenel</strong>
Po strzępkach dresu widać dawny splendor. Raczej gawędziarz niż agresor. Poprosi cię szczerze o dorzucenie się do browara. Uspokoi ewentualnych młodych dresów, w razie sytuacji zapalnej. Pomoże starszej pani przejść przez ulicę. Opowie historię lub dowcip. Zdolny do udzielenia fangi w nos w wypadku niekulturalnego zachowania. Jest nostalgiczny. Niezbyt wybredny w kwestii muzyki.</p>

<p><strong>6. Dres przyjacielski</strong>
Dres przyjacielski to sympatyczny, często pulchny człowiek, o twarzy dziecka. Wychował się w okolicy gdzie byli tylko dresiarze; musiał się dostosować. Pomaga mamie w pracach domowych, marzy o swojej rodzinie. Czasami występuje w wersji bardzo muskularnej i wielkogabarytowej (wtedy zazwyczaj zdrabnia twoje imię). Poczciwy, choć czasem stara się utrzymać pozory rozrabiaki.</p>

<p><strong>7. Dres hipster</strong>
Masz vintage bluzę z trzema paskami, albo dzikim kotem? Słuchasz Fisza? Masz czapkę truckerkę? Z pewnością jesteś dresem-hipsterem. Pijesz czeskie piwo i masz brodę a la Abraham Lincoln, jeśli jesteś kolesiem. Jeśli jesteś kolesiówą to zapewne nosisz kolczyki “duże koła”, twoją soulową siostrą jest Erykah Badu i nosisz superstary. Gatunek ostatnio rzadko spotykany, ale to może się zmienić, welurowe dresy ponoć wracają. Missy Elliot.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/dslIag2JpyDm/sPr1TRCDymNh4aT88wzaNWkmfVp6isPUmRF0ZVLM.webp" alt="dres"></p>

<p><strong>8. Dres metroseksualny</strong>
Kto powiedział, że dresiarz ma być niezadbany? Żeby być dresiarzem, nie musisz być lujem rodem z książek Witkowskiego. Dres metroseksualny ma wyregulowane brwi, cerę śniadą niczym saracen (chociaż z solarium) i fryzurę na “wyspę”. Nosi opięte kurtki, dresy wpuszczone w nienagannie białe podciągnięte skarpetki wystające z czystych sportowych butów do biegania (zazwyczaj z jakimś mocnym akcentem, np. srebrnymi fragmentami). Jest wysportowany, ale nie napakowany, robi “na rzeźbę”. Styl ubierania podgapiał na saksach w Londynie. Słucha popu, lajtowego techno i Skrillexa.</p>

<p><strong>9. Dresiara hardkorowa</strong>
W Europie od dłuższego czasu obserwuje się wzrastającą agresję wśród kobiet, a my, Polacy jak to my, depczemy reszcie Europy po piętach. Dresiara hardkorowa, to przeciwieństwo dresa metroseksualnego pod względem ubioru. Da Ci w zęby przy najbliższej okazji. Mimo że często nie jest młoda, agresją dorównuje młodemu dresiarzowi. Potrąca ludzi z bara. Ma podkrążone oczy bo pali za dużo papierosów.</p>

<p><strong>10. Dres elegant</strong>
Elegancja wiele ma imion. Dresa eleganta zobaczysz w klubie Capitol, gdzie nie będzie miał na sobie dresu. Zazwyczaj ma krótkie włosy postawione na żel, koszulę w prążki rozpiętą do czwartego guzika, “wycierane” dżinsowe spodnie i skórzane buty z pokaźnym czubem. Jest zazwyczaj słusznej postury bo pije dużo browarów i zjada dużo kebabów. Jeśli jesteś innej płci niż on, będzie Cię nachalnie podrywał i stawiał Ci drinki. Udaje przedsiębiorcę. Oprócz niezdrowo wysokiego libido, sprośnych żartów i frykcyjnych ruchów na parkiecie, to czasami sympatyczny typ.
Które typy dresiarzy są wam znajome? Które ulubione? Może o jakimś zapomniałem?</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a> <a href="/panskaskorka/tag:frajersko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">frajersko</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:maciekorgani%C5%9Bciak" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">maciekorganiściak</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/dresariusz-warszawski</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:40:33 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>WARSZAWA KLATKA PO KLATCE</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/warszawa-klatka-po-klatce</link>
      <description>&lt;![CDATA[klatka1&#xA;&#xA;Adam Barański&#xA;&#xA;29 stycznia 2014&#xA;&#xA;Majestatyczny Pałac Kultury ciasno otoczony wianuszkiem wieżowców. Trotuary Starego Miasta zapełnione pieszymi. Tętniące życiem centrum miasta rozświetlone barwnymi neonami. Światła na ostatnich piętrach warszawskiego Manhattanu. Stadion Narodowy, Muzeum Historii Żydów Polskich, nowe inwestycje. Ściemnia się. Przejście – widzimy iskry samochodowych świateł na rondach i głównych arteriach miasta.  Panorama Warszawy w oddali. Cięcie. Mamy przepis na warszawski timelapse.&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/H-q1wZcUHhk&#34; width=&#34;560&#34; height=&#34;315&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;Z Warszawą pokazywaną w animacjach poklatkowych jest jak z kolorowymi katalogami, które możemy znaleźć w biurach podróży. Bierzemy je do ręki, otwieramy na pierwszej stronie i dzięki oszałamiającym zdjęciom zanurzamy się w cudowny świat fantazji. Patrzymy na kuszące zdjęcia drinków z palemkami, lazurowe morze, piaszczyste plaże i błękitne niebo, na którego tle można dostrzec czerwony latawiec. Woda zawsze ma dwadzieścia kilka stopni, plaża jest zamknięta, a nasz kurort sąsiaduje z tętniącą życiem ulicą pełną knajpek serwujących lokalne smakowitości. Skuszeni zdjęciami, oszołomieni kupujemy wycieczkę. Ale już w samolocie, kiedy zostajemy usadzeni między spoconym panem, którego brzucha nie jest w stanie utrzymać w ryzach żadna koszula i niesfornym chłopcem, który złośliwie kopie nas w kostkę, lazur naszych wyobrażeń zaczyna blaknąć. Docieramy na miejsce i okazuje się, że w naszym kilku gwiazdkowym apartamencie nie działa klimatyzacja, polscy sąsiedzi „tańczą dla mnie”, do morza ze skrawkiem przeludnionej i kamienistej plaży jest pięć kilometrów, tętniąca życiem uliczka składa się z dwóch barów i jednego sklepu (pod którym stoją swojsko wyglądający panowie), a w all inclusive zamiast Coca-Coli podają ciepłą Pepsi.&#xA;&#xA;Zapytam zupełnie szczerze – czy mieszkamy w mieście wieżowców, a nasze centrum to Manhattan? Czy nasza Starówka tętni życiem, chodzimy tam aby w jednej z licznych kafejek pić kawę i chroniąc się pod parasolem delektować się piękną pogodą i czytać książkę Rolanda Barthesa? Czy Trasa Łazienkowska kojarzy się nam z tryumfem nowoczesności? Każdy kolejny timelapse tak właśnie pokazuje Warszawę. Otwieram link do YouTube, który ktoś mi podesłał na fejsie i głośno ziewam. Bo to nie jest moje miasto.&#xA;&#xA;Większość z nas mieszka w blokach, siarczyście klnie kiedy stoi w korkach, z biurowcami znamy się tylko z widzenia. Po zakupy idziemy do Biedronki, na piwo – w plener. Walczymy z brakiem kasy, wkurwiamy się na śmieci, dzikie reklamy, odrapane kamienice i ulice, których remonty nigdy się nie kończą. Tego wszystkiego dziwnym trafem w takich filmach nigdy nie ma. Z filmami o Warszawie jest jak z pierwszymi dziełami Mélièsa. Pozwalają wierzyć i marzyć o czymś wielkim. Śnimy jednak sen o Warszawie, która nie istnieje. Otrzepmy się wreszcie z naszej piany złudzeń. W teledyskowych kadrach serwują nam Warszawę jako powidok oślepiających świateł Manhattanu. Dajmy odpocząć oczom i jeszcze raz wyostrzmy wzrok na prawdziwe miasto z cegły i smogu.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/-WiyotLHL8&#34; width=&#34;560&#34; height=&#34;315&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;W ciągu ostatnich lat tylko jeden film sprawił, że zakochałem się w Warszawie na ekranie. Była to stolica sportretowana w „Drogówce” Smarzowskiego. Policjanci stołujący się w barze Dudu, praskie bloki o cienkich ścianach, rozkopane ulice przy rondzie ONZ, korki, ucieczka po dachach prawdziwej Pragi etc. Warszawa taka jaka jest, bez żadnego udawania. Na taki timelapse właśnie czekam, ale nie mogę się doczekać. Dajcie mi Warszawę nie z pocztówki, dajcie mi stolicę z całym dobrodziejstwem inwentarza.&#xA;&#xA;Zdjęcie główne to fotos z umieszczonego powyżej filmu „The Capital [Bonobo – Transits ft. Szjerdene]”&#xA;&#xA;frajersko&#xA;&#xA;aut. #adambarański&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/n21rDk7ZsGsY/LhGk8yy3NPaDwc1O6n9fPWTidbiLSCd6xAyCfltA.jpg" alt="klatka1"></p>

<p>Adam Barański</p>

<p>29 stycznia 2014</p>

<p>Majestatyczny Pałac Kultury ciasno otoczony wianuszkiem wieżowców. Trotuary Starego Miasta zapełnione pieszymi. Tętniące życiem centrum miasta rozświetlone barwnymi neonami. Światła na ostatnich piętrach warszawskiego Manhattanu. Stadion Narodowy, Muzeum Historii Żydów Polskich, nowe inwestycje. Ściemnia się. Przejście – widzimy iskry samochodowych świateł na rondach i głównych arteriach miasta.  Panorama Warszawy w oddali. Cięcie. Mamy przepis na warszawski timelapse.</p>



<iframe src="//www.youtube.com/embed/H-q1wZcUHhk" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p>Z Warszawą pokazywaną w animacjach poklatkowych jest jak z kolorowymi katalogami, które możemy znaleźć w biurach podróży. Bierzemy je do ręki, otwieramy na pierwszej stronie i dzięki oszałamiającym zdjęciom zanurzamy się w cudowny świat fantazji. Patrzymy na kuszące zdjęcia drinków z palemkami, lazurowe morze, piaszczyste plaże i błękitne niebo, na którego tle można dostrzec czerwony latawiec. Woda zawsze ma dwadzieścia kilka stopni, plaża jest zamknięta, a nasz kurort sąsiaduje z tętniącą życiem ulicą pełną knajpek serwujących lokalne smakowitości. Skuszeni zdjęciami, oszołomieni kupujemy wycieczkę. Ale już w samolocie, kiedy zostajemy usadzeni między spoconym panem, którego brzucha nie jest w stanie utrzymać w ryzach żadna koszula i niesfornym chłopcem, który złośliwie kopie nas w kostkę, lazur naszych wyobrażeń zaczyna blaknąć. Docieramy na miejsce i okazuje się, że w naszym kilku gwiazdkowym apartamencie nie działa klimatyzacja, polscy sąsiedzi „tańczą dla mnie”, do morza ze skrawkiem przeludnionej i kamienistej plaży jest pięć kilometrów, tętniąca życiem uliczka składa się z dwóch barów i jednego sklepu (pod którym stoją swojsko wyglądający panowie), a w all inclusive zamiast Coca-Coli podają ciepłą Pepsi.</p>

<p>Zapytam zupełnie szczerze – czy mieszkamy w mieście wieżowców, a nasze centrum to Manhattan? Czy nasza Starówka tętni życiem, chodzimy tam aby w jednej z licznych kafejek pić kawę i chroniąc się pod parasolem delektować się piękną pogodą i czytać książkę Rolanda Barthesa? Czy Trasa Łazienkowska kojarzy się nam z tryumfem nowoczesności? Każdy kolejny timelapse tak właśnie pokazuje Warszawę. Otwieram link do YouTube, który ktoś mi podesłał na fejsie i głośno ziewam. Bo to nie jest moje miasto.</p>

