METRO: 1983

Adam Kaliszewski
28 grudnia 2013
Warszawa żyje metrem. Dosłownie – jego pierwszą linią, gdzie tysiące mieszkańców codziennie integrują się bardzo blisko, a strefa intymności przestaje istnieć. I gdzie każda awaria urasta do kategorii wręcz biblijnych. Werbalnie – linią drugą – jej perspektywami oraz problemami w czasie budowy. Ja żyję metrem, z metrem i poniekąd w metrze praktycznie od zawsze, kiedy jako zupełnie mały dzieciak sprowadziłem się z rodzicami na Ursynów i budowę pierwszej linii obserwowałem z balkonu, z podwórka, a czasem – gówniarski nielegal – z poziomu wykopów.
Tuż obok (budowy) metra mieszkałem od 1981 roku – najpierw na Imielinie, później na wysokości obecnej stacji Stokłosy. Ale raz, że z czasu, kiedy byłem dwulatkiem, nie pamiętam literalnie nic, a dwa, że taki tytuł notki ładniej nawiązuje do całkiem zacnej powieści o podziemnej kolejce.
Plan Metropolitenu – pierwszy znany szkic metra w Warszawie
Moje najdawniejsze wspomnienia związane z metrem to rozkopana al. KEN. Z jednej strony niesamowita frajda dla dzieciaków z Imielina – wykopy, dźwigi, strzeliste kafary wbijające z impetem elementy konstrukcyjne (zdarzało się, że w bloku oddalonym o kilkaset metrów spadały ze ścian obrazki) i dziesiątki kamazów wywożących z budowy tony ziemi. Na pewno działało to na wyobraźnię. No i to metro mieli skończyć w ciągu kilku lat ;)
Budowa stacji Natolin
Nie skończyli, a w 1991 w księżycowym imielińskim pejzażu, przy wiecznie rozkopanej „alei” KEN zaparkował nawet ił-18, którego właściciel miał bardzo ambitne plany biznesowe. Wykopy, błoto i radziecki samolot unieruchomiony pośród bloków – czy można wyobrazić sobie szczęśliwsze dzieciństwo?
Budowa Stacji Techniczno-Postojowej
Kilka lat później nasza rodzina przeniosła się na Ursynów Północny. Oczywiście prace przy budowie I linii metra były nadal tak samo „zaawansowane” – co na odcinku ursynowskim oznaczało dokładnie te same błotne pejzaże, tonące między zwałami gliny przyszłe wejścia na poszczególne stacje, no i niezapomniane „jeziorko” koło 305-ki. Owo jeziorko to była raczej pokaźna kałuża, ale na tyle obszerna i głęboka, że dorobiła się własnego ekosystemu – było to jedno z najbogatszych (może oprócz wysychającego dziś oczka wodnego przy Centrum Onkologii) siedlisk kijanek. A później żab, które wnosiły w klimat szarego jeszcze wówczas blokowiska bardzo sielskie dźwięki.
Budowa stacji Ursynów
Ursynów trwał więc rowem podzielony (zresztą nie tylko Ursynów, co pamięta każdy, kto w tamtych latach mieszkał w okolicach al. Niepodległości), ku uciesze dzieciarni i ku rozpaczy dorosłych, marzących o tym, aby wreszcie kiedyś dojechać do Śródmieścia podziemną kolejką, aż wreszcie rozpoczęły się dni otwarte i testowe przejazdy, a następnie regularne kursowanie metra (wreszcie mogłem przesiąść się z zatłoczonego 516!). Tamte czasy to również wspomnienie bardzo aktywnych osób odpowiedzialnych za monitoring i komunikaty – „Pan w czapce i pan bez włosów proszeni są o odsunięcie się od krawędzi peronu” usłyszeć można było kilka razy dziennie, a sporadycznie także: „Uwaga! Na peronie pojawili się kieszonkowcy!”. Było mi nieswojo, kiedy ten drugi komunikat usłyszałem na pustawej stacji, ewidentnie pod moim adresem. Wydawało mi się, że kieszonkowiec to praski typ w kaszkiecie, w najlepszym razie dresiarz, a nie młodociane metalątko z rozwianym włosem, ale widać obsługa miała swoje zdanie.
Przygotowania do budowy stacji Ursynów
I jeszcze pierwsza wycieczka metrem na Kabaty i to niesamowite wrażenie pustki – gdzieś za plecami bloki Natolina, wokół pola, łąki, chaszcze i zarośla, a na horyzoncie Stacja Techniczno-Postojowa i linia Lasu Kabackiego. Dziś – nie do uwierzenia. Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć muszę jeszcze o zakładzie „Foto Metro” przy dzisiejszej stacji Ursynów, który nazwą (oraz gigantycznym muralem) wyprzedził uruchomienie I linii o dobrą dekadę, ale to jednak nie moje ówczesne rewiry.
Dziś mieszkam na Bielanach, także dwa kroki od metra, które stało się już dla warszawiaków czymś powszednim, zwykłym,codziennym i istniejącym „od zawsze”. Dla mnie jednak nigdy nie będzie to po prostu kawałek miejskiej infrastruktury, a mnóstwo rewelacyjnych wspomnień z dzieciństwa. Szkoda, że w czasach bezpieczeństwa, ochrony, monitoringu i pancernych płotów, „dzieciaki II linii” pewnie takich wspomnień mieć nie będą.
Zdjęcia z archiwum Metra Warszawskiego Sp. z o.o. Na potrzeby wpisu udostępnił je p. Krzysztof Malawko, Rzecznik Prasowy spółki Metro Warszawskie, któremu uprzejmie dziękuję!
aut. #adamkaliszewski
— to jest archiwum bloga Pańska Skórka, aktywnego w latach 2013-2021 nadal działamy w social mediach :)
indeks tagów i autorów znajdziesz tutaj.