<p>Większość z nas mieszka w blokach, siarczyście klnie kiedy stoi w korkach, z biurowcami znamy się tylko z widzenia. Po zakupy idziemy do Biedronki, na piwo – w plener. Walczymy z brakiem kasy, wkurwiamy się na śmieci, dzikie reklamy, odrapane kamienice i ulice, których remonty nigdy się nie kończą. Tego wszystkiego dziwnym trafem w takich filmach nigdy nie ma. Z filmami o Warszawie jest jak z pierwszymi dziełami Mélièsa. Pozwalają wierzyć i marzyć o czymś wielkim. Śnimy jednak sen o Warszawie, która nie istnieje. Otrzepmy się wreszcie z naszej piany złudzeń. W teledyskowych kadrach serwują nam Warszawę jako powidok oślepiających świateł Manhattanu. Dajmy odpocząć oczom i jeszcze raz wyostrzmy wzrok na prawdziwe miasto z cegły i smogu.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/-WiyotL_HL8" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p>W ciągu ostatnich lat tylko jeden film sprawił, że zakochałem się w Warszawie na ekranie. Była to stolica sportretowana w „Drogówce” Smarzowskiego. Policjanci stołujący się w barze Dudu, praskie bloki o cienkich ścianach, rozkopane ulice przy rondzie ONZ, korki, ucieczka po dachach prawdziwej Pragi etc. Warszawa taka jaka jest, bez żadnego udawania. Na taki timelapse właśnie czekam, ale nie mogę się doczekać. Dajcie mi Warszawę nie z pocztówki, dajcie mi stolicę z całym dobrodziejstwem inwentarza.</p>

<p>Zdjęcie główne to fotos z umieszczonego powyżej filmu „The Capital [Bonobo – Transits ft. Szjerdene]”</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:frajersko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">frajersko</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:adambara%C5%84ski" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">adambarański</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/warszawa-klatka-po-klatce</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:36:21 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>CHŁOPCY Z PL. PIŁSUDSKIEGO</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/chlopcy-z-pl</link>
      <description>&lt;![CDATA[plac1&#xA;&#xA;Adam Barański&#xA;&#xA;15 stycznia 2014&#xA;&#xA;Na początku zawsze jest plac. Czasami przybiera on formę małej parceli, gdzieś pomiędzy dwiema odrapanymi kamienicami i tartakiem. Pilnuje go stary dozorca, który zazwyczaj przesiaduje w zardzewiałej, blaszanej budce i tylko czasem wyrusza na obchód, żeby przegonić bawiących się tam podrostków.&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Zdarza się również, że plac jest wielki tak, że trudno objąć go wzrokiem. Z racji swojego zabytkowego charakteru najczęściej można na nim spotkać japońskich turystów, trzymających w rękach miniaturowe aparaty i nieliczne grupki hałaśliwych dzieci prowadzonych w parach przez nauczycieli. Plac pełni również pewne ważne funkcje państwowe. Dni, w których odbywają się na placu okolicznościowe parady i wiece, są jednymi z niewielu podczas których zwykli mieszkańcy przypominają sobie o jego istnieniu. Nim jednak jeszcze tego samego dnia zmierzch zapadnie na idealnie kwadratowym skwerze – ludzie wracają do swoich domów, wąsaci dygnitarze wsiadają do rządowych limuzyn – a na horyzoncie niczym statek pijany, pojawia się samotna postać, która zmagając się z hulającym wiatrem lub z zawianiem, chyłkiem przemyka zmierzając z klubu do klubu.&#xA;&#xA;Co łączy oba place? Poza pustką i jałowością swojego istnienia mają jeszcze jedną cechę wspólną – każdy plac wcześniej czy później próbują podbić członkowie bandy Janosza Boki i Feriego Acza – znani inaczej jako chłopcy z Placu Broni.&#xA;&#xA;Kim są chłopcy z Placu Broni?&#xA;&#xA;Chłopcy z placu Broni uważają plac za wartość nadrzędną. Ten teren jest dla nich „honorową przestrzenią”, o którą są oni w stanie walczyć z poświęceniem życia (najlepiej czyjegoś, ale być może małego chłopca z zapaleniem płuc). Walka o plac to tak naprawdę walka o „przestrzeń wartości” (symboli, wyobraźni), o sprawowanie władzy i nadanie mu sensu. Nie jest to broń Panie Boże walka o „plac o określonej wartości”, gdyby tak było decyzje byłyby o wiele prostsze.&#xA;&#xA;Wydawać by się mogło, że historia „Chłopców z Placu Broni” jest czymś zupełnie odległym, nieprzystającym do współczesnych czasów. A jednak przypomniałem sobie o niej, gdy jakiś czas temu uczestniczyłem w „debacie” organizowanej przez czasopismo Arche, Koło Krytyki Oddziału Warszawskiego SARP i Akademię Sztuki Architektury Krajobrazu. Spotkanie zostało zatytułowane „Przestrzeń – pamięci, wyobraźni, wolności” i dotyczyło koncepcji urbanistycznych związanych z pl. Piłsudskiego oraz jego okolicami.  Uczestnikami „debaty” byli: Grzegorz Buczek, Marek Budzyński, Andrzej Chołdzyński, Barbara Jezierska i Jeremi T. Królikowski.&#xA;&#xA;Nie bez powodu słowo „debata” okalam cudzysłowem. Bo tak naprawdę sama teza postawiona została w tytule debaty – plac to nie tylko „zwykła” przestrzeń wyznaczona geometrycznie – ma on mieć charakter symboliczny głównie ze względu na pielgrzymkę Jana Pawła II, Grób Nieznanego Żołnierza, miejsce przeżywania żałoby po śmierci papieża. Ma on być przestrzenią sacrum, świadectwem wojny, wymagającym szczególnego, „konserwatywnego” traktowania. Biorący udział w debacie proponują zatem pozostawienie „symbolicznej” pustki i wyraźniejsze upamiętnienie ważnych wydarzeń. O odbudowie przedwojennej zabudowy (m.in. zachodniej pierzei i Pałacu Saskiego) niestety nie może być mowy.&#xA;&#xA;Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka&#xA;Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka&#xA;&#xA;Warszawscy pogromcy mitów&#xA;&#xA;W czasie debaty, w mocno zresztą impertynencki sposób moderowanej przez Jeremiego Królikowskiego,  padały głównie następujące argumenty:&#xA;&#xA;1. Plac Piłsudskiego to plac symboli – przestrzeń powinna „mieć znaczenie”, przestrzeń powinna „zachować pamięć”, mieć charakter „metafizyczny”&#xA;&#xA;To był jeden z dominujących argumentów w dyskusji. Plac ma „upamiętniać”, musi mieć „znaczenie”. Prowadzenie inwestycji na placu mających na celu przywrócenie go mieszkańcom (np. odbudowa Pałacu Saskiego) odbierze „sacrum” placu Piłsudskiego.&#xA;&#xA;Tak naprawdę postawienie takiej tezy tworzy fałszywą alternatywę. Bo dlaczego rekonstrukcja zabytkowego pałacu miałaby ujmować temu miejscu cokolwiek z sacrum? Czy odbudowa Pałacu Saskiego sprawi, że plac na którym Jan Paweł II wygłosił słynną homilię przestanie istnieć? Czy sprawi, że ludzi zapomną o żałobie po śmierci papieża? Czy ktoś zamierza zabrać z placu krzyż? Grobu Nieznanego Żołnierza też nikt nie zamierza przenosić – warto przypomnieć, że znajduje się on w tym samym miejscu od 1925 r. – wcześniej również ulokowany był pod kolumnadą Pałacu Saskiego.&#xA;&#xA;I jeszcze jedna kwestia – czy pusty plac będzie odpowiednim otoczeniem dla tych symboli? Jeśli uznamy, że miejsce ma mieć właśnie taki charakter, miasto powinno zachęcać mieszkańców do egzystowania między nimi. A jak to zrobić skoro głównymi bywalcami placu bywają turyści, klubowicze z platyny czy biznesmeni? Symbole powinny żyć pomiędzy ludźmi, a nie martwe leżeć w oczekiwaniu na pustelników, którzy podążają tam by szybko zrobić zdjęcie i zniknąć za moment.&#xA;&#xA;2. Odbudowa zachodniej pierzei zabierze Warszawie plac, a placów w Warszawie jest przecież mało&#xA;&#xA;Przed wojną na placu Piłsudskiego stała gigantyczna cerkiew, a po jej zburzeniu odbywały się na nim defilady. Zdjęcia również pokazują wielką przestrzeń w tamtym miejscu. Obecnie fundamenty przedwojennej zabudowy i tak w większości znajdują się pod zwykłym trawnikiem koło Grobu Nieznanego Żołnierza.&#xA;&#xA;Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka&#xA;Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka&#xA;&#xA;3. Warszawa i warszawiacy potrzebują zabytku upamiętniającego wojnę, symbolu zniszczeń&#xA;&#xA;Mamy bardzo dużo świadectw wojny w Warszawie – zarówno w postaci pomników (Nike, Pomnik Polskiego Państwa Podziemnego Armii Krajowej, Pawiak, liczne tablice upamiętniające miejsca mordów), dziur po kulach, które są specjalnie konserwowane i przede wszystkim – w tym jak Warszawa obecnie wygląda. Czy potrzebujemy „martwego” pomnika-symbolu skoro Warszawa sama w sobie jest pomnikiem-symbolem?&#xA;&#xA;Ile mamy w Warszawie reprezentacyjnych placów? Plac Zamkowy, Konstytucji, Narutowicza, Teatralny, Bankowy, Trzech Krzyży i Defilad. Który z nich moglibyście określić funkcjonalnym – pełniącym funkcję dla mieszkańców, będącym miejscem ich spotkań, odpowiadającym na konkretne potrzeby? Moim zdaniem żaden. Większość z nich jest miejscem przesiadek. Marzą mi się place na kształt tych w Rzymie i Barcelonie ogniskujące aktywność lokalnych społeczności, na których często się jest i się na nich bywa (jakże dalekie jest takie funkcjonalne podejście od propozycji chłopców z Placu Broni).&#xA;&#xA;Na marginesie – wiecie ile było koncepcji na to, co zrobić z Pałacem Saskim? Siedem – w tym takie, które zakładały modernistyczne lub socrealistyczne adaptacje. Taka liczba koncepcji pokazuje, że architekci od lat myślą o placu w perspektywie urbanistycznej, zmianie przestrzeni, która posłuży ożywieniu placu.&#xA;&#xA;4. Pałac nie będzie miał żadnej wartości architektonicznej, będzie atrapą, a w dodatku Oś Saska już nie istnieje&#xA;&#xA;Ten argument oczywiście jest prawdziwy – Pałac Saski i zachodnia pierzeja nie będą zabytkami – będą historyczną rekonstrukcją. A jednak trudno mi się oprzeć wrażeniu, że odbudowa jednej z pierzei pl. Teatralnego, w tym Pałacu Jabłonowskich, była świetnym pomysłem (inna sprawa czy z korzyścią dla mieszkańców, bo ulokowane zostały tam banki). Myślę, że mimo swojego fasadowego charakteru większość z warszawiaków nie wyobraża sobie już placu bez tej inwestycji. Odbudowa zachodniej pierzei będzie idealnym domknięciem placu, który wyznaczają obecnie istniejące zabudowania.&#xA;&#xA;5. Sam Pałac Saski nie miał sam w sobie wystarczającej wartości architektonicznej i nie był „warszawski”&#xA;&#xA;Pałac Saski był oczywiście warszawski, niezależnie od wpływów architektonicznych, tego czy był barokowy czy klasycystyczny – był na tyle warszawski na ile znajdował się w Warszawie i był przed wojną jednym z jej najbardziej charakterystycznych, „pocztówkowych” budynków. Pałac w kształcie, który nadał mu Adam Idźkowski, był jak na swoje czasu jedną z najciekawszych koncepcji łączących miejską zabudowę z przestrzenią zieleni.&#xA;&#xA;pl. Piłsudskiego | Pańska Skórka&#xA;pl. Piłsudskiego | Pańska Skórka&#xA;&#xA;W stolicy AD 2014 każdy tego typu, nawet rekonstruowany, zabytek jest na wagę złota. Szczególnie w takim miejscu – tuż obok Traktu Królewskiego. Odbudowa zachodniej pierzei placu dopełniałaby tę zabytkową przestrzeń.&#xA;&#xA;Dalsze losy placu i… warszawskiej architektury&#xA;Racjonalne kontrargumenty nie trafiają jednak zbytnio do chłopców z Placu Broni. Pochłonięci bezsensowną walką o symbole i wartości, których nikt nie zamierza im odebrać, konstruując fałszywe alternatywy i strasząc, że plac zniknie, faktycznie przypominają małych, umorusanych chłopców z piaskowymi bombami w ręku. Mam wrażenie, że ta sprawa jest szersza i ogniskuje w sobie wiele innych konfliktów, np. czy stawiać na Krakowskim Przedmieściu pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej? Czy wyburzać PKiN i zrobić na jego miejscu jezioro? Wciąż brakuje nam myślenia – co będzie nie tylko symboliczne, ale dobre dla mieszkańców?&#xA;&#xA;No właśnie – odbudowa zachodniej pierzei to jedynie pierwszy krok. Bo sama odbudowa nie będzie oznaczała korzyści dla mieszkańców. Kwestia równie istotna, o której powinniśmy myśleć już w tym momencie, to przeznaczenie nowych budynków. W pierwotnym planie zakładano, że znajdą się w nich urzędy… W takim układzie plac pozostanie tak samo martwy jak i jest teraz.&#xA;&#xA;No dobrze – ale co możemy zrobić aby tak się stało? Rada m.st. Warszawy podjęła uchwałę w sprawie przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Osi Saskiej. Obszar projektowanego planu obejmuje nieistniejącą obecnie zachodnią pierzeję pl. Piłsudskiego oraz północną pierzeję placu Małachowskiego.&#xA;Każdy zainteresowany może złożyć wnioski do planu do 30 stycznia 2014 roku. Stowarzyszenie Saski2018 prowadzi akcję zbierania wniosków, które wskazują na chęć odbudowy historycznej zabudowy. Więcej informacji znajdziecie tutaj.&#xA;&#xA;Wróćmy jeszcze raz do książki Molnara. Pamiętacie jakie jest jej zakończenie? Kompania Boki („dobrzy”) wygrywa bój o Plac. Mały Nemeczek umiera, a my ronimy nad tą śmiercią łzę. Na samym końcu okazuje się, że… plac zostanie zabudowany, a na jego miejscu stanie czynszówka, w której zamieszkają ludzie. Walka chłopców, okupiona śmiercią, pozbawiona była sensu. Zwycięża tak naprawdę budynek, który przysłuży się mieszkańcom i miastu. I mam nadzieję, że tak zakończy się bój o plac Piłsudskiego.&#xA;&#xA;—&#xA;&#xA;Źródła zdjęć:&#xA;&#xA;\ http://czarnota.org/gallery/albums/warszawa/zmiany/__Srodmiescie/PalacSaski/001-Warszawa-PlacPilsudskiego-zdjeciezinternetu.jpg&#xA;\ http://pl.wikipedia.org/wiki/Placmarsz.J%C3%B3zefaPi%C5%82sudskiegowWarszawie&#xA;\* http://warszawa.wikia.com/wiki/Plac_Pi%C5%82sudskiego&#xA;http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/64271/612277d61de46915d90ec4549ed6ea1a/&#xA;&#xA;#frajersko #śródmieście&#xA;&#xA;aut. #adambarański&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/FCYd0mvSnGtP/eqb8WhIjTz7QyMUWRAMAoeHRIkil1Wbiin341OQj.jpg" alt="plac1"></p>

<p>Adam Barański</p>

<p>15 stycznia 2014</p>

<p>Na początku zawsze jest plac. Czasami przybiera on formę małej parceli, gdzieś pomiędzy dwiema odrapanymi kamienicami i tartakiem. Pilnuje go stary dozorca, który zazwyczaj przesiaduje w zardzewiałej, blaszanej budce i tylko czasem wyrusza na obchód, żeby przegonić bawiących się tam podrostków.
</p>

<p>Zdarza się również, że plac jest wielki tak, że trudno objąć go wzrokiem. Z racji swojego zabytkowego charakteru najczęściej można na nim spotkać japońskich turystów, trzymających w rękach miniaturowe aparaty i nieliczne grupki hałaśliwych dzieci prowadzonych w parach przez nauczycieli. Plac pełni również pewne ważne funkcje państwowe. Dni, w których odbywają się na placu okolicznościowe parady i wiece, są jednymi z niewielu podczas których zwykli mieszkańcy przypominają sobie o jego istnieniu. Nim jednak jeszcze tego samego dnia zmierzch zapadnie na idealnie kwadratowym skwerze – ludzie wracają do swoich domów, wąsaci dygnitarze wsiadają do rządowych limuzyn – a na horyzoncie niczym statek pijany, pojawia się samotna postać, która zmagając się z hulającym wiatrem lub z zawianiem, chyłkiem przemyka zmierzając z klubu do klubu.</p>

<p>Co łączy oba place? Poza pustką i jałowością swojego istnienia mają jeszcze jedną cechę wspólną – każdy plac wcześniej czy później próbują podbić członkowie bandy Janosza Boki i Feriego Acza – znani inaczej jako chłopcy z Placu Broni.</p>

<p><strong>Kim są chłopcy z Placu Broni?</strong></p>

<p>Chłopcy z placu Broni uważają plac za wartość nadrzędną. Ten teren jest dla nich „honorową przestrzenią”, o którą są oni w stanie walczyć z poświęceniem życia (najlepiej czyjegoś, ale być może małego chłopca z zapaleniem płuc). Walka o plac to tak naprawdę walka o „przestrzeń wartości” (symboli, wyobraźni), o sprawowanie władzy i nadanie mu sensu. Nie jest to broń Panie Boże walka o „plac o określonej wartości”, gdyby tak było decyzje byłyby o wiele prostsze.</p>

<p>Wydawać by się mogło, że historia „Chłopców z Placu Broni” jest czymś zupełnie odległym, nieprzystającym do współczesnych czasów. A jednak przypomniałem sobie o niej, gdy jakiś czas temu uczestniczyłem w „debacie” organizowanej przez czasopismo Arche, Koło Krytyki Oddziału Warszawskiego SARP i Akademię Sztuki Architektury Krajobrazu. Spotkanie zostało zatytułowane <a href="https://www.facebook.com/events/176944615829050/?source=1" rel="nofollow">„Przestrzeń – pamięci, wyobraźni, wolności”</a> i dotyczyło koncepcji urbanistycznych związanych z pl. Piłsudskiego oraz jego okolicami.  Uczestnikami „debaty” byli: Grzegorz Buczek, Marek Budzyński, Andrzej Chołdzyński, Barbara Jezierska i Jeremi T. Królikowski.</p>

<p>Nie bez powodu słowo „debata” okalam cudzysłowem. Bo tak naprawdę sama teza postawiona została w tytule debaty – plac to nie tylko „zwykła” przestrzeń wyznaczona geometrycznie – ma on mieć charakter symboliczny głównie ze względu na pielgrzymkę Jana Pawła II, Grób Nieznanego Żołnierza, miejsce przeżywania żałoby po śmierci papieża. Ma on być przestrzenią sacrum, świadectwem wojny, wymagającym szczególnego, „konserwatywnego” traktowania. Biorący udział w debacie proponują zatem pozostawienie „symbolicznej” pustki i wyraźniejsze upamiętnienie ważnych wydarzeń. O odbudowie przedwojennej zabudowy (m.in. zachodniej pierzei i Pałacu Saskiego) niestety nie może być mowy.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/UlRrqG0gpyRe/qPLiPGwHXMLNM3ClAASdvLTvOYK3Cb0ndLzhL5sP.webp" alt="Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka">
<em>Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka</em></p>

<p><strong>Warszawscy pogromcy mitów</strong></p>

<p>W czasie debaty, w mocno zresztą impertynencki sposób moderowanej przez Jeremiego Królikowskiego,  padały głównie następujące argumenty:</p>

<p><strong>1. Plac Piłsudskiego to plac symboli – przestrzeń powinna „mieć znaczenie”, przestrzeń powinna „zachować pamięć”, mieć charakter „metafizyczny”</strong></p>

<p>To był jeden z dominujących argumentów w dyskusji. Plac ma „upamiętniać”, musi mieć „znaczenie”. Prowadzenie inwestycji na placu mających na celu przywrócenie go mieszkańcom (np. odbudowa Pałacu Saskiego) odbierze „sacrum” placu Piłsudskiego.</p>

<p>Tak naprawdę postawienie takiej tezy tworzy fałszywą alternatywę. Bo dlaczego rekonstrukcja zabytkowego pałacu miałaby ujmować temu miejscu cokolwiek z sacrum? Czy odbudowa Pałacu Saskiego sprawi, że plac na którym Jan Paweł II wygłosił słynną homilię przestanie istnieć? Czy sprawi, że ludzi zapomną o żałobie po śmierci papieża? Czy ktoś zamierza zabrać z placu krzyż? Grobu Nieznanego Żołnierza też nikt nie zamierza przenosić – warto przypomnieć, że znajduje się on w tym samym miejscu od 1925 r. – wcześniej również ulokowany był pod kolumnadą Pałacu Saskiego.</p>

<p>I jeszcze jedna kwestia – czy pusty plac będzie odpowiednim otoczeniem dla tych symboli? Jeśli uznamy, że miejsce ma mieć właśnie taki charakter, miasto powinno zachęcać mieszkańców do egzystowania między nimi. A jak to zrobić skoro głównymi bywalcami placu bywają turyści, klubowicze z platyny czy biznesmeni? Symbole powinny żyć pomiędzy ludźmi, a nie martwe leżeć w oczekiwaniu na pustelników, którzy podążają tam by szybko zrobić zdjęcie i zniknąć za moment.</p>

<p><strong>2. Odbudowa zachodniej pierzei zabierze Warszawie plac, a placów w Warszawie jest przecież mało</strong></p>

<p>Przed wojną na placu Piłsudskiego stała gigantyczna cerkiew, a po jej zburzeniu odbywały się na nim defilady. Zdjęcia również pokazują wielką przestrzeń w tamtym miejscu. Obecnie fundamenty przedwojennej zabudowy i tak w większości znajdują się pod zwykłym trawnikiem koło Grobu Nieznanego Żołnierza.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/SyURqYVP3I9q/wCYfRdCW1eLX2KGgvvvWjKttyAGGCv6A9D6TGfqQ.webp" alt="Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka">
<em>Plac Piłsudskiego | Pańska Skórka</em></p>

<p><strong>3. Warszawa i warszawiacy potrzebują zabytku upamiętniającego wojnę, symbolu zniszczeń</strong></p>

<p>Mamy bardzo dużo świadectw wojny w Warszawie – zarówno w postaci pomników (Nike, Pomnik Polskiego Państwa Podziemnego Armii Krajowej, Pawiak, liczne tablice upamiętniające miejsca mordów), dziur po kulach, które są specjalnie konserwowane i przede wszystkim – w tym jak Warszawa obecnie wygląda. Czy potrzebujemy „martwego” pomnika-symbolu skoro Warszawa sama w sobie jest pomnikiem-symbolem?</p>

<p>Ile mamy w Warszawie reprezentacyjnych placów? Plac Zamkowy, Konstytucji, Narutowicza, Teatralny, Bankowy, Trzech Krzyży i Defilad. Który z nich moglibyście określić funkcjonalnym – pełniącym funkcję dla mieszkańców, będącym miejscem ich spotkań, odpowiadającym na konkretne potrzeby? Moim zdaniem żaden. Większość z nich jest miejscem przesiadek. Marzą mi się place na kształt tych w Rzymie i Barcelonie ogniskujące aktywność lokalnych społeczności, na których często się jest i się na nich bywa (jakże dalekie jest takie funkcjonalne podejście od propozycji chłopców z Placu Broni).</p>

<p>Na marginesie – wiecie ile było koncepcji na to, co zrobić z Pałacem Saskim? Siedem – w tym takie, które zakładały modernistyczne lub socrealistyczne adaptacje. Taka liczba koncepcji pokazuje, że architekci od lat myślą o placu w perspektywie urbanistycznej, zmianie przestrzeni, która posłuży ożywieniu placu.</p>

<p><strong>4. Pałac nie będzie miał żadnej wartości architektonicznej, będzie atrapą, a w dodatku Oś Saska już nie istnieje</strong></p>

<p>Ten argument oczywiście jest prawdziwy – Pałac Saski i zachodnia pierzeja nie będą zabytkami – będą historyczną rekonstrukcją. A jednak trudno mi się oprzeć wrażeniu, że odbudowa jednej z pierzei pl. Teatralnego, w tym Pałacu Jabłonowskich, była świetnym pomysłem (inna sprawa czy z korzyścią dla mieszkańców, bo ulokowane zostały tam banki). Myślę, że mimo swojego fasadowego charakteru większość z warszawiaków nie wyobraża sobie już placu bez tej inwestycji. Odbudowa zachodniej pierzei będzie idealnym domknięciem placu, który wyznaczają obecnie istniejące zabudowania.</p>

<p><strong>5. Sam Pałac Saski nie miał sam w sobie wystarczającej wartości architektonicznej i nie był „warszawski”</strong></p>

<p>Pałac Saski był oczywiście warszawski, niezależnie od wpływów architektonicznych, tego czy był barokowy czy klasycystyczny – był na tyle warszawski na ile znajdował się w Warszawie i był przed wojną jednym z jej najbardziej charakterystycznych, „pocztówkowych” budynków. Pałac w kształcie, który nadał mu Adam Idźkowski, był jak na swoje czasu jedną z najciekawszych koncepcji łączących miejską zabudowę z przestrzenią zieleni.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/Dyj7cvZmRRGm/mNTDCSPgJZ7ObBBLh5AzdeifcopRoWJE7Eku66ZS.webp" alt="pl. Piłsudskiego | Pańska Skórka">
<em>pl. Piłsudskiego | Pańska Skórka</em></p>

<p>W stolicy AD 2014 każdy tego typu, nawet rekonstruowany, zabytek jest na wagę złota. Szczególnie w takim miejscu – tuż obok Traktu Królewskiego. Odbudowa zachodniej pierzei placu dopełniałaby tę zabytkową przestrzeń.</p>

<p>Dalsze losy placu i… warszawskiej architektury
Racjonalne kontrargumenty nie trafiają jednak zbytnio do chłopców z Placu Broni. Pochłonięci bezsensowną walką o symbole i wartości, których nikt nie zamierza im odebrać, konstruując fałszywe alternatywy i strasząc, że plac zniknie, faktycznie przypominają małych, umorusanych chłopców z piaskowymi bombami w ręku. Mam wrażenie, że ta sprawa jest szersza i ogniskuje w sobie wiele innych konfliktów, np. czy stawiać na Krakowskim Przedmieściu pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej? Czy wyburzać PKiN i zrobić na jego miejscu jezioro? Wciąż brakuje nam myślenia – co będzie nie tylko symboliczne, ale dobre dla mieszkańców?</p>

<p>No właśnie – odbudowa zachodniej pierzei to jedynie pierwszy krok. Bo sama odbudowa nie będzie oznaczała korzyści dla mieszkańców. Kwestia równie istotna, o której powinniśmy myśleć już w tym momencie, to przeznaczenie nowych budynków. W pierwotnym planie zakładano, że znajdą się w nich urzędy… W takim układzie plac pozostanie tak samo martwy jak i jest teraz.</p>

<p>No dobrze – ale co możemy zrobić aby tak się stało? Rada m.st. Warszawy podjęła uchwałę w sprawie przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Osi Saskiej. Obszar projektowanego planu obejmuje nieistniejącą obecnie zachodnią pierzeję pl. Piłsudskiego oraz północną pierzeję placu Małachowskiego.
Każdy zainteresowany może złożyć wnioski do planu do 30 stycznia 2014 roku. Stowarzyszenie Saski2018 prowadzi akcję zbierania wniosków, które wskazują na chęć odbudowy historycznej zabudowy. Więcej informacji znajdziecie <a href="http://saski2018.pl/wnioski-do-planu-miejscowego-osi-saskiej-nowy-termin/" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>

<p>Wróćmy jeszcze raz do książki Molnara. Pamiętacie jakie jest jej zakończenie? Kompania Boki („dobrzy”) wygrywa bój o Plac. Mały Nemeczek umiera, a my ronimy nad tą śmiercią łzę. Na samym końcu okazuje się, że… plac zostanie zabudowany, a na jego miejscu stanie czynszówka, w której zamieszkają ludzie. Walka chłopców, okupiona śmiercią, pozbawiona była sensu. Zwycięża tak naprawdę budynek, który przysłuży się mieszkańcom i miastu. I mam nadzieję, że tak zakończy się bój o plac Piłsudskiego.</p>

<p>—</p>

<p>Źródła zdjęć:</p>

<p>* <a href="http://czarnota.org/gallery/albums/warszawa/zmiany/___Srodmiescie/Palac_Saski/001_-_Warszawa_-_Plac_Pilsudskiego_-_zdjecie_z_internetu.jpg" rel="nofollow">http://czarnota.org/gallery/albums/warszawa/zmiany/___Srodmiescie/Palac_Saski/001_-_Warszawa_-_Plac_Pilsudskiego_-_zdjecie_z_internetu.jpg</a>
* <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Plac_marsz._J%C3%B3zefa_Pi%C5%82sudskiego_w_Warszawie" rel="nofollow">http://pl.wikipedia.org/wiki/Plac_marsz._J%C3%B3zefa_Pi%C5%82sudskiego_w_Warszawie</a>
* <a href="http://warszawa.wikia.com/wiki/Plac_Pi%C5%82sudskiego" rel="nofollow">http://warszawa.wikia.com/wiki/Plac_Pi%C5%82sudskiego</a>
<a href="http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/64271/612277d61de46915d90ec4549ed6ea1a/" rel="nofollow">http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/64271/612277d61de46915d90ec4549ed6ea1a/</a></p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:frajersko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">frajersko</span></a> <a href="/panskaskorka/tag:%C5%9Br%C3%B3dmie%C5%9Bcie" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">śródmieście</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:adambara%C5%84ski" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">adambarański</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/chlopcy-z-pl</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:32:48 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>WARSZAWSKIE AUTOSTRADY ROWEROWE A.D. 2114</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/warszawskie-autostrady-rowerowe-a-d</link>
      <description>&lt;![CDATA[autostrady&#xA;&#xA;Dr Kunalski&#xA;&#xA;8 stycznia 2014&#xA;&#xA;Prolog&#xA;&#xA;Będąc cały czas w głębokiej depresji po odkryciu tajnych planów przebudowy Starego Miasta, postanowiliśmy pomyśleć o czymś przyjemniejszym. Udaliśmy się więc w podróż do Warszawy A.D. 2114, do której zainspirował nas artykuł „A 137-Mile »Cycling Utopia« Floating Above London’s Rail Lines”. Powyżej zamieszczamy zdjęcie z tej wyprawy, która skłoniła mnie do refleksji, czy warszawskie autostrady rowerowe to tylko sen, czy może plan wart przeanalizowania?&#xA;&#xA;!--more--&#xA;Warszawa i okolice w rowerowej sieci&#xA;&#xA;Patrząc na zdjęcie przedstawiające zawieszone nad Warszawą rowerowe autostrady, mam mieszane uczucia. Z jednej strony1], wczytując się w [tekst źródłowy nt. rowerowych autostrad w mieście i dookoła niego, muszę przyznać, że jest to ciekawa i przemyślana koncepcja, nad którą warto się pochylić. Po prostu fajny pomysł, który mógłby posłużyć jako inspiracja przy podejmowaniu noworocznych postanowień dla Warszawy A.D. 2144, by rozwiązać problemy cyklistów poruszających się po mieście[2]. Z drugiej strony mam wielkie obawy co do funkcjonowania tego typu miejskich autostrad rowerowych.&#xA;&#xA;Wydaje się, że miejskie i okołomiejskie autostrady rowerowe należą do przyszłości[3] i są naturalnym etapem rozwoju systemu Veturilo (Warszawskich Rowerów Publicznych) działającego w ramach Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie (ZTM). Mieszkańcy nie tylko mogliby korzystać z miejskiego systemu wypożyczania rowerów jako alternatywnego ekologicznego środka transportu, ale także prosto z niektórych wypożyczalni wraz z pozostałymi cyklistami wjeżdżać na autostrady rowerowe. Dzięki temu można by było poruszać się szybko i bez przeszkód, bez obawy o złapanie mandatu za przejechanie rowerem po pasach, bez konieczności zatrzymywania się na światłach, bez nieustannych kłótni z pieszymi o to, gdzie zaczynają się, a gdzie kończą prawa rowerzysty i przechodnia, bez obawy, że na drogę wyskoczy nam pies albo dziecko, że pęknie nam dętka albo skrzywi się koło o wysoki krawężnik, że zderzymy się z samochodem lub autobusem. Ba! Autostrady te mogłyby być całkowicie zadaszone i bez problemu można by nimi się poruszać podczas ulewnych dni, śnieżycy czy przy porywistym wietrze.&#xA;&#xA;Rozmarzyłem się! Marzenie ściętej głowy. Mam wrażenie, że idea zawieszonych autostrad rowerowych w samym mieście i dookoła niego nie jest do końca taka piękna. Ten projekt jest „totalną futurystką”. Nie tylko wydaje się nierealny z punktu widzenia organizacji, budżetu czy logistyki. Swoją architekturą mógłby on prostu oszpecić miasto. Po co budować warstwowe arterie komunikacyjne, skoro można zorganizować ruch taniej i prościej w ramach jednej drogi?&#xA;&#xA;A co warszawiacy powiedzą o superścieżkach?&#xA;&#xA;Jak już mogliśmy się nieraz przekonać, morał jest taki, że nie wszystko, co tańsze i prostsze, jest lepsze, a przede wszystkim bezpieczne. Kto by nie chciał swobodnie przejechać rowerem linię średnicową z Ursusa przez Centrum i Powiśle, nad Wisłą, obok stadionu, aż do Falenicy, ulicą Powstańców Śląskich z Bielan na Ursus czy trasą Toruńską z Tarchomina prosto do Berlina? Problemu nie powinno stanowić również ulokowanie takich autostrad w obszarach chronionych i nad lasem lub przez inne niedostępne miejsca dla samochodów prowadzić na skróty np. z Łomianek do Metra Młociny albo z Konstancina do Metra Kabaty.&#xA;&#xA;Do roku 2114 mamy jeszcze sporo czasu na rozmyślanie nad architekturą tych autostrad oraz wypracowanie w ramach konsultacji społecznych kompromisu na temat sposobu wpasowania ich w przestrzeń miejską.&#xA;&#xA;iframe src=&#34;//www.youtube.com/embed/HgiEspxp9PQ&#34; width=&#34;640&#34; height=&#34;360&#34; frameborder=&#34;0&#34; allowfullscreen=&#34;allowfullscreen&#34;/iframe&#xA;&#xA;A co świat mówi?&#xA;&#xA;Damon Lavrinc, autor tekstu pt. „A 137-Mile »Cycling Utopia« Floating Above London’s Rail Lines”, opisał projekt zespołu architektów Foster and Partners, który zakłada budowę 220 km tras rowerowych zawieszonych nad podmiejskimi liniami kolejowymi.&#xA;&#xA;Nie oznacza to jednak, że w przyszłości rowerowe autostrady nie mogłyby powstać nad ulicami, liniami tramwajowymi czy jako hybryda autostrady i metra. Tym bardziej, że nie jest to pierwszy tego typu pomysł, gdyż już w 1899 roku w Kalifornii powstała specjalna trasa dedykowana dla rowerzystów. Choć po tamtej drewnianej konstrukcji nie ma już śladu, to dziś możemy korzystać np. z niemal 18 kilometrowej kopenhaskiej autostrady rowerowej, która jest bardziej realnym odzwierciedleniem opisywanej wizji. Ciekawostką jest również fakt, że pierwsze podziemne metro otwarte w 1863 roku w Londynie jest stosunkowo niewiele starsze od  pierwszej kalifornijskiej rowerowej drogi.&#xA;&#xA;Foster and Partners jako główne zalety projektu budowy wiszących nad miastem rowerowych tras wymieniają m. in. ograniczenie czasu podróży do i z pracy, znalezienie wolnej przestrzeni w zatłoczonym mieście czy niższe koszty budowy w porównaniu z tradycyjnymi drogami i tunelami.&#xA;&#xA;Prototypowy odcinek drogi o długości ok. 6,5 kilometra pomiędzy Stanford a Liverpoolem został wyceniony na 200 milionów funtów. Na razie koszty wydają się niewspółmierne do korzyści, jakie „SkyCycle” mógłby przynieść w polskich realiach. Dla porównania koszt warszawskiej obwodnicy S8 Konotopa – Powązkowska (10 km) wyniósł 2 miliardy złotych, co po przeliczeniu daje nam zbliżone koszty budowy 1 kilometra trasy obydwu projektów, przy czym była to najdroższa inwestycja drogowa w Warszawie. Są to jednak jedynie wstępne szacunki kosztów budowy „wiszących” tras rowerowych, a bezpieczeństwo na drodze i zapobieganie śmiertelnym wypadkom nie powinno mieć ceny. Ponadto, wykluczając katastrofy, np. zawalenie się konstrukcji, prawie niemożliwe jest spowodowanie śmiertelnego wypadku na rowerowej autostradzie.&#xA;&#xA;To dopiero początek&#xA;&#xA;Mógłbym godzinami rozpatrywać wszystkie za i przeciw, ale czas najwyższy przejść do konkretów i stworzyć testowy odcinek zabudowanej autostrady dedykowanej dla rowerzystów. Pierwszy odcinek mógłby zostać wybudowany wraz z mostem Krasińskiego (łączyłby ulicę Budowlaną na Targówku z Pl. Wilsona na Żoliborzu) albo na moście Średnicowym (łączyłby bezpośrednio Dw. Wschodni z Al. Jerozolimskimi, otwierając drogę na Ursus). Można by też rozbudować most Świętokrzyski i stworzyć rowerową autostradę pomiędzy stacją Warszawa Stadion, a Uniwersytetem Warszawskim.&#xA;&#xA;Być może kiedyś będą o nas mówić, że zastali Warszawę spalinową, a zostawili rowerową?&#xA;&#xA;Fotomontaż: Piotr W. Bartoszek ze zdjęć MaciejMargas.pl / facebook.pl/to022 oraz Foster and Partners&#xA;[1] Biorąc pod uwagę różne przedsięwzięcia zrealizowane w Warszawie, trzeba sobie zdawać sprawę, że deweloperom, budowniczym i architektom w rzeczywistości nie zawsze wychodzi to, co sobie założyli w swoich projektach (vide Złota 44).&#xA;[2] Dlatego Warszawa 2114, bo Warszawa 2014 będzie istnieć jedynie na naszym blogu, a nie w głowach pracowników stołecznego ratusza.&#xA;[3] Być może odległej, nawet i o 100 lat, ale przyszłości.&#xA;&#xA;elegancko&#xA;&#xA;aut. #drkunalski&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/jS2PlF8kaaLb/fTxZTmRAqbsOK3b8G19rIntmlgVWSLQXp5voTkhb.jpg" alt="autostrady"></p>

<p>Dr Kunalski</p>

<p>8 stycznia 2014</p>

<p><strong>Prolog</strong></p>

<p>Będąc cały czas w głębokiej depresji po odkryciu tajnych planów przebudowy Starego Miasta, postanowiliśmy pomyśleć o czymś przyjemniejszym. Udaliśmy się więc w podróż do Warszawy A.D. 2114, do której zainspirował nas artykuł <a href="http://www.wired.com/autopia/2014/01/skycycle/" rel="nofollow">„A 137-Mile »Cycling Utopia« Floating Above London’s Rail Lines”</a>. Powyżej zamieszczamy zdjęcie z tej wyprawy, która skłoniła mnie do refleksji, czy warszawskie autostrady rowerowe to tylko sen, czy może plan wart przeanalizowania?</p>



<p><strong>Warszawa i okolice w rowerowej sieci</strong></p>

<p>Patrząc na zdjęcie przedstawiające zawieszone nad Warszawą rowerowe autostrady, mam mieszane uczucia. Z jednej strony[1], wczytując się w <a href="http://www.fosterandpartners.com/news/skycycle-proposals-to-create-safe-new-cycle-routes-throughout-london/" rel="nofollow">tekst źródłowy</a> nt. rowerowych autostrad w mieście i dookoła niego, muszę przyznać, że jest to ciekawa i przemyślana koncepcja, nad którą warto się pochylić. Po prostu fajny pomysł, który mógłby posłużyć jako inspiracja przy podejmowaniu noworocznych postanowień dla Warszawy A.D. 2144, by rozwiązać problemy cyklistów poruszających się po mieście[2]. Z drugiej strony mam wielkie obawy co do funkcjonowania tego typu miejskich autostrad rowerowych.</p>

<p>Wydaje się, że miejskie i okołomiejskie autostrady rowerowe należą do przyszłości[3] i są naturalnym etapem rozwoju systemu Veturilo (Warszawskich Rowerów Publicznych) działającego w ramach Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie (ZTM). Mieszkańcy nie tylko mogliby korzystać z miejskiego systemu wypożyczania rowerów jako alternatywnego ekologicznego środka transportu, ale także prosto z niektórych wypożyczalni wraz z pozostałymi cyklistami wjeżdżać na autostrady rowerowe. Dzięki temu można by było poruszać się szybko i bez przeszkód, bez obawy o złapanie mandatu za przejechanie rowerem po pasach, bez konieczności zatrzymywania się na światłach, bez nieustannych kłótni z pieszymi o to, gdzie zaczynają się, a gdzie kończą prawa rowerzysty i przechodnia, bez obawy, że na drogę wyskoczy nam pies albo dziecko, że pęknie nam dętka albo skrzywi się koło o wysoki krawężnik, że zderzymy się z samochodem lub autobusem. Ba! Autostrady te mogłyby być całkowicie zadaszone i bez problemu można by nimi się poruszać podczas ulewnych dni, śnieżycy czy przy porywistym wietrze.</p>

<p>Rozmarzyłem się! Marzenie ściętej głowy. Mam wrażenie, że idea zawieszonych autostrad rowerowych w samym mieście i dookoła niego nie jest do końca taka piękna. Ten projekt jest „totalną futurystką”. Nie tylko wydaje się nierealny z punktu widzenia organizacji, budżetu czy logistyki. Swoją architekturą mógłby on prostu oszpecić miasto. Po co budować warstwowe arterie komunikacyjne, skoro można zorganizować ruch taniej i prościej w ramach jednej drogi?</p>

<p><strong>A co warszawiacy powiedzą o superścieżkach?</strong></p>

<p>Jak już mogliśmy się nieraz przekonać, morał jest taki, że nie wszystko, co tańsze i prostsze, jest lepsze, a przede wszystkim bezpieczne. Kto by nie chciał swobodnie przejechać rowerem linię średnicową z Ursusa przez Centrum i Powiśle, nad Wisłą, obok stadionu, aż do Falenicy, ulicą Powstańców Śląskich z Bielan na Ursus czy trasą Toruńską z Tarchomina prosto do Berlina? Problemu nie powinno stanowić również ulokowanie takich autostrad w obszarach chronionych i nad lasem lub przez inne niedostępne miejsca dla samochodów prowadzić na skróty np. z Łomianek do Metra Młociny albo z Konstancina do Metra Kabaty.</p>

<p>Do roku 2114 mamy jeszcze sporo czasu na rozmyślanie nad architekturą tych autostrad oraz wypracowanie w ramach konsultacji społecznych kompromisu na temat sposobu wpasowania ich w przestrzeń miejską.</p>

<iframe src="//www.youtube.com/embed/HgiEspxp9PQ" width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe>

<p><strong>A co świat mówi?</strong></p>

<p>Damon Lavrinc, autor tekstu pt. „A 137-Mile »Cycling Utopia« Floating Above London’s Rail Lines”, opisał projekt zespołu architektów Foster and Partners, który zakłada budowę 220 km tras rowerowych zawieszonych nad podmiejskimi liniami kolejowymi.</p>

<p>Nie oznacza to jednak, że w przyszłości rowerowe autostrady nie mogłyby powstać nad ulicami, liniami tramwajowymi czy jako hybryda autostrady i metra. Tym bardziej, że nie jest to pierwszy tego typu pomysł, gdyż już w 1899 roku w Kalifornii powstała <a href="http://highlandpark.wordpress.com/2010/12/14/remembering-the-great-california-cycleway/" rel="nofollow">specjalna trasa dedykowana dla rowerzystów</a>. Choć po tamtej drewnianej konstrukcji nie ma już śladu, to dziś możemy korzystać np. z niemal 18 kilometrowej <a href="http://www.nytimes.com/2012/07/18/world/europe/in-denmark-pedaling-to-work-on-a-superhighway.html?pagewanted=all" rel="nofollow">kopenhaskiej autostrady rowerowej</a>, która jest bardziej realnym odzwierciedleniem opisywanej wizji. Ciekawostką jest również fakt, że pierwsze podziemne metro otwarte w 1863 roku w Londynie jest stosunkowo niewiele starsze od  pierwszej kalifornijskiej rowerowej drogi.</p>

<p>Foster and Partners jako główne zalety projektu budowy wiszących nad miastem rowerowych tras wymieniają m. in. ograniczenie czasu podróży do i z pracy, znalezienie wolnej przestrzeni w zatłoczonym mieście czy niższe koszty budowy w porównaniu z tradycyjnymi drogami i tunelami.</p>

<p>Prototypowy odcinek drogi o długości ok. 6,5 kilometra pomiędzy Stanford a Liverpoolem został wyceniony na 200 milionów funtów. Na razie koszty wydają się niewspółmierne do korzyści, jakie „SkyCycle” mógłby przynieść w polskich realiach. Dla porównania koszt warszawskiej obwodnicy S8 Konotopa – Powązkowska (10 km) wyniósł 2 miliardy złotych, co po przeliczeniu daje nam zbliżone koszty budowy 1 kilometra trasy obydwu projektów, przy czym była to najdroższa inwestycja drogowa w Warszawie. Są to jednak jedynie wstępne szacunki kosztów budowy „wiszących” tras rowerowych, a bezpieczeństwo na drodze i zapobieganie śmiertelnym wypadkom nie powinno mieć ceny. Ponadto, wykluczając katastrofy, np. zawalenie się konstrukcji, prawie niemożliwe jest spowodowanie śmiertelnego wypadku na rowerowej autostradzie.</p>

<p><strong>To dopiero początek</strong></p>

<p>Mógłbym godzinami rozpatrywać wszystkie za i przeciw, ale czas najwyższy przejść do konkretów i stworzyć testowy odcinek zabudowanej autostrady dedykowanej dla rowerzystów. Pierwszy odcinek mógłby zostać wybudowany wraz z mostem Krasińskiego (łączyłby ulicę Budowlaną na Targówku z Pl. Wilsona na Żoliborzu) albo na moście Średnicowym (łączyłby bezpośrednio Dw. Wschodni z Al. Jerozolimskimi, otwierając drogę na Ursus). Można by też rozbudować most Świętokrzyski i stworzyć rowerową autostradę pomiędzy stacją Warszawa Stadion, a Uniwersytetem Warszawskim.</p>

<p>Być może kiedyś będą o nas mówić, że zastali Warszawę spalinową, a zostawili rowerową?</p>

<p>Fotomontaż: Piotr W. Bartoszek ze zdjęć MaciejMargas.pl / facebook.pl/to022 oraz Foster and Partners
[1] Biorąc pod uwagę różne przedsięwzięcia zrealizowane w Warszawie, trzeba sobie zdawać sprawę, że deweloperom, budowniczym i architektom w rzeczywistości nie zawsze wychodzi to, co sobie założyli w swoich projektach (vide Złota 44).
[2] Dlatego Warszawa 2114, bo Warszawa 2014 będzie istnieć jedynie na naszym blogu, a nie w głowach pracowników stołecznego ratusza.
[3] Być może odległej, nawet i o 100 lat, ale przyszłości.</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:drkunalski" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">drkunalski</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/warszawskie-autostrady-rowerowe-a-d</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:18:00 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>ELEGANCKO | SUBIEKTYWNE PODSUMOWANIE ROKU 2013 CZ. 2 Z 2</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/elegancko-subiektywne-podsumowanie-roku-2013-cz</link>
      <description>&lt;![CDATA[obr1&#xA;&#xA;Pańska Skórka&#xA;&#xA;3 stycznia 2014&#xA;&#xA;Już wiemy co było frajerskie w roku 2013 według Pańskiej Skórki.&#xA;&#xA;Pora na #elegancko bo ile można narzekać…&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;elegancko&#xA;&#xA;Adam Kaliszewski&#xA;Pańska Skórka – bo brakowało mi takiego bloga. Jako czytelnikowi :)&#xA;Południowa Obwodnica Warszawy – jedna z najlepszych inwestycji infrastrukturalnych ostatnich dziesięcioleci w Warszawie – to, że stolica dużego europejskiego miasta nie miała dotąd obwodnicy, było jakimś ponurym żartem – czekam na dalsze odcinki.&#xA;Otwarty Jazdów – czyli próba pokazania, że wbrew absurdalnym decyzjom administracyjnym da się – choć na trochę – ożywić miejsce skazane rękami urzędników na śmierć.&#xA;Tu Było, Tu Stało II – bo trzeba pamiętać, co było i stało – jedna z lepszych inicjatyw w Warszawie w ostatnich latach.&#xA;Coraz więcej pikników na trawie, targów śniadaniowych itp. bezpretensjonalnych spotkań mieszkańców – trend wzrostowy i bardzo dobrze. Nie tylko koncertami na Stadionie Narodowym Warszawa żyje, więc świetnie, że pojawiają się inicjatywy od ludzi i dla ludzi – dla każdego, bez zadęcia, na luzie i w przyjemnej atmosferze.&#xA;&#xA;Panna Meluzyna&#xA;Miasto Moje a W Nim – za inicjatywy (w realu i wirtualu) mające na celu oczyszczenie Warszawy z reklamy wielkoformatowej. “Piękny” parawan reklamujący “Warsaw Shore” na DH Smyk to tylko wierzchołek góry lodowej. Standami, banerami, afiszami w formacie XXXL Warszawa stoi od Kabat do Młocin.&#xA;Klub Komediowy/ludzie – za to, że dzięki wpłatom (w ramach zbiórki crowdfundingowej zebrano 37175.77 zł) powstanie miejsce, w którym będzie można oglądać spektakle zdolnych komików, improwizatorów i… nie tylko.&#xA;Powrót Super Girl and Romantic Boys i koncert na Agrykoli. Morze ludzi i “Spokój” na żywo. &lt;3&#xA;&#xA;Adam Barański&#xA;Wystawienie na sprzedaż pierwszych działek przy PKiN, to pierwszy krok ku zabudowie centrum. Do tego powstają nowe drapacze chmur – co mnie cieszy jako zwolennika wysokiej zabudowy w centrum.&#xA;Mieszkańcy biorą miasto w swoje ręce – nowe inicjatywy, blogi, akcje (obrona Ogrodu Krasińskich), książki, fanpage. No i Pańska Skórka jako najlepsza oddolna inicjatywa ;)&#xA;Ukończenie renowacji Le Palais na Próżnej – przykład że można restaurować z sukcesem zabytki, można poszukiwać wciąż starej Warszawy, a nie wyburzać i zastępować ją obleśną architekturą jak przy ulicy Chmielnej.&#xA;Targi śniadaniowe, Bazar, moda na eko, picie nad Wisłą – Warszawa budzi się do życia, mimo braku działań miasta.&#xA;&#xA;Romuald Brüdke&#xA;mieszkańcy – za coraz więcej inicjatyw społecznych, kulturalnych, kulinarnych, publicystycznych. interesujemy się miastem, animujemy, chcemy je zmieniać – to bardzo ważne.&#xA;A2 – można dojechać z Bielan do Berlina.&#xA;referendum – kroczek bliżej do demokracji obywatelskiej i aktywizowania społeczeństwa.&#xA;burgerownie – nareszcie jakaś alternatywa dla kebababów, gdzie można się najeść za 9 ziko.&#xA;Cosmopolitan Twarda 2/4 – za ładną elewację i smukłą sylwetkę.&#xA;&#xA;Piotr W. Bartoszek&#xA;Oddolne inicjatywy mieszkańców Warszawy (Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, fanpejdże walczące ze szmatami reklamowymi na budynach).&#xA;Inicjatywa pro referendalna.&#xA;Sebastien Tellier w Miasto Cypel.&#xA;Dwie linie metra – północna i południowa – podczas wakcji – wyłączona stacja Świętokrzyska i Centrum.&#xA;3. urodziny Eufemii.&#xA;Powstanie Pańskiej Skórki.&#xA;Żoliborska plaża nad Wisłą i wiosenno letnie plenerowe życie warszawiaków.&#xA;Samochód Google Street View, który zrobił mi zdjęcie.&#xA;Food trucki.&#xA;10. Krowarzywa.&#xA;11. Upały.&#xA;12. Pięknie odnowione fasady żoliborskiej WSM.&#xA;13. Miejsca w Warszawie, o których nie miałeś pojęcia, że istnieją bo nie istnieją.&#xA;14. Walka o utrzymanie osiedla Jazdów.&#xA;15. Wystawa w Muzeum Historycznnym Warszawy – Warszawa w budowie 5 (#WWB5).&#xA;16. Karaoke na Schroegera.&#xA;&#xA;ps&#xA;&#xA;elegancko&#xA;&#xA;aut. #pańskaskórka&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/Z33RyK9inlnz/fm03mpyLPDe1P2Za9Z4mSbaiTPJMxuFdOmmjk9Ll.jpg" alt="obr1"></p>

<p>Pańska Skórka</p>

<p>3 stycznia 2014</p>

<p>Już wiemy co było frajerskie w roku 2013 według Pańskiej Skórki.</p>

<p>Pora na <a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a> bo ile można narzekać…</p>



<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/QXyblelf6vqP/KCvk6oHT8ypozSFVRbzQxlAu2o9yhmPMswStI6WA.webp" alt="elegancko"></p>

<p><strong>Adam Kaliszewski</strong>
1. Pańska Skórka – bo brakowało mi takiego bloga. Jako czytelnikowi :)
2. Południowa Obwodnica Warszawy – jedna z najlepszych inwestycji infrastrukturalnych ostatnich dziesięcioleci w Warszawie – to, że stolica dużego europejskiego miasta nie miała dotąd obwodnicy, było jakimś ponurym żartem – czekam na dalsze odcinki.
3. Otwarty Jazdów – czyli próba pokazania, że wbrew absurdalnym decyzjom administracyjnym da się – choć na trochę – ożywić miejsce skazane rękami urzędników na śmierć.
4. Tu Było, Tu Stało II – bo trzeba pamiętać, co było i stało – jedna z lepszych inicjatyw w Warszawie w ostatnich latach.
5. Coraz więcej pikników na trawie, targów śniadaniowych itp. bezpretensjonalnych spotkań mieszkańców – trend wzrostowy i bardzo dobrze. Nie tylko koncertami na Stadionie Narodowym Warszawa żyje, więc świetnie, że pojawiają się inicjatywy od ludzi i dla ludzi – dla każdego, bez zadęcia, na luzie i w przyjemnej atmosferze.</p>

<p><strong>Panna Meluzyna</strong>
1. Miasto Moje a W Nim – za inicjatywy (w realu i wirtualu) mające na celu oczyszczenie Warszawy z reklamy wielkoformatowej. “Piękny” parawan reklamujący “Warsaw Shore” na DH Smyk to tylko wierzchołek góry lodowej. Standami, banerami, afiszami w formacie XXXL Warszawa stoi od Kabat do Młocin.
2. Klub Komediowy/ludzie – za to, że dzięki wpłatom (w ramach zbiórki crowdfundingowej zebrano 37175.77 zł) powstanie miejsce, w którym będzie można oglądać spektakle zdolnych komików, improwizatorów i… nie tylko.
3. Powrót Super Girl and Romantic Boys i koncert na Agrykoli. Morze ludzi i “Spokój” na żywo. &lt;3</p>

<p><strong>Adam Barański</strong>
1. Wystawienie na sprzedaż pierwszych działek przy PKiN, to pierwszy krok ku zabudowie centrum. Do tego powstają nowe drapacze chmur – co mnie cieszy jako zwolennika wysokiej zabudowy w centrum.
2. Mieszkańcy biorą miasto w swoje ręce – nowe inicjatywy, blogi, akcje (obrona Ogrodu Krasińskich), książki, fanpage. No i Pańska Skórka jako najlepsza oddolna inicjatywa ;)
3. Ukończenie renowacji Le Palais na Próżnej – przykład że można restaurować z sukcesem zabytki, można poszukiwać wciąż starej Warszawy, a nie wyburzać i zastępować ją obleśną architekturą jak przy ulicy Chmielnej.
4. Targi śniadaniowe, Bazar, moda na eko, picie nad Wisłą – Warszawa budzi się do życia, mimo braku działań miasta.</p>

<p><strong>Romuald Brüdke</strong>
1. mieszkańcy – za coraz więcej inicjatyw społecznych, kulturalnych, kulinarnych, publicystycznych. interesujemy się miastem, animujemy, chcemy je zmieniać – to bardzo ważne.
2. A2 – można dojechać z Bielan do Berlina.
3. referendum – kroczek bliżej do demokracji obywatelskiej i aktywizowania społeczeństwa.
4. burgerownie – nareszcie jakaś alternatywa dla kebababów, gdzie można się najeść za 9 ziko.
5. Cosmopolitan Twarda 2/4 – za ładną elewację i smukłą sylwetkę.</p>

<p><strong>Piotr W. Bartoszek</strong>
1. Oddolne inicjatywy mieszkańców Warszawy (Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, fanpejdże walczące ze szmatami reklamowymi na budynach).
2. Inicjatywa pro referendalna.
3. Sebastien Tellier w Miasto Cypel.
4. Dwie linie metra – północna i południowa – podczas wakcji – wyłączona stacja Świętokrzyska i Centrum.
5. 3. urodziny Eufemii.
6. Powstanie Pańskiej Skórki.
7. Żoliborska plaża nad Wisłą i wiosenno letnie plenerowe życie warszawiaków.
8. Samochód Google Street View, który zrobił mi zdjęcie.
9. Food trucki.
10. Krowarzywa.
11. Upały.
12. Pięknie odnowione fasady żoliborskiej WSM.
13. Miejsca w Warszawie, o których nie miałeś pojęcia, że istnieją bo nie istnieją.
14. Walka o utrzymanie osiedla Jazdów.
15. Wystawa w Muzeum Historycznnym Warszawy – Warszawa w budowie 5 (<a href="/panskaskorka/tag:WWB5" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">WWB5</span></a>).
16. Karaoke na Schroegera.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/UGhFSRyaljfH/ZhKu72DJYvomHGQztFlXKOk0x853aerZg8X77Q43.webp" alt="ps"></p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:pa%C5%84skask%C3%B3rka" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">pańskaskórka</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/elegancko-subiektywne-podsumowanie-roku-2013-cz</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:11:54 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>FRAJERSKO | SUBIEKTYWNE PODSUMOWANIE ROKU 2013 CZ. 1 Z 2</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/frajersko-subiektywne-podsumowanie-roku-2013-cz</link>
      <description>&lt;![CDATA[pods&#xA;&#xA;Pańska Skórka&#xA;&#xA;2 stycznia 2014&#xA;&#xA;Rok 2013 za nami…&#xA;&#xA;Co było w nim frajerskiego, wyjaśniają blogerzy Pańskiej Skórki.&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;frajersko&#xA;&#xA;Adam Kaliszewski&#xA;Inwestycja przy Podwalu – przykład ignorowania dziedzictwa materialnego, układu urbanistycznego, braku poszanowania dla wszystkich i wszystkiego, symbol niejasnych powiązań biznesowych i tego, co najgorsze w relacjach deweloper-miasto-mieszkańcy.&#xA;Referendum prezydenckie – niepotrzebny cyrk na kółkach, w którym zarówno ratusz, jak i jego oponenci pokazali się z jak najgorszej strony. Zaangażowanie najwyższych władz państwowych – wstyd i kpina z demokracji i obywateli.&#xA;Wycofanie ikarusów – kiedyś musiało nastąpić, ale i tak żal.&#xA;Podpalenia tęczy – przykład brunatnego ponuractwa, braku tolerancji dla czegokolwiek i kogokolwiek, ulica vs sztuka, 1:0 dla ulicy.&#xA;Dalsza ekspansja reklamy wielkoformatowej – która będzie trwać i trwać przez kolejne lata, aż płachty przykryją całe miasto.&#xA;&#xA;Panna Meluzyna&#xA;Brak zakrojonej na szeroką skalę strategii pomocy zwierzętom bezdomnym. Bo wiadomo, zwierzęta nie głosują. A te bez meldunku – jeszcze bardziej.&#xA;Marsz Niepodległości – znów chuligany opanowują stolicę, media robią wokół tego teatrzyk. Dużego zaskoczenia nie ma. Jest cyrk, przemoc, spalona tęcza. Są narodowcy atakujący squaty i wyrywający drzewka (bo drzewka były bardzo agresywne?).&#xA;Wystrzałowy Sylwester – rustykalny (czyli czerstwy) gust władz miasta i brandzlowanie się fajerwerkami, których nienawidzą koty, psy i ich właściciele (nie wiadomo kto bardziej). Czynienie cierpienia odbyło się zapewne przy radosnych piosenkach występujących gwiazd. Z playbacku.&#xA;&#xA;Adam Barański&#xA;Kolejne wyburzenia zabytków i bezradność konserwatora – w tym koronny przykład – wyburzenie budynku przy Zajęczej. Nic mi nie wiadomo o pociągnięciu do odpowiedzialności dewelopera.&#xA;Burdy i kolejny rok bezradności miasta/policji oraz zastraszania mieszkańców Warszawy w czasie Marszu Niepodległości.W przyszłym roku zapraszamy na marsz do lasu, choć i tam nie objedzie się pewnie bez zniszczeń.&#xA;Komunikacja – próba skasowania linii 175, zmiana częstotliwości w rozkładach jazdy, podwyżki biletów za czym nie idzie poprawa jakości usług, płonące Inspiro&#xA;Senatorska i nieliczenie się z mieszkańcami, UNESCO. Oczywiście wszystko zgodnie z przepisami, więc #frajersko wędruje dla miasta.&#xA;Dalsze zaniedbania – śmierć Starówki, Pragi, brak pomysłu na politykę kulturalną miasta, ciągle brak pomysłu na to jak walczyć z reklamą wielkoformatową&#xA;Muzeum Historii Żydów Polskich – otwarcie Muzeum bez wystawy.&#xA;&#xA;Romuald Brüdke&#xA;Tęcza – za zainstalowanie 4 olbrzymich latarni podświetlających tęczę na Zbawiksie, a przede wszystkim za brak umiejętności rozwiązywania problemów i konfliktów przez władze miasta.&#xA;Inspiro – za wprowadzenie bez testów – żeby zdążyć przed referendum – i szybkie wycofanie, bo pociągi same w sobie całkiem ok.&#xA;Kebab Sąsiad – likwidacja legandarnej kebabiarni związana m.in. z enigmatyczną nową inwestycją na Słodowcu.&#xA;Złota 44, pseudonim Żagiel – bo ma nieładną elewację.&#xA;Stadion Narodowy – poza dużymi eventami sprawia wrażenie wydzielonej i opustoszałej części miasta.&#xA;&#xA;Piotr W. Bartoszek&#xA;Podpalenie klubu Sen Pszczoły.&#xA;Straszenie warszawiaków likwidacją nocnych kursów metra.&#xA;Śnieg w kwietniu.&#xA;Reklamy wielkoformatowe i w ogóle zalew nielegalnych reklamopodobnych tworów na elewacjach i ogrodzeniach.&#xA;Buc ze Złotej 44 (Roger Black – dyr. kreatywny) – “Jak dla mnie tego budynku nie musi kochać cała Warszawa. Wystarczy, że znajdę 266 osób, którym się spodoba” [źródło cytatu: wywiad dla gazeta.pl z 23.07.2013]&#xA;Ignorancja, zarozumialstwo, dyletanctwo, pycha i poczucie nietykalności władz – niemal na każdym szczeblu.&#xA;Wysokie ceny płyt cd i kaset magnetofonowych.&#xA;Opóźniona budowa II linii metra.&#xA;Basen na Trasie AK.&#xA;10. Kocioł przy rzekomej chęci wyrzucenia Kulturalnej z dotychczasowego miejsca.&#xA;11. Powołanie Grzegorza Piątka na stanowisko Naczelnika Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej – nadzieje z tym związane a przede wszystkim jego odejście (posłużył jako osoba mająca ocieplić wizerunek Ratusza przed referendum, machina urzędnicza, która wiązała mu ręce).&#xA;12. Wszechobecne burgery…&#xA;13. Politycy zniechęcający do udziału w warszawskim referendum (Tusk, Komorowski), oraz ludzie z Warszawą niespecjalnie związani (Wałęsa).&#xA;14. Robienie sobie żartów z mieszkańców Warszawy przez Prezesa Rady Ministrów – nawet jeśli HGW zostanie odwołana to i tak powoła ją na stanowisko komisarza.&#xA;15. Wyrzucanie pieniędzy na laurki dla Ratusza (np. http://zmieniamywarszawe.pl).&#xA;16. Nie idę DO referendum – czyli ‘oddolna obywatelska akcja społeczna’ finansowana przez PO.&#xA;17. Rozgrzebany Prudential.&#xA;18. Miejsca w Warszawie, o których nie miałeś pojęcia, że istnieją – czyli farma fejsbukowych lajków dla naiwnych klikaczy, a tam takie kwiatki, jak wiadukt na Karowej albo pijalnia czekolady Wedla – Takie WOW.&#xA;19. Podwale 1 – czyli istna opera mydlana – kłamstwa dewelopera, że inwestycja była konsultowana ‘z wszystkimi świętymi’ w mieście i w UNESCO, pozwolenie na budowę wydane przez Jolantę Zdziech-Naperty, a jednym z autorów projektu jest jej syn Bartosz Naperty, wydana przez HGW pod naciskiem opinii publicznej decyzja o wstrzymaniu budowy, która później przez wojewodę została uchylona (deweloper przez ten czas budowy nie wstrzymał, a właściwie nie wstrzymał rozbiórki kamienicy).&#xA;20. Niewłaściwe zabezpieczenie przez policję Marszu Niepodległości, opieszałość policji. W rezultacie bitwa kiboli z anarchistami na ul. Skorupki i po raz setny spalona tęcza.&#xA;21. Wybrukowanie kostką Bauma ścieżki leśnej wzdłuż ulicy Dewajtis w rezerwacie Las Bielański, mimo iż Zielone Mazowsze przedstawiło inne możliwości budowy chodnika.&#xA;22. Eventy z śledzikiem w nazwie, na których nie spotkałem nawet grama śledzika&#xA;&#xA;ps&#xA;&#xA;A jutro zapraszamy na podsumowanie tego, co w 2013 roku było #elegancko.&#xA;&#xA;frajersko&#xA;&#xA;aut. #pańskaskórka&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/dWeWXOG2e2hr/THqbx7wGd7mOWwFBIhhSSzl0E98EvGhwcMiMnjNQ.jpg" alt="pods"></p>

<p>Pańska Skórka</p>

<p>2 stycznia 2014</p>

<p>Rok 2013 za nami…</p>

<p>Co było w nim frajerskiego, wyjaśniają blogerzy Pańskiej Skórki.</p>



<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/pyYePTvuMWqB/XXtxY5biAMR4FVKIsCUL49hwEDX3X3EE8bciCUq9.webp" alt="frajersko"></p>

<p><strong>Adam Kaliszewski</strong>
1. Inwestycja przy Podwalu – przykład ignorowania dziedzictwa materialnego, układu urbanistycznego, braku poszanowania dla wszystkich i wszystkiego, symbol niejasnych powiązań biznesowych i tego, co najgorsze w relacjach deweloper-miasto-mieszkańcy.
2. Referendum prezydenckie – niepotrzebny cyrk na kółkach, w którym zarówno ratusz, jak i jego oponenci pokazali się z jak najgorszej strony. Zaangażowanie najwyższych władz państwowych – wstyd i kpina z demokracji i obywateli.
3. Wycofanie ikarusów – kiedyś musiało nastąpić, ale i tak żal.
4. Podpalenia tęczy – przykład brunatnego ponuractwa, braku tolerancji dla czegokolwiek i kogokolwiek, ulica vs sztuka, 1:0 dla ulicy.
5. Dalsza ekspansja reklamy wielkoformatowej – która będzie trwać i trwać przez kolejne lata, aż płachty przykryją całe miasto.</p>

<p><strong>Panna Meluzyna</strong>
1. Brak zakrojonej na szeroką skalę strategii pomocy zwierzętom bezdomnym. Bo wiadomo, zwierzęta nie głosują. A te bez meldunku – jeszcze bardziej.
2. Marsz Niepodległości – znów chuligany opanowują stolicę, media robią wokół tego teatrzyk. Dużego zaskoczenia nie ma. Jest cyrk, przemoc, spalona tęcza. Są narodowcy atakujący squaty i wyrywający drzewka (bo drzewka były bardzo agresywne?).
3. Wystrzałowy Sylwester – rustykalny (czyli czerstwy) gust władz miasta i brandzlowanie się fajerwerkami, których nienawidzą koty, psy i ich właściciele (nie wiadomo kto bardziej). Czynienie cierpienia odbyło się zapewne przy radosnych piosenkach występujących gwiazd. Z playbacku.</p>

<p><strong>Adam Barański</strong>
1. Kolejne wyburzenia zabytków i bezradność konserwatora – w tym koronny przykład – wyburzenie budynku przy Zajęczej. Nic mi nie wiadomo o pociągnięciu do odpowiedzialności dewelopera.
2. Burdy i kolejny rok bezradności miasta/policji oraz zastraszania mieszkańców Warszawy w czasie Marszu Niepodległości.W przyszłym roku zapraszamy na marsz do lasu, choć i tam nie objedzie się pewnie bez zniszczeń.
3. Komunikacja – próba skasowania linii 175, zmiana częstotliwości w rozkładach jazdy, podwyżki biletów za czym nie idzie poprawa jakości usług, płonące Inspiro
4. Senatorska i nieliczenie się z mieszkańcami, UNESCO. Oczywiście wszystko zgodnie z przepisami, więc <a href="/panskaskorka/tag:frajersko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">frajersko</span></a> wędruje dla miasta.
5. Dalsze zaniedbania – śmierć Starówki, Pragi, brak pomysłu na politykę kulturalną miasta, ciągle brak pomysłu na to jak walczyć z reklamą wielkoformatową
6. Muzeum Historii Żydów Polskich – otwarcie Muzeum bez wystawy.</p>

<p><strong>Romuald Brüdke</strong>
1. Tęcza – za zainstalowanie 4 olbrzymich latarni podświetlających tęczę na Zbawiksie, a przede wszystkim za brak umiejętności rozwiązywania problemów i konfliktów przez władze miasta.
2. Inspiro – za wprowadzenie bez testów – żeby zdążyć przed referendum – i szybkie wycofanie, bo pociągi same w sobie całkiem ok.
3. Kebab Sąsiad – likwidacja legandarnej kebabiarni związana m.in. z enigmatyczną nową inwestycją na Słodowcu.
4. Złota 44, pseudonim Żagiel – bo ma nieładną elewację.
5. Stadion Narodowy – poza dużymi eventami sprawia wrażenie wydzielonej i opustoszałej części miasta.</p>

<p><strong>Piotr W. Bartoszek</strong>
1. Podpalenie klubu Sen Pszczoły.
2. Straszenie warszawiaków likwidacją nocnych kursów metra.
3. Śnieg w kwietniu.
4. Reklamy wielkoformatowe i w ogóle zalew nielegalnych reklamopodobnych tworów na elewacjach i ogrodzeniach.
5. Buc ze Złotej 44 (Roger Black – dyr. kreatywny) – “Jak dla mnie tego budynku nie musi kochać cała Warszawa. Wystarczy, że znajdę 266 osób, którym się spodoba” [źródło cytatu: wywiad dla gazeta.pl z 23.07.2013]
6. Ignorancja, zarozumialstwo, dyletanctwo, pycha i poczucie nietykalności władz – niemal na każdym szczeblu.
7. Wysokie ceny płyt cd i kaset magnetofonowych.
8. Opóźniona budowa II linii metra.
9. Basen na Trasie AK.
10. Kocioł przy rzekomej chęci wyrzucenia Kulturalnej z dotychczasowego miejsca.
11. Powołanie Grzegorza Piątka na stanowisko Naczelnika Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej – nadzieje z tym związane a przede wszystkim jego odejście (posłużył jako osoba mająca ocieplić wizerunek Ratusza przed referendum, machina urzędnicza, która wiązała mu ręce).
12. Wszechobecne burgery…
13. Politycy zniechęcający do udziału w warszawskim referendum (Tusk, Komorowski), oraz ludzie z Warszawą niespecjalnie związani (Wałęsa).
14. Robienie sobie żartów z mieszkańców Warszawy przez Prezesa Rady Ministrów – nawet jeśli HGW zostanie odwołana to i tak powoła ją na stanowisko komisarza.
15. Wyrzucanie pieniędzy na laurki dla Ratusza (np. <a href="http://zmieniamywarszawe.pl" rel="nofollow">http://zmieniamywarszawe.pl</a>).
16. Nie idę DO referendum – czyli ‘oddolna obywatelska akcja społeczna’ finansowana przez PO.
17. Rozgrzebany Prudential.
18. Miejsca w Warszawie, o których nie miałeś pojęcia, że istnieją – czyli farma fejsbukowych lajków dla naiwnych klikaczy, a tam takie kwiatki, jak wiadukt na Karowej albo pijalnia czekolady Wedla – Takie WOW.
19. Podwale 1 – czyli istna opera mydlana – kłamstwa dewelopera, że inwestycja była konsultowana ‘z wszystkimi świętymi’ w mieście i w UNESCO, pozwolenie na budowę wydane przez Jolantę Zdziech-Naperty, a jednym z autorów projektu jest jej syn Bartosz Naperty, wydana przez HGW pod naciskiem opinii publicznej decyzja o wstrzymaniu budowy, która później przez wojewodę została uchylona (deweloper przez ten czas budowy nie wstrzymał, a właściwie nie wstrzymał rozbiórki kamienicy).
20. Niewłaściwe zabezpieczenie przez policję Marszu Niepodległości, opieszałość policji. W rezultacie bitwa kiboli z anarchistami na ul. Skorupki i po raz setny spalona tęcza.
21. Wybrukowanie kostką Bauma ścieżki leśnej wzdłuż ulicy Dewajtis w rezerwacie Las Bielański, mimo iż Zielone Mazowsze przedstawiło inne możliwości budowy chodnika.
22. Eventy z śledzikiem w nazwie, na których nie spotkałem nawet grama śledzika</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/9deLMLyTl1fD/5UKRYvr5TIu3QveKDZj37cHc9outegwOiBhQiguY.webp" alt="ps"></p>

<p>A jutro zapraszamy na podsumowanie tego, co w 2013 roku było <a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a>.</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:frajersko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">frajersko</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:pa%C5%84skask%C3%B3rka" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">pańskaskórka</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/frajersko-subiektywne-podsumowanie-roku-2013-cz</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 11:04:47 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>METRO: 1983</title>
      <link>https://paper.wf/panskaskorka/metro-1983</link>
      <description>&lt;![CDATA[metro1&#xA;&#xA;Adam Kaliszewski&#xA;&#xA;28 grudnia 2013&#xA;&#xA;Warszawa żyje metrem. Dosłownie – jego pierwszą linią, gdzie tysiące mieszkańców codziennie integrują się bardzo blisko, a strefa intymności przestaje istnieć. I gdzie każda awaria urasta do kategorii wręcz biblijnych. Werbalnie – linią drugą – jej perspektywami oraz problemami w czasie budowy. Ja żyję metrem, z metrem i poniekąd w metrze praktycznie od zawsze, kiedy jako zupełnie mały dzieciak sprowadziłem się z rodzicami na Ursynów i budowę pierwszej linii obserwowałem z balkonu, z podwórka, a czasem – gówniarski nielegal – z poziomu wykopów.&#xA;&#xA;!--more--&#xA;&#xA;Tuż obok (budowy) metra mieszkałem od 1981 roku – najpierw na Imielinie, później na wysokości obecnej stacji Stokłosy. Ale raz, że z czasu, kiedy byłem dwulatkiem, nie pamiętam literalnie nic, a dwa, że taki tytuł notki ładniej nawiązuje do całkiem zacnej powieści o podziemnej kolejce.&#xA;&#xA;Plan Metropolitenu - pierwszy znany szkic metra w Warszawie&#xA;Plan Metropolitenu – pierwszy znany szkic metra w Warszawie&#xA;&#xA;Moje najdawniejsze wspomnienia związane z metrem to rozkopana al. KEN. Z jednej strony niesamowita frajda dla dzieciaków z Imielina – wykopy, dźwigi, strzeliste kafary wbijające z impetem elementy konstrukcyjne (zdarzało się, że w bloku oddalonym o kilkaset metrów spadały ze ścian obrazki) i dziesiątki kamazów wywożących z budowy tony ziemi. Na pewno działało to na wyobraźnię. No i to metro mieli skończyć w ciągu kilku lat ;)&#xA;&#xA;Budowa stacji Natolin&#xA;Budowa stacji Natolin&#xA;&#xA;Nie skończyli, a w 1991 w księżycowym imielińskim pejzażu, przy wiecznie rozkopanej „alei” KEN zaparkował nawet ił-18, którego właściciel miał bardzo ambitne plany biznesowe. Wykopy, błoto i radziecki samolot unieruchomiony pośród bloków – czy można wyobrazić sobie szczęśliwsze dzieciństwo?&#xA;&#xA;Budowa Stacji Techniczno-Postojowej&#xA;Budowa Stacji Techniczno-Postojowej&#xA;&#xA;Kilka lat później nasza rodzina przeniosła się na Ursynów Północny. Oczywiście prace przy budowie I linii metra były nadal tak samo „zaawansowane” – co na odcinku ursynowskim oznaczało dokładnie te same błotne pejzaże, tonące między zwałami gliny przyszłe wejścia na poszczególne stacje, no i niezapomniane „jeziorko” koło 305-ki. Owo jeziorko to była raczej pokaźna kałuża, ale na tyle obszerna i głęboka, że dorobiła się własnego ekosystemu – było to jedno z najbogatszych (może oprócz wysychającego dziś oczka wodnego przy Centrum Onkologii) siedlisk kijanek. A później żab, które wnosiły w klimat szarego jeszcze wówczas blokowiska bardzo sielskie dźwięki.&#xA;&#xA;Budowa stacji Ursynów&#xA;Budowa stacji Ursynów&#xA;&#xA;Ursynów trwał więc rowem podzielony (zresztą nie tylko Ursynów, co pamięta każdy, kto w tamtych latach mieszkał w okolicach al. Niepodległości), ku uciesze dzieciarni i ku rozpaczy dorosłych, marzących o tym, aby wreszcie kiedyś dojechać do Śródmieścia podziemną kolejką, aż wreszcie rozpoczęły się dni otwarte i testowe przejazdy, a następnie regularne kursowanie metra (wreszcie mogłem przesiąść się z zatłoczonego 516!). Tamte czasy to również wspomnienie bardzo aktywnych osób odpowiedzialnych za monitoring i komunikaty – „Pan w czapce i pan bez włosów proszeni są o odsunięcie się od krawędzi peronu” usłyszeć można było kilka razy dziennie, a sporadycznie także: „Uwaga! Na peronie pojawili się kieszonkowcy!”. Było mi nieswojo, kiedy ten drugi komunikat usłyszałem na pustawej stacji, ewidentnie pod moim adresem. Wydawało mi się, że kieszonkowiec to praski typ w kaszkiecie, w najlepszym razie dresiarz, a nie młodociane metalątko z rozwianym włosem, ale widać obsługa miała swoje zdanie.&#xA;&#xA;Przygotowania do budowy stacji Ursynów&#xA;Przygotowania do budowy stacji Ursynów&#xA;&#xA;I jeszcze pierwsza wycieczka metrem na Kabaty i to niesamowite wrażenie pustki – gdzieś za plecami bloki Natolina, wokół pola, łąki, chaszcze i zarośla, a na horyzoncie Stacja Techniczno-Postojowa i linia Lasu Kabackiego. Dziś – nie do uwierzenia. Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć muszę jeszcze o zakładzie „Foto Metro” przy dzisiejszej stacji Ursynów, który nazwą (oraz gigantycznym muralem) wyprzedził uruchomienie I linii o dobrą dekadę, ale to jednak nie moje ówczesne rewiry.&#xA;&#xA;Dziś mieszkam na Bielanach, także dwa kroki od metra, które stało się już dla warszawiaków czymś powszednim, zwykłym,codziennym i istniejącym „od zawsze”. Dla mnie jednak nigdy nie będzie to po prostu kawałek miejskiej infrastruktury, a mnóstwo rewelacyjnych wspomnień z dzieciństwa. Szkoda, że w czasach bezpieczeństwa, ochrony, monitoringu i pancernych płotów, „dzieciaki II linii” pewnie takich wspomnień mieć nie będą.&#xA;&#xA;Zdjęcia z archiwum Metra Warszawskiego Sp. z o.o. Na potrzeby wpisu udostępnił je p. Krzysztof Malawko, Rzecznik Prasowy spółki Metro Warszawskie, któremu uprzejmie dziękuję!&#xA;&#xA;#elegancko #ursynów&#xA;&#xA;aut. #adamkaliszewski&#xA;&#xA;-- &#xD;&#xA;to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021&#xD;&#xA;nadal działamy w social mediach :)&#xD;&#xA;&#xD;&#xA;indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/tyXyfVdHJK0p/1CCuIRSVuKjIbTiRHWyrVbDodnXXINhmmOHjzNEA.jpg" alt="metro1"></p>

<p>Adam Kaliszewski</p>

<p>28 grudnia 2013</p>

<p>Warszawa żyje metrem. Dosłownie – jego pierwszą linią, gdzie tysiące mieszkańców codziennie integrują się bardzo blisko, a strefa intymności przestaje istnieć. I gdzie każda awaria urasta do kategorii wręcz biblijnych. Werbalnie – linią drugą – jej perspektywami oraz problemami w czasie budowy. Ja żyję metrem, z metrem i poniekąd w metrze praktycznie od zawsze, kiedy jako zupełnie mały dzieciak sprowadziłem się z rodzicami na Ursynów i budowę pierwszej linii obserwowałem z balkonu, z podwórka, a czasem – gówniarski nielegal – z poziomu wykopów.</p>



<p>Tuż obok (budowy) metra mieszkałem od 1981 roku – najpierw na Imielinie, później na wysokości obecnej stacji Stokłosy. Ale raz, że z czasu, kiedy byłem dwulatkiem, nie pamiętam literalnie nic, a dwa, że taki tytuł notki ładniej nawiązuje do całkiem zacnej powieści o podziemnej kolejce.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/6CsBbvEmloDj/nnBR0be026e81xw43qhTant8pEGe8gE1EO28vhpU.webp" alt="Plan Metropolitenu - pierwszy znany szkic metra w Warszawie">
<em>Plan Metropolitenu – pierwszy znany szkic metra w Warszawie</em></p>

<p>Moje najdawniejsze wspomnienia związane z metrem to rozkopana al. KEN. Z jednej strony niesamowita frajda dla dzieciaków z Imielina – wykopy, dźwigi, strzeliste kafary wbijające z impetem elementy konstrukcyjne (zdarzało się, że w bloku oddalonym o kilkaset metrów spadały ze ścian obrazki) i dziesiątki kamazów wywożących z budowy tony ziemi. Na pewno działało to na wyobraźnię. No i to metro mieli skończyć w ciągu kilku lat ;)</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/QMrbXp7D0knH/ooTJBM3g9vuVnU8FltmmVplLGMpjiuxoIkVMjln7.webp" alt="Budowa stacji Natolin">
<em>Budowa stacji Natolin</em></p>

<p>Nie skończyli, a w 1991 w księżycowym imielińskim pejzażu, przy wiecznie rozkopanej „alei” KEN zaparkował nawet ił-18, którego właściciel miał bardzo ambitne plany biznesowe. Wykopy, błoto i radziecki samolot unieruchomiony pośród bloków – czy można wyobrazić sobie szczęśliwsze dzieciństwo?</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/DfgakYqT1OEy/WxmNeyjDMzyMAY3tonXqPQIQLPc7dG8zgMic52yn.webp" alt="Budowa Stacji Techniczno-Postojowej">
<em>Budowa Stacji Techniczno-Postojowej</em></p>

<p>Kilka lat później nasza rodzina przeniosła się na Ursynów Północny. Oczywiście prace przy budowie I linii metra były nadal tak samo „zaawansowane” – co na odcinku ursynowskim oznaczało dokładnie te same błotne pejzaże, tonące między zwałami gliny przyszłe wejścia na poszczególne stacje, no i niezapomniane „jeziorko” koło 305-ki. Owo jeziorko to była raczej pokaźna kałuża, ale na tyle obszerna i głęboka, że dorobiła się własnego ekosystemu – było to jedno z najbogatszych (może oprócz wysychającego dziś oczka wodnego przy Centrum Onkologii) siedlisk kijanek. A później żab, które wnosiły w klimat szarego jeszcze wówczas blokowiska bardzo sielskie dźwięki.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/Ck0zjvOzWgtH/7HnnGN9JwdTvn5uJJP5F2AK4Ph49As6Imyxjdisz.webp" alt="Budowa stacji Ursynów">
<em>Budowa stacji Ursynów</em></p>

<p>Ursynów trwał więc rowem podzielony (zresztą nie tylko Ursynów, co pamięta każdy, kto w tamtych latach mieszkał w okolicach al. Niepodległości), ku uciesze dzieciarni i ku rozpaczy dorosłych, marzących o tym, aby wreszcie kiedyś dojechać do Śródmieścia podziemną kolejką, aż wreszcie rozpoczęły się dni otwarte i testowe przejazdy, a następnie regularne kursowanie metra (wreszcie mogłem przesiąść się z zatłoczonego 516!). Tamte czasy to również wspomnienie bardzo aktywnych osób odpowiedzialnych za monitoring i komunikaty – „Pan w czapce i pan bez włosów proszeni są o odsunięcie się od krawędzi peronu” usłyszeć można było kilka razy dziennie, a sporadycznie także: „Uwaga! Na peronie pojawili się kieszonkowcy!”. Było mi nieswojo, kiedy ten drugi komunikat usłyszałem na pustawej stacji, ewidentnie pod moim adresem. Wydawało mi się, że kieszonkowiec to praski typ w kaszkiecie, w najlepszym razie dresiarz, a nie młodociane metalątko z rozwianym włosem, ale widać obsługa miała swoje zdanie.</p>

<p><img src="https://pixey.org/storage/m/_v2/533633659229167933/42a8ecf32-5a8865/dVNIIZG5DPUo/7v59RtcRhIG2FWYR4MKLxU1rrf8nlgDIESvmtEg1.webp" alt="Przygotowania do budowy stacji Ursynów">
<em>Przygotowania do budowy stacji Ursynów</em></p>

<p>I jeszcze pierwsza wycieczka metrem na Kabaty i to niesamowite wrażenie pustki – gdzieś za plecami bloki Natolina, wokół pola, łąki, chaszcze i zarośla, a na horyzoncie Stacja Techniczno-Postojowa i linia Lasu Kabackiego. Dziś – nie do uwierzenia. Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć muszę jeszcze o zakładzie „Foto Metro” przy dzisiejszej stacji Ursynów, który nazwą (oraz gigantycznym muralem) wyprzedził uruchomienie I linii o dobrą dekadę, ale to jednak nie moje ówczesne rewiry.</p>

<p>Dziś mieszkam na Bielanach, także dwa kroki od metra, które stało się już dla warszawiaków czymś powszednim, zwykłym,codziennym i istniejącym „od zawsze”. Dla mnie jednak nigdy nie będzie to po prostu kawałek miejskiej infrastruktury, a mnóstwo rewelacyjnych wspomnień z dzieciństwa. Szkoda, że w czasach bezpieczeństwa, ochrony, monitoringu i pancernych płotów, „dzieciaki II linii” pewnie takich wspomnień mieć nie będą.</p>

<p>Zdjęcia z archiwum Metra Warszawskiego Sp. z o.o. Na potrzeby wpisu udostępnił je p. Krzysztof Malawko, Rzecznik Prasowy spółki Metro Warszawskie, któremu uprzejmie dziękuję!</p>

<p><a href="/panskaskorka/tag:elegancko" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">elegancko</span></a> <a href="/panskaskorka/tag:ursyn%C3%B3w" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">ursynów</span></a></p>

<p>aut. <a href="/panskaskorka/tag:adamkaliszewski" class="hashtag" rel="nofollow"><span>#</span><span class="p-category">adamkaliszewski</span></a></p>

<p>—
to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021
nadal działamy w social mediach :)</p>

<p>indeks tagów i autorów znajdziesz <a href="https://paper.wf/panskaskorka/wstep" rel="nofollow">tutaj</a>.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://paper.wf/panskaskorka/metro-1983</guid>
      <pubDate>Mon, 06 Mar 2023 10:51:05 +0000</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